Na czym polega patriotyzm konsumencki

Czas patriotów
Coraz więcej Polaków uważa się za konsumenckich patriotów. Mówią, że coś jest dobre, bo polskie. Jednak niewielu wie, które marki są wciąż w polskich rękach, a które pod biało-czerwoną flagę się podszywają.
Polityka

Co to znaczy polski produkt? Czy decyduje o tym miejsce produkcji, kapitał właściciela? A może lista składników?
4f/Kolekcja olimpijska Pyeongchang 2018

Co to znaczy polski produkt? Czy decyduje o tym miejsce produkcji, kapitał właściciela? A może lista składników?

audio

AudioPolityka Cezary Kowanda - Czas patriotów

Moda na polskość może być sposobem na życie. Justyna Ziembińska-Uzar od pięciu lat prowadzi blog o nazwie Kupujepolskieprodukty.pl. Do stworzenia strony zachęcił ją mąż. Zaczęło się od szukania rodzimych odpowiedników popularnych zagranicznych produktów. Z czasem na blogu pojawiły się pierwsze katalogi polskich marek. Coś, co na początku wydawało się zabawą, z czasem przerodziło się w poważny biznes. Dzisiaj na blogu przybywa reklam. A kto chce się wyróżnić w morzu polskich produktów, musi zapłacić. – Mam już ponad 100 tys. wyświetleń strony w miesiącu. Poza tym nie siedzę tylko w domu przed komputerem. Zaczęłam jeździć po Polsce, odwiedzać firmy – mówi Justyna Ziembińska-Uzar. Patriotyzm konsumencki jest en vogue.

Według tegorocznych badań CBOS najważniejsze kryteria, jakimi kierują się Polacy, robiąc zakupy, to wciąż cena i jakość towaru. Ale już na trzecim miejscu jest polskie pochodzenie produktu. Ma znaczenie dla 46 proc. badanych. W tym samym sondażu rok wcześniej na to kryterium zwracał uwagę co trzeci ankietowany. Według raportu Open Research („Patriotyzm konsumencki Polaków” z 2017 r.) aż 73 proc. badanych twierdzi, że polskie pochodzenie produktu zachęca ich do zakupu. Również tu widać zmiany. Rok wcześniej podobne deklaracje składało 64 proc. uczestników.

Moda na polskość

Pytanie tylko, co to znaczy polski produkt. Czy decyduje o tym miejsce produkcji, kapitał właściciela? A może lista składników? – Na różnych produktach widzimy często odniesienia do polskości. A są one wytwarzane czy sprzedawane przez firmy zagraniczne. O tym, co jest polskie, powinien decydować kapitał i miejsce produkcji. Polski produkt to taki, który został wytworzony przez firmę zarejestrowaną w Polsce i tu płacącą podatki – uważa Joanna Szalacha-Jarmużek z toruńskiej Fundacji Kazimierza Wielkiego, która stworzyła certyfikat o nazwie Polski Ślad.

Radosław Czarnecki z agencji marketingowej Melting Pot, który śledzi meandry mody na polskość, zauważa: – Polska marka dla wielu osób to taka, która w swojej komunikacji marketingowej odwołuje się do jakiegoś elementu polskości, np. polskich składników, nazwy kojarzącej się z Polską, jej dziedzictwem i historią, albo nawet polskiej drużyny sportowej, którą sponsoruje. Tymczasem często chodzi o marki, które kiedyś były w polskich rękach, ale już dawno w nich nie są. Polskie dla Polaka jest to, co wydaje się polskie, a nie to, co rzeczywiście jest polskie w kategoriach własności.

O tym, jak łatwo jest mylona przeszłość marek z ich teraźniejszością, można się przekonać, analizując wyniki najnowszych badań Open Research. Prawie 90 proc. ankietowanych za należące do polskich firm uznała np. wodę Żywiec Zdrój (część francuskiego koncernu Danone) i przetwory Pudliszek (właścicielem jest amerykański gigant Heinz). Ponad 80 proc. za polskie uznaje Winiary (część szwajcarskiego Nestlé), Hortex (będący w ręku jednego z międzynarodowych funduszy inwestycyjnych) oraz wódki Wyborową i Żubrówkę, które produkują odpowiednio firmy francuska i rosyjska. Kto zatem wykupywał znane polskie marki i zdecydował się je pozostawić, ten dobrze wiedział, co robi.

Na tym nie koniec paradoksów. Bo z drugiej strony sporo polskich firm konsumenci traktują jako obce. To pokłosie lat 90., gdy nowe rodzime marki przyjmowały obco brzmiące nazwy, aby od polskości, wówczas kojarzonej głównie z tandetą, skutecznie się odcinać. W efekcie jeszcze dziś zaledwie co czwarty badany słusznie twierdzi, że Gino Rossi, Monnari czy Wittchen mają polskich właścicieli. Niespełna 40 proc. za polską uważa markę odzieżową Reserved koncernu LPP. Dla takich firm moda na polskość to poważne wyzwanie. Trudno dzisiaj zmieniać nazwy produktów, zwłaszcza gdy są często dobrze rozpoznawane za granicą. Ale z drugiej strony zamiast odcinać się od polskości, trzeba się zacząć do niej przyznawać, skoro z balastu stała się atutem. Metodą może być tworzenie nowych, polsko brzmiących marek i podkreślanie w reklamach, że towary są wytwarzane w Polsce.

Tylko jak się odnaleźć w tym gąszczu produktów: trochę polskich oraz tylko udających polskie? Metodą najprostszą jest sprawdzanie kodów kreskowych podczas zakupów. Za polski uchodzi artykuł z kodem zaczynającym się od cyfr 590. Jednak taka, wydawałoby się, łatwa droga jest pełna pułapek. 590 informuje tylko, że producent danego towaru jest zarejestrowany w Polsce. Może sprzedawać towar wytworzony w Polsce, ale może być to też artykuł importowany. Co więcej, sama rejestracja firmy w Polsce też o niczym nie świadczy, bo taka firma czasem bywa własnością zagranicznego koncernu, który wyprowadza z kraju zyski do swojej centrali albo do raju podatkowego. Kto zatem chce być prawdziwym konsumenckim patriotą, temu sam kod kreskowy nie wystarczy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną