Rynek

Spadające jabłko

Ekran się zagina, czyli rewolucja w smartfonach

Huawei Mate X. Huawei Mate X. David Ramos / Getty Images
Składane, rekordowo duże wyświetlacze to w dziejach smartfonów przewrót kopernikański. Przenicowuje ideę tych urządzeń.
Samsung Galaxy Fold.Eric Risberg/AP/materiały prasowe Samsung Galaxy Fold.

Mobile World Congress (MWC) w Barcelonie to najważniejsza coroczna impreza poświęcona łączności bezprzewodowej i elektronicznym urządzeniom przenośnym. To tu zapowiada się i prezentuje kluczowe rozwiązania, wytyczając kurs na kolejne 12 miesięcy. W tym roku na MWC oczekiwano ze szczególnym zaciekawieniem z trzech powodów.

Po pierwsze, miała się wreszcie zmaterializować koncepcja będąca od lat idée fixe wizjonerów tej branży: kieszonkowy telefon, który po rozłożeniu zamienia się w wygodny tablet. Po drugie, mieliśmy się dowiedzieć, kiedy wreszcie zaczniemy korzystać z sieci 5G, umożliwiającej błyskawiczne przesyłanie gigantycznych ilości danych. Po trzecie, niczym widzowie w przerwie meczu szachowego, z napięciem oczekiwaliśmy na ruch Huawei, chińskiej potęgi w branży nowych technologii, podejrzewanej przez USA i kilka innych krajów, w tym Polskę, o szpiegostwo. Dla Huawei kongres był bowiem najlepszą i, być może, ostatnią taką szansą na obronę dobrego wizerunku.

Niczym w dobrym filmie z Jamesem Bondem, podczas MWC 2019 wszystkie oczekiwania widzów spełniono z nawiązką. Były niespodzianki, zachwyty, zwroty akcji, upokorzenie i zemsta. Pierwszy mocny akcent postawił Samsung, na kilka dni przed oficjalnym rozpoczęciem targów. Podejrzewano, że koreański gigant tak bardzo pospieszył się z prezentacją swojego rewolucyjnego smartfona Galaxy Fold ze składanym ekranem, by uniknąć niewygodnej konfrontacji z ofertą Huawei. Jak się okazało, Samsung rzeczywiście miał się czego obawiać, bo konkurencyjny składany Huawei Mate X okazał się bezdyskusyjnie wydarzeniem imprezy, ale Galaxy Fold to również konstrukcyjne cacko.

Koreański telefon ma dwa ekrany. Jeden mały, 4,6˝ (cala), na wierzchu, wyświetlający podstawowe informacje. Drugi, składany, jest ukryty, można z niego skorzystać po rozłożeniu telefonu tak, jak się otwiera książkę. Rozmiary to aż 7,3˝ przy proporcjach 4,2:3 i rozdzielczości 2152×1536 pikseli. Wrażenie psuje nieco wcięcie przy górnej krawędzi ekranu – miejsce to zajmują kamery. Mimo tego trudno się nie zachwycić, przecież wyświetlacz jest jednolitą powierzchnią, bez przerw i degradacji obrazu na linii zgięcia.

Łamanie praw fizyki

Powab Samsunga Galaxy Fold blednie jednak w porównaniu z Huawei Mate X. Chińczycy nie schowali głównego ekranu – pokryli nim przód i tył telefonu (oraz jeden z boków), dzięki czemu dodatkowy, pomocniczy wyświetlacz, jakim posiłkował się Samsung, jest zbędny. Gdyby główny ekran telefonu Samsunga porównać do kartek złożonej książki, ekran Huawei to jej okładki i grzbiet. Dzięki temu Huawei Mate X już w formie złożonej wygląda świetnie i funkcjonalnością nie odbiega od typowego smartfona z wysokiej półki. Przedni ekran ma wtedy przekątną 6,6˝ przy proporcjach 19,5:9 i rozdzielczości 2480×1148. Tylny jest węższy (6,38˝), część zajmuje bowiem listwa z kamerami, skrywająca także inne podzespoły i służąca za wygodny uchwyt po rozłożeniu telefonu, co przypomina konstrukcję niektórych e-czytników, jak Kindle. Po rozłożeniu Huawei Mate X ma ekran największy w historii smartfonów: nawet nieco większy, a przy tym zdecydowanie bardziej szczegółowy niż w tablecie Apple iPad Mini: 8˝, 2480×2200 pikseli, przy proporcjach 8:7,1.

Konstrukcja ekranu wydaje się łamać prawa fizyki, bo powierzchnia na „grzbiecie książki” powinna, po rozłożeniu urządzenia, pozostać wypukła, jeśli nie jest z gumy. Aby obejść ten problem, inżynierowie Huawei wymyślili skomplikowany mechanizm zawiasowy, który nazwali Skrzydłem Sokoła – jakoby zainspirowani rzeczywistym rozwiązaniem wykorzystanym przez naturę. Huawei z dumą deklaruje, że praca nad tym wynalazkiem trwała trzy lata, a mechanizm składa się z około stu elementów. Faktem jest, że działa, a ekran dzięki temu budzi mniejsze obawy o trwałość związaną z efektem zmęczenia materiału w miejscu zginania.

Oba składane telefony pokazane w Barcelonie są przede wszystkim dowodem, że taka konstrukcja jest możliwa i ma sens. Zanim jednak smartfono-tablety się upowszechnią i wyprą dzisiejsze konstrukcje, minie kilka lat. Obecne modele są ekstradrogie. Samsung Galaxy Fold kosztować będzie 1980 dol. Bizantyjsko bogaci amatorzy technologicznych nowalijek kupią go 26 kwietnia. Huawei Mate X został wyceniony na 2299 euro. Na rynek trafi w połowie roku.

Horrendalne ceny nie powinny szokować – to są modele pokazowe. Z czasem pojawią się kolejne, bardziej dopracowane, z coraz niższymi cenami.

Czego zatem możemy się spodziewać? Zacznijmy od asa w rękawie: oba te telefony mają modemy 5G, czyli – gdy tylko telekomy zaoferują ten standard transmisji danych – będą mogły pobierać i przesyłać pliki z gigantyczną przepustowością. By uzmysłowić rozmiar tego skoku, przypomnijmy, że przy transferze danych w sieci 5G sięgającym nawet 10 Gb/s będzie można nie tylko oglądać z pełną płynnością filmy o bardzo dużej rozdzielczości czy telewizję, nawet śledząc kilka kanałów jednocześnie. Przepustowość i minimalne opóźnienia sygnału (zaledwie 1 ms) w transmisji 5G umożliwią upowszechnienie autonomicznych samochodów, które podczas jazdy muszą analizować dane z licznych czujników oraz komunikować się także z innymi pojazdami oraz komputerami w chmurze. Autonomiczny, niewymagający kierowcy, samochód to tylko szczególny przypadek Internetu Rzeczy (ang. Internet of Things, IoT), czyli świata, w którym niemal każde urządzenie ma wbudowany mikrokomputer i moduł łączności bezprzewodowej.

Fakt, że telefony z rozkładanymi ekranami i technologią 5G debiutują równolegle, to szczęśliwa koincydencja. Współczesne smartfony to przede wszystkim wielofunkcyjne komunikatory sieciowe i prywatne centra multimedialne. Duży jak w tablecie ekran i płynne, szerokopasmowe połączenie z siecią to piorunująca i bardzo pożądana mieszanka. Oto przykładowe zastosowania:

Mapy i nawigacja samochodowa – tu atut dwukrotnie większej powierzchni jest oczywisty, widać więcej.

Wielozadaniowość – można będzie uruchomić kilka aplikacji jednocześnie.

Fotografia i obróbka – nie tylko przyjemniej jest oglądać zdjęcia w większym formacie, ale i łatwiej jest je edytować.

Gry wideo – niektóre gatunki wymagające dużego ekranu zyskają większą rację bytu.

Czytnik książek – nieporównywalnie łatwiej będzie czytać książki i długie dokumenty.

Pisanie – przy podziale ekranu na dwa stosunkowo wygodne pola, tekstowe i z klawiaturą, pisanie na smartfonie stanie się łatwiejsze.

Programy biurowe – duży ekran pozwala już brać pod uwagę smartfon jako przydatne narzędzie pracy nawet w tak wymagających precyzji programach, jak arkusz kalkulacyjny czy baza danych.

Filmy, telewizja – wbrew pozorom, najbardziej na pozór oczywista korzyść z większego ekranu, czyli możliwość wygodniejszego oglądania filmów, wcale taka oczywista nie jest. Rozłożony ekran zyskuje na krótszym boku, bardziej zbliżony do kwadratu kształt wyświetlacza nie daje przewagi w przypadku najpowszechniejszych dziś filmów panoramicznych. Ale na przykład „Zimna wojna”, z bardziej tradycyjnym kadrem, wyraźnie by zyskała.

Katalońska premiera składanych telefonów będzie długo pamiętana. Była największym dotąd upokorzeniem Apple, firmy przez lata przodującej w innowacjach. Każdy liczący się dziś producent smartfonów intensywnie pracuje nad modelami ze składanym ekranem, bo to naturalny krok w ewolucji tych urządzeń. Porażka producenta iPhone’ów jest zatem szczególnie znacząca, ale nie powinna być zaskoczeniem. Jak wynika z raportu „The 2018 EU Industrial R&D Investment Scoreboard”, podsumowującego inwestycje w 2017 r., zarówno Samsung, jak i Huawei przeznaczają na prace badawczo-rozwojowe większe budżety niż Apple. A w ogłoszonym niedawno przez Fast Company rankingu najbardziej innowacyjnych firm Apple spadło z pozycji pierwszej na siedemnastą. To zapowiedź zmierzchu.

Obie azjatyckie potęgi mają jeszcze jeden powód do szczególnej satysfakcji z upokorzenia Apple. Zarówno Samsung, jak i Huawei, gdy tylko stały się zagrożeniem dla amerykańskich liderów technologicznych w USA, w tym Apple, zaczęły być bardzo brutalnie zwalczane na tamtejszym rynku. Apple parę lat temu wypowiedziało Samsungowi wojnę patentową, w wyniku czego wiele modeli telefonów zostało wycofanych ze sprzedaży w USA. W przypadku Huawei, które nie tylko tworzy dziś bardziej zaawansowane technologicznie telefony niż Apple, ale i wygrywa światowy wyścig o kontrakty na budowę infrastruktury 5G (co bije w interesy różnych amerykańskich firm), reakcja była jeszcze bardziej gwałtowna: oskarżenia o szpiegostwo (dotąd nie przedstawiono publicznie dowodów) i wykluczenie z rynku USA, a także intensywny lobbing za podobnym traktowaniem Huawei przez inne kraje.

Olbrzymie pieniądze

Wątpliwe, aby USA miały realną nadzieję na całkowite wyrugowanie Huawei z kluczowych rynków, ale zapewne liczą na spowolnienie ekspansji rywala, zanim amerykańskie giganty staną się bardziej konkurencyjne. Huawei jest dziś jedyną firmą na świecie, która dysponuje kompleksową technologią budowania sieci w pełnym standardzie 5G. Dzięki temu zdobyła już kontrakty na budowę infrastruktury 5G w ponad 40 krajach.

Jest o co walczyć, bo na horyzoncie widać olbrzymie pieniądze. Już sama budowa infrastruktury jest bezprecedensowym wyzwaniem – nadajniki 5G mają mały zasięg, trzeba je zatem stawiać gęściej niż w przypadku sieci poprzednich generacji. Ocenia się (według IHS Markit), że w 2035 r. rynek 5G będzie wart 3,5 bln dol., zapewniając 22 mln miejsc pracy. Według prognoz Cisco do 2022 r. połączenia 5G będą stanowić ponad 3 proc. wszystkich połączeń komórkowych i odpowiadać za blisko 12 proc. światowego przesyłu danych mobilnych.

Od tego, czy USA wygrają światową batalię z Huawei, zależy m.in. to, jak szybko technologia 5G stanie się standardem w Europie, w tym w Polsce. Chiński gigant, po przyjęciu kilku mocnych ciosów, jak się wydaje, staje na nogi. W Barcelonie pokazem Huawei Mate X dowiódł, że jest potęgą technologiczną.

Jeszcze ważniejsze dla odzyskania pozycji było jednak świeże otwarcie przez Huawei w Brukseli Europejskiego Centrum Cyberbezpieczeństwa (Europe Cyber Security Center) i deklaracja umożliwienia ekspertom wglądu w kod źródłowy produkowanych i obsługiwanych przez Huawei urządzeń. To mocny, precedensowy ruch, bo kod źródłowy dla każdej komercyjnej firmy jest pilnie strzeżoną tajemnicą.

Na rozwój sytuacji w Polsce dopiero czekamy. Tonny Bao, dyrektor zarządzający Huawei Polska, zadeklarował niedawno „gotowość Huawei do wsparcia polskiego rządu i współpracy z operatorami w tworzeniu Centrum Transparentności i Cyberbezpieczeństwa”. Niedawna nominacja na stanowisko dyrektora w Huawei Polska Ryszarda Hordyńskiego, od lat pozostającego w dobrych relacjach z premierem Morawieckim, sugeruje, że chińska firma będzie się starała intensywnie przekonywać do swoich racji.

Kiedy zatem możemy liczyć na dostęp do sieci 5G w Polsce? Główna przeszkoda ma charakter prawno-administracyjny, nie są bowiem jeszcze dostępne wszystkie pasma częstotliwości wykorzystywane przy transmisji 5G. Najbardziej prawdopodobne jest, że telefony z modemami 5G przydadzą się nam najwcześniej w 2020 r.

Polityka 10.2019 (3201) z dnia 05.03.2019; Rynek; s. 39
Oryginalny tytuł tekstu: "Spadające jabłko"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną