Rynek

Jak Eskimos zbierał jabłka

Polityczny skup jabłek

Minister Ardanowski zapowiedział, że interwencyjny skup jabłek przetrze ścieżkę i pokaże, jak będzie funkcjonował Krajowy Holding Spożywczy. Minister Ardanowski zapowiedział, że interwencyjny skup jabłek przetrze ścieżkę i pokaże, jak będzie funkcjonował Krajowy Holding Spożywczy. Valentyn Volkov / PantherMedia
Minister rolnictwa wymyślił, jak odebrać PSL głosy sadowników za pieniądze polskich podatników.
Dla producentów soków oraz koncentratu jabłkowego stało się jasne, że interwencyjny skup jabłek jest operacją polityczną i że na końcu zobaczymy, kto naprawdę za nią zapłaci.Bartosz Krupa/EAST NEWS Dla producentów soków oraz koncentratu jabłkowego stało się jasne, że interwencyjny skup jabłek jest operacją polityczną i że na końcu zobaczymy, kto naprawdę za nią zapłaci.

W sadach zima, ale właściciele jabłek przemysłowych nie tracą nadziei, że jeszcze je sprzedadzą. Minister im to obiecał. Z przekazem o interwencyjnym skupie jabłek Jan Krzysztof Ardanowski ruszył na wieś przed wyborami samorządowymi. Sadownicy byli wściekli, bo firmy skupowe płaciły zaledwie 10 gr za kilogram owoców przemysłowych, zanosiło się, że nadwyżka ponad miliona ton jabłek pozostanie na drzewach. Interwencja państwa wydawała się błogosławieństwem. „Zdjęcie z rynku” co najmniej 500 tys. ton owoców miało służyć stabilizacji, czytaj: podniesieniu cen rynkowych.

Nikt nie zwracał uwagi na to, że operację ma prowadzić firma Eskimos SA, notowana na NewConnect. Kontroluje ją tajemniczy Fundusz Inwestycyjny Rubikon, zarejestrowany w Krakowie. Prezes Stanisław Sulima ma w nim 25 proc. Firma Eskimos do tej pory nie wyprodukowała ani litra koncentratu jabłkowego. Nikt nie pytał, dlaczego akurat ona i w jaki sposób została wyłoniona.

Sadownicy ze słów ministra zapamiętali to, co było dla nich najważniejsze, a co dotarło do nich za pośrednictwem portaluspozywczego.pl: „Firma nie dość, że będzie płaciła dwa razy więcej niż dotychczas proponowały skupy, to będzie też płaciła zaliczkowo za jabłka dostarczane w późniejszym terminie. W dodatku rolnicy otrzymają pieniądze w ciągu 7 dni po dostawie”.

Złodzieje z zagranicy

Tę depeszę ze zdumieniem czytali producenci soków, do których nikt z propozycją udziału w interwencyjnym skupie się nie zgłaszał, o planowanej interwencji nie informował, a o tym, że ministerstwo wybrało do realizacji przedsięwzięcia firmę spoza branży, dowiedzieli się z mediów. „Eskimos zaangażuje swoje środki, to przedsięwzięcie komercyjne, ta firma nie oczekuje żadnej dotacji państwa” – zaznaczył minister Ardanowski w rozmowie z PAP. Dodał, że „firma ma na ten cel 90 mln zł, natomiast rząd zapewni w razie potrzeby kredyt, który będzie udzielany w transzach. Na ten cel zarezerwowano 210 mln zł (…) spółki, która wyciągnęła rękę, by pomóc sadownikom, nie możemy zostawić w kłopocie, ponieważ ona tu wystąpiła z pewną społeczną wrażliwością i zachowała się etycznie”.

Z dalszej części wypowiedzi wynikało, że koncentrat wyprodukowany z dwukrotnie droższych jabłek Eskimos zamierza eksportować. Na co polscy producenci soków, od lat obecni na rynkach zagranicznych, chórem krzyknęli: „powodzenia!”. Na światowych rynkach koncentratu jabłkowego jest bardzo dużo, więc nikt za niego nie będzie płacił więcej, jeśli może kupić taniej. Dla branży było jasne, że o eksporcie nie ma mowy.

Producenci soków źle odebrali wypowiedzi ministra. Wyraźnie dawał do zrozumienia, że przetwórcy nie płacą rolnikom więcej, bo po prostu nie chcą. Są niewrażliwi społecznie. A powodem jest fakt, że przetwórstwo przeszło w ręce obcego kapitału w wyniku złodziejskiej prywatyzacji, przeprowadzonej przez PSL. Co prawdą nie jest, bo numerem jeden na polskim rynku soków owocowych jest potężny prywatny koncern Maspex, który od zera stworzyli polscy przedsiębiorcy. Ale fakt, że obok polskich firm przetwórstwem jabłek zajmują się także koncerny zagraniczne.

Skup polityczny

Polscy producenci koncentratu, zrzeszeni w Krajowej Unii Producentów Soków (KUPS), mają za złe ministrowi, że skoro tworzy Krajowy Holding Spożywczy – który płody rolne ma skupować po cenach satysfakcjonujących rolników – to dlaczego rząd PiS pozwolił w 2018 r., aby największy, czysto polski, producent koncentratu jabłkowego Appol został wykupiony przez firmę chińską? To uderzy nie tylko w sadowników polskich, ale także włoskich, bo to drugi w Unii producent jabłek. Gdyby przejęło ją państwo, byłaby perłą w koronie holdingu i mogłaby kupować jabłka „po cenie satysfakcjonującej sadowników”. Minister rolnictwa z polskimi przetwórcami jednak nie rozmawia.

– Nikogo z kierownictwa ministerstwa nie było też na międzynarodowej konferencji Prognosfruit poświęconej problemom sadowników, która przed kilkoma miesiącami odbywała się w Polsce – przypomina Barbara Groele z KUPS. – Jej zagraniczni uczestnicy wyrażali zdziwienie, że Polska sama stworzyła sobie problem z nadpodażą jabłek. Ciągle bowiem bierzemy z Unii pieniądze na zakładanie nowych sadów, żeby jabłek było jeszcze więcej.

Dla producentów soków oraz koncentratu jabłkowego stało się jasne, że interwencyjny skup jabłek jest operacją polityczną i że na końcu zobaczymy, kto naprawdę za nią zapłaci. To, że rząd wspomoże finansowo Eskimosa, wydawało się niemożliwe, byłaby to niedozwolona pomoc publiczna.

Pełna skrzynka

Eskimos, zajmujący się produkcją mrożonek, nie tylko nie ma własnej tłoczni do wyciskania soków, ale nawet własnej sieci skupu owoców. Musiał poszukać kooperantów, pozawierać z nimi umowy cała ta logistyka jednak go przerosła. Interwencja miała zacząć się 21 października, ale nie ruszyła. Rolnicy nie mogli się do firmy dodzwonić, bo zablokowała się linia. Przesuwano kolejne terminy, a jabłka gniły. Na swoich stronach Eskimos poinformował, że jak się zorganizują, to poinformują, gdzie uruchomili punkty skupu.

Opóźnienie wynikało także z nieufności. 18 października, czyli tuż przed wyborami, portal echodnia.eu poinformował, że właściciele punktów skupu z regionu sandomierskiego, które jest jabłkowym zagłębiem, boją się o wypłacalność Eskimosa. Nie chcą zawierać z nim umów. „Strach potęguje fakt, że spółka Eskimos widnieje w Krajowym Rejestrze Dłużników. Firmie Frutpol z Lubelszczyzny zalega 130 tys. zł za porzeczkę czarną i czerwoną. Właściciel przekazał nam, że ma kłopot z nawiązaniem kontaktu z firmą, a podczas ostatniej rozmowy usłyszał, że spółka musi wziąć kredyt, by mu zapłacić za oddane owoce” – informował portal.

Niepokój właścicieli punktów skupu rozwiał Marek Kwiatek, poseł PiS. Zapewnił on, że minister rolnictwa nie zawarłby porozumienia z firmą, której by nie sprawdził: „Wierzę, że spółka Eskimos została prześwietlona. Chwała jej za to, że podjęła się takiego działania i płaci więcej za jabłka”.

Po takich zapewnieniach na współpracę z Eskimosem zdecydował się Mirosław J., właściciel firmy skupowej Solosped spod Warki. Mimo że zarówno na FB, jak i portalach rolniczych czytał wypowiedzi, że firma nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. – Ostrzegał mnie też kolega, który twierdził, że do tej pory są mu winni za paprykę – mówi przedsiębiorca. – Nie posłuchałem. Wydawało mi się, że skoro zostali przez ministra wybrani do interwencji, to ewentualne oszustwa nie wchodzą w rachubę. Takich jak on było wielu.

Dziś J. daremnie próbuje wyegzekwować od Eskimosa prawie 600 tys. zł, które pożyczył z banku, żeby móc zapłacić sadownikom. – Nie mam z kim rozmawiać – mówi. Włącza się komunikat „skrzynka jest pełna, zadzwoń później”. Kiedy w końcu udało mu się dodzwonić, usłyszał, żeby zwrócił się po swoje pieniądze do Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa (KOWR to twór, który powstał z połączenia dwóch państwowych agencji rolnych – Agencji Rynku Rolnego oraz Agencji Nieruchomości Rolnych), który poręczył kredyt dla Eskimosa. Portale rolnicze informują, że obawy właścicieli punktów skupu w okolicach Sandomierza także okazały się uzasadnione. Barbara Groele z KUPS twierdzi, że zapłaty za wyprodukowanie koncentratu jabłkowego nie doczekali się liczni przetwórcy, którym Eskimos zlecił produkcję koncentratu. 30 listopada Eskimos na swoich stronach przeprasza za opóźnienie płatności i zapewnia, że w „przyszłym tygodniu zostanie zniwelowana”. Nie została.

– Ale sadownicy, którym udało się jabłka sprzedać i dostać za nie pieniądze od firm skupowych, bardzo się z interwencji cieszą – uważa Mirosław Maliszewski, szef Sadowników RP. Żałują tylko, że z zapowiadanego skupu co najmniej 500 tys. ton jabłek tak naprawdę skupiono zaledwie 200 tys.

Minister się odcina

Kłopoty Eskimosa z wypłaceniem należności za jabłka budzą coraz większe zdumienie. Skoro sam nie był w stanie skupić ani przerobić owoców i w dodatku marnie poradził sobie z logistyką przedsięwzięcia, to dlaczego w ogóle został wybrany? W jakim trybie? – zaciekawiło się dwoje posłów PO z sejmowej komisji rolnictwa. Wiceminister Tadeusz Romańczuk odpowiedział, że bez żadnego trybu. Przetargu nie było, Eskimos zgłosił się sam. Potwierdził też, że KOWR udzielił mu gwarancji na 100 mln zł.

Barbara Groele z KUPS zauważa, że żadna firma, która po prostu zgłasza się sama, nie dostanie z żadnego banku kredytu na skup owoców po cenie dwukrotnie wyższej niż rynkowa. A Eskimos miał dostać taki kredyt z Banku Ochrony Środowiska. BOŚ jednak nie chciał ryzykować i poprosił o gwarancję. I zdarzył się cud po raz drugi Eskimos dostał gwarancję Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, który nie poprosił Eskimosa o żadne zabezpieczenie. To dlatego firma odsyła dzisiaj wierzycieli do KOWR. Jeśli Eskimos pożyczki nie zwróci, odda ją bankowi KOWR.

Sprawa zaczęła brzydko pachnieć. Jakim prawem państwowa firma daje gwarancje prywatnej na ogromny kredyt bez zabezpieczenia? Posłowie PO Dorota Niedziela oraz Kazimierz Plocke, podejrzewając, że operację przeprowadzono bez żadnej podstawy prawnej, zapytali wprost: „Jakie są zagrożenia dla Skarbu Państwa? Kto spłaci kredyt Eskimosa, jeśli na interwencji powinie mu się noga?”. Na co tym razem wiceminister Szymon Giżyński stwierdził, że zagrożenia dla finansów państwa nie ma żadnego. Podmiot jest prywatny i całe ryzyko biznesowe leży po stronie firmy. Tyle że to nieprawda. Po co w takim razie gwarancja KOWR i jakim prawem została wydana?

Ministrowie rolnictwa plączą się w zeznaniach. Jan Krzysztof Ardanowski, który przed wyborami obiecywał sadownikom skup interwencyjny, teraz słowa „interwencja” starannie unika. Zdał sobie sprawę z tego, że skup jabłek przez państwo po nierynkowych cenach łamie zasady unijnej polityki rolnej, zakłóca konkurencję na rynku Wspólnoty. Może być uznany za niedozwoloną pomoc publiczną.

22 stycznia 2019 r. portal sadyogrody.pl zauważył, że Ministerstwo Rolnictwa odcięło się od interwencyjnego skupu. „Obecnie twierdzi, że to wyłącznie prywatna inicjatywa, resort nie jest stroną”.

Jeśli ktoś jednak myśli, że Eskimos w porywie społecznej wrażliwości zdecydował się na operację od początku nieopłacalną, to bardzo się myli. Ministerstwo Rolnictwa, które obecnie odcina się od prywatnej firmy, pomyślało, żeby Eskimos na tym wszystkim zarobił. Jakim cudem? Otóż minister rolnictwa zwrócił się do kolegi z resortu energii z apelem o wpisanie koncentratu jabłkowego na listę towarów strategicznych, które – na wypadek wojny albo klęski żywiołowej – kupuje i trzyma w swoich magazynach Agencja Rezerw Materiałowych.

Bezpieczeństwo Polaków nie ma ceny, więc ARM wyłożyć ma na ten cel takie pieniądze z budżetu państwa, aby Eskimos nie stracił. A jak straci, to bankowy kredyt i tak spłaci publicznymi pieniędzmi KOWR. Tylko że sprawa zrobiła się głośna dzięki kolejnej interpelacji posłów Niedzieli i Plocke z PO. Minister Szymon Giżyński prośbę o wpisanie koncentratu na listę towarów strategicznych publicznie w Sejmie potwierdził.

Ale ponieważ minister Tchórzewski sam ma kłopoty z cenami prądu, to koncentratu ciągle jeszcze nie wpisano na listę towarów strategicznych. A jeśli już znajdzie się w naszych rezerwach strategicznych obok czołgów, nabojów i mięsa, to dlaczego musi być kupiony wyłącznie od Eskimosa? CBA na razie takich pytań nie zadaje.

Artykuł 22

Wróćmy do zapowiedzi ministra Ardanowskiego, że interwencyjny skup jabłek przetrze ścieżkę i pokaże, jak będzie funkcjonował Krajowy Holding Spożywczy. I przede wszystkim – że znajdą się pieniądze na zapowiadane przez resort interwencje, mające na celu wzrost cen skupu płodów rolnych. Skąd? – Z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa – zapewnia jego były pracownik. – To bardzo bogata firma, która swoje dochody zawdzięcza koalicji PO-PSL. W ubiegłym roku do kasy KOWR wpłynęło około miliarda złotych. To są pieniądze od dzierżawców uprawiających ziemię państwową, a także od tych rolników, którzy kupili ziemię na raty i teraz ją spłacają. Ten strumień pieniędzy będzie płynął do KOWR jeszcze przez lata. Problem polegał tylko na tym, jak się do tych pieniędzy dobrać. Czyli jak wspomagać wybrane firmy, takie jak Eskimos czy nawet stadniny koni, żeby się Bruksela nie przyczepiła.

Wymyślono więc artykuł 22, który wrzucono do nowelizowanej ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Mówi on, że tworzony Fundusz Innowacyjności i Rozwoju Rolnictwa ma być częścią Krajowego Holdingu Spożywczego i będzie przez KOWR zasilany finansowo. I wtedy transfer pieniędzy do wybranych firm, takich jak Eskimos, stanie się legalny. Ale nie na interwencję, tylko na innowację. Projekt trafił już do konsultacji. Eskimos przecierał ścieżkę, ale robił to tak szybko, że wyprzedził prawo. No i jest kłopot.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną