Nowa ustawa o kredycie konsumenckim rodzi się w wielkich bólach. Do niedawna przygotowywaniem projektu, który miałby lepiej chronić kredytobiorców, zajmował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednak z powodu licznych kontrowersji rząd zdecydował, że to nie UOKiK, lecz resort sprawiedliwości przy współpracy z Ministerstwem Finansów opracuje nową wersję projektu. Na wprowadzenie w Polsce dyrektywy CCD2 mamy czas do 20 listopada. Nowa ustawa powinna uregulować np. kwestię sankcji kredytu darmowego. Chodzi o to, kiedy konsument nie musi spłacać całości kredytu. Może się tak stać, jeśli bank naruszył obowiązki informacyjne albo udzielił pożyczki konsumentowi bez jego zgody.
Zgodnie z unijną dyrektywą konsument ma być lepiej chroniony niż dotąd. Służyć temu powinno jasne informowanie go o kosztach związanych z zaciąganiem kredytów i związanych z tym ryzykach. Dziś wiele osób nie wie dokładnie, ile muszą oddać bankowi czy firmie pożyczkowej. Sporym polem do nadużyć są też reklamy kredytów i pożyczek – wprowadzające w błąd albo sprawiające wrażenie, jakby zaciąganie długów było receptą na wszelkie problemy.Na razie nie wiadomo, jakie konkretne rozwiązania znajdą się w nowym projekcie ustawy. Banki przestrzegają przed nadregulacją, czyli tworzeniem rozwiązań, których Komisja Europejska wcale nie wymaga. Równocześnie jednak w relacji między bankiem a konsumentem to ta druga strona jest znacznie słabsza, a konsekwencje przekredytowania (czyli brania na siebie zobowiązań ponad własne możliwości) mogą być tragiczne.
Istotnym punktem spornym okazały się zasady przekazywania danych o dłużnikach do Biura Informacji Kredytowej (BIK) oraz do biur informacji gospodarczej (BIG). To pierwsze jest zarządzane przez banki, a BIG (w Polsce działają obecnie cztery) prowadzą inne firmy.