Zachód wysyła nam gorsze towary?

Konsumenci gorszego sortu
Grupa Wyszehradzka ogłosiła: nasi obywatele zasługują na markowe towary, takie, jakie kupują Francuzi czy Niemcy. Nie będziemy konsumentami gorszego sortu. A jesteśmy?
Wielkie międzynarodowe koncerny lepsze towary rezerwują na rynki starej UE, a gorsze dla wschodniej Europy?
Daniel Gnap/EAST NEWS

Wielkie międzynarodowe koncerny lepsze towary rezerwują na rynki starej UE, a gorsze dla wschodniej Europy?

Polki nie ufają proszkom w polskich sklepach.
Włodzimierz Wasyluk/EAST NEWS

Polki nie ufają proszkom w polskich sklepach.

audio

AudioPolityka Adam Grzeszak - Konsumenci gorszego sortu

„Podwójna jakość wydaje nam się wstępem do Europy dwóch prędkości. Uważamy, że podwójna prędkość może wyrażać się również w podwójnej jakości, podwójnych standardach” – ostrzegał podczas niedawnego szczytu Grupy Wyszehradzkiej (V4) w Bratysławie premier Węgier Viktor Orbán. „Powinniśmy być całkowicie pewni, że jeżeli kupujemy produkt na Słowacji, w Polsce czy na Węgrzech, to kupiliśmy taki sam produkt jak w jakimkolwiek innym kraju europejskim (...). Tymczasem z przeprowadzonych analiz wynika, że 70 proc. produktów spożywczych różni się w zależności od tego, czy kupiliśmy je w sklepie na Węgrzech, czy w kraju Europy Zachodniej” – tłumaczył.

„Nie spocznę, dopóki te niesprawiedliwe praktyki nie zostaną całkowicie usunięte z jednolitego unijnego rynku” – wtórował mu premier Słowacji Robert Fico. W tym chórze nie zabrakło też głosu Polski: „Świadome dyskryminowanie konsumentów, zależnie od kraju ich pochodzenia, jest niedopuszczalne; mamy prawo oczekiwać od innych partnerów w UE, w tym instytucji UE, przynależnego nam równego traktowania” – przekonywała premier Beata Szydło.

Wyszehradzkie spotkanie szefów rządów było jednocześnie szczytem konsumenckim pod hasłem „The Equal Quality of Products for All” – jednakowa jakość dla wszystkich. Do zwartego frontu przyłączyły się kraje spoza V4, m.in. Chorwacja, Bułgaria, Rumunia, Litwa. Wszystkie z przekonaniem, że ich obywatele także są traktowani jako konsumenci gorszego sortu. Wielkie międzynarodowe koncerny lepsze towary rezerwują na rynki starej UE, a gorsze dla wschodniej Europy?

„Nie zgodzę się, by w niektórych częściach Europy sprzedawano żywność niższej jakości niż w innych krajach, mimo że opakowania i znaki towarowe są identyczne” – zapewnia zaniepokojony sytuacją przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. W niedawnym przemówieniu na forum Parlamentu Europejskiego mówił, że na jednolitym rynku nie powinno być „konsumentów drugiej kategorii”. Unijna komisarz ds. sprawiedliwości i ochrony konsumentów Věra Jourová uważa, że organy nadzoru UE mogą wnieść skargi na producentów, którzy dostarczają produkty znanych marek w jednych krajach gorszej jakości i innym składzie niż w drugich.

Komisja Europejska wydała już w tej sprawie wytyczne, uznając, że jeśli zarzuty się potwierdzą, będzie to uderzenie w fundament UE, czyli zasadę jednolitego rynku. Dyrektywa o nieuczciwych praktykach handlowych zakazuje m.in. sprzedaży produktów pod tą samą marką w sposób mogący wprowadzać konsumentów w błąd. Dlatego zapowiedziano prowadzenie systemowych badań składu produktów na poszczególnych rynkach. „Marka stanowi zaświadczenie o kontrolowanej i stałej jakości. To tłumaczy, dlaczego niektórzy konsumenci mogą oczekiwać, że produkty markowe mają zbliżoną jakość, jeśli nie identyczną, niezależnie od miejsca i czasu ich nabycia, i że właściciele marek będą ich informować, kiedy postanowią zmienić istotny element w składzie swoich produktów” – głosi komunikat KE.

Niemieckie piorą lepiej?

Polska dołączyła do tego frontu, ale bez szczególnego entuzjazmu. Może to dziwić, bo na pozór sprawa jest jakby stworzona dla rządu PiS, który – nieustannie obrażony – przekonuje, że jesteśmy w Europie źle traktowani, wielkie zachodnie korporacje nas wykorzystują, a Unia nas nie lubi. Dlatego powinniśmy ostro się stawiać. W końcu nieprzypadkowo w kampanii wyborczej sprawą zajął się sam prezes Kaczyński, zwracając uwagę na problem podwójnej jakości proszków do prania.

Ponoć podczas podróży po Polsce zainteresowały go przydrożne stoiska z napisem „oryginalne proszki do prania z Niemiec”. Wyjaśniono mu, że Polki nie ufają proszkom w polskich sklepach, choć spora ich część jest wytwarzana przez międzynarodowe koncerny, w tym także niemieckie. Panuje pogląd, że niemieckie proszki z Niemiec piorą lepiej, bo wiadomo, że tam ceni się czystość. Dlatego rozwinął się równoległy import produktów chemicznych zza Odry i można je kupić na każdym bazarze.

„W Radomiu są też pewnie takie budki, w których można kupić proszki do prania z Niemiec. One kosztują tyle samo co nasze, ale są lepsze” – oburzał się podczas przedwyborczego spotkania prezes PiS, przekonując, że zachodnie koncerny oszukują Polaków. W jednej sprawie jednak się pomylił. Niemieckie proszki z Niemiec nie kosztują tyle, ile krajowe. Są droższe, a mimo to znajdują nabywców.

Polsko-czeska wojna pod flagą unijną

Wszystko wskazywało, że po wygranych wyborach rząd zajmie się podwójną jakością proszków i nie tylko. Stało się jednak inaczej. Nie padło hasło proszkowej repolonizacji ani odbudowy narodowego przemysłu chemii gospodarczej. Sprawa przycichła, dziś zaś pytanie o podwójną jakość produktów budzi wśród urzędników zakłopotanie. W Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów przekonują, że do nich takie sygnały nie dotarły, a Inspekcja Handlowa tym się nie zajmowała. Odsyłają do Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, bo to głównie sprawa żywości. Tam jednak też nic nie wiedzą, radzą pytać w resorcie rolnictwa.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną