Jak mieć tanie grzanie
Właściciele domów jednorodzinnych, a także bloków wyposażonych we własne kotłownie, każdą jesień rozpoczynają z ołówkiem w ręku. Niestety, na pytanie, czym grzać (najlepiej i najtaniej) i jak, nie ma jasnej odpowiedzi. W tym równaniu jest zbyt wiele niewiadomych.

Pierwsza to polityka państwa. Pod koniec lat 90. rząd zachęcał do instalowania kotłów na olej opałowy, bo tani i ekologiczny. Potem rząd zdanie zmienił – podniesiono akcyzę, co spowodowało trzykrotny wzrost kosztów. Ludzie, którzy zainwestowali ciężkie pieniądze w ogrzewanie olejowe, poczuli się oszukani. Wielu przeszło wtedy na ogrzewanie gazowe, które jednak po podwyżkach cen tego surowca (tylko w tym roku o 15 proc.) też stało się kosztowne. Zyskały na popularności kominki, ale drewno drożeje, bo w obrocie jest go coraz mniej. W tej chwili lekko spadają jedynie ceny węgla (dwa lata temu osiągnęły apogeum), ale nikt się nie łudzi: tak będzie tylko do momentu, gdy Chiny znów zwiększą swoje zamówienia.

To wszystko musi wziąć pod uwagę Polak, który we własnym domu chce odczuwać tzw. komfort termiczny (20–21 st. C, do spania najlepsza jest temperatura o 2–3 stopnie niższa, a w łazience przyda się 24 st. C). Co więc wybrać?

Dobry projekt

– Ciepły dom zaczyna się już na etapie projektu i budowy – mówi Henryk Kwapisz z firmy Isover, autor bloga www.energooszczednosc.pl. Eksperci są zgodni – dopiero w połowie lat 90. na nasze budowy wkroczyły naprawdę nowoczesne, energooszczędne materiały. Jak je rozpoznać? – Producenci mają obowiązek umieszczania na opakowaniach informacji o tzw. współczynniku przewodności cieplnej – mówi Kwapisz. Określa się go symbolem λ (lambda) i podaje w W/mK (watach na metr-kelwin). Im mniejsza wartość tego współczynnika, tym lepszą możemy uzyskać izolacyjność cieplną. – Dla nowoczesnych materiałów budowlanych nie powinno to być więcej niż 0,038–0,040 – mówi Kwapisz. Najlepsze materiały mają współczynnik pomiędzy 0,025–0,030 W/mK.

– Przez źle zaizolowaną ścianę zewnętrzną traci się do 40 proc. energii – ostrzega Krzysztof Krzemień z firmy Termo Organika, produkującej ocieplenia styropianowe. W najgorszej sytuacji są mieszkający w późnogierkowskich blokowiskach i budowanych 15–25 lat temu domach jednorodzinnych. Tam współczynnik lambda sięga 0,045–0,050 W/mK. Ciepło ucieka przez wszystkie ściany, okna i drzwi. Nadają się jedynie do generalnego remontu.

Dziś projektując dom, trzeba od razu zadbać o jego odpowiednią izolację i ocieplenie. Jeśli chodzi o ściany i stropy, konkurują tu ze sobą styropian i wełna mineralna. Za styropianem przemawia jego niższa cena i łatwiejszy montaż. Lepiej nadaje się na miejsca narażone na uszkodzenia mechaniczne (np. ściana przy garażu), bo po uderzeniu się nie wgniata. Wełna jest droższa i do jej montażu potrzeba ekip ze specjalistycznym sprzętem. Ale budynek ocieplony wełną lepiej „oddycha” i wchłania wilgoć. Z tego samego jednak powodu nie nadaje się ona do izolowania fundamentów. Tu fachowcy polecają raczej styropian, bo wilgoci w ogóle nie chłonie. Spór o wyższość jednego z dwóch systemów ociepleń pozostanie prawdopodobnie nierozwiązany, a zdania ekspertów będą podzielone.

Natomiast co do jednego są oni zgodni. Nie należy oszczędzać na ekipie. Kiepsko zrobione ocieplenie to pieniądze wyrzucone w błoto. Tym bardziej że w całej operacji koszt styropianu czy wełny to zaledwie 10–20 proc. Reszta to robocizna oraz chemia budowlana użyta przy montażu – kleje, siatki, środki gruntujące, tynki, farby. Niestety, dobrzy polscy fachowcy pracują dziś na budowach angielskich, irlandzkich i niemieckich. Stąd przy wykonaniu ocieplenia należy brać firmę poleconą, a najlepiej certyfikowaną przez producenta materiałów.

Chcąc mieć ciepły dom, trzeba też zainwestować w odpowiednie okna. Przez szyby ucieka najwięcej energii. O tym, jak dobrze okno ochroni nas przed zimnem, decyduje tzw. współczynnik przenikania ciepła U (patrz ramka). Im jest niższy, tym lepiej. Najlepsze okna dają nawet 10 proc. oszczędności na wydatkach na ogrzewanie. Generalnie cieplejsze są okna drewniane, ale są też mniej ekonomiczne i trudniejsze w utrzymaniu. Bywa, że się wypaczają, trzeba je co kilka lat malować. Dlatego więcej osób decyduje się na okna plastikowe (PCV). Te najlepsze mają szyby o współczynniku U równym 1. Szyby te powleczone są specjalną warstwą tlenków metali szlachetnych. Trzeba jednak pamiętać, że choć sama szyba ma współczynnik 1,0, to całe okno ma zazwyczaj więcej – bo ciepło ucieka przez okucia, uszczelki i ramy. Dlatego producenci, licząc na lepszy efekt, w reklamach wspominają tylko o wartości U dla szyby, a przemilczają wyższą wartość U dla całego okna. Najlepsze okna powinny mieć wskaźnik U dla całości 1,3–1,4, a ich profile powinny składać się z pięciu komór.

W nowo budowanych domach warto zainwestować w wentylację z odzyskiem ciepła. W codziennej aktywności życiowej rodzina produkuje przecież mnóstwo naturalnej energii – wytwarza się ona w trakcie gotowania, kąpieli, suszenia włosów itd. Ciepło to, wyciągane z pomieszczeń przez kratki wentylacyjne, zazwyczaj idzie w komin. Odzysk polega na zamontowaniu w kanałach wentylacyjnych rekuperatora – niewielkiego urządzenia, które wyłapuje energię, a następnie z jej pomocą podgrzewa powietrze wpadające do budynku. To podraża koszt inwestycji o kilka tysięcy złotych (kilkanaście w bardziej zaawansowanych systemach), ale ten wydatek zwróci się (w postaci mniej-szych rachunków za ogrzewanie) już po kilku sezonach.

Czym grzać?

Tu niestety znów nie ma jednoznacznej odpowiedzi. – Odchodzi się od jednego rozwiązania i coraz częściej łączy kilka systemów. Ideałem jest dom wyposażony w piec na naprawdę ciężkie mrozy oraz wspierające go kominek i panele solarne na dachu – mówi Maciej Lichocki z Leroy Merlin.

Tradycyjne kominki, takie jakie budowało się w Polsce do początku lat 90., dostarczały głównie wrażeń estetycznych, bo 80 proc. energii ze spalania szło w komin. Dziś dobry kominek z wkładem żeliwnym odda mieszkańcom 50 proc. energii. Ogrzeje 2–3 sąsiadujące pomieszczenia, np. salon, kuchnię i sypialnię. Na rynek trafiła nowość ze Skandynawii – systemy kominkowe z obiegiem wodnym (tzw. płaszczem wodnym), w których podgrzana woda rurkami rozprowadza ciepło, co sposobem działania przypomina instalacje centralnego ogrzewania. W takich kominkach aż 70 proc. energii zostaje w mieszkaniu. Są jednak trzy razy droższe od wkładów żeliwnych.

Niestety, dla opalających drewnem nie mamy dobrych wieści. Po wielokrotnych podwyżkach jego ceny oszczędność z ogrzewania domu kominkiem jest mniejsza (na szczęście zostały wrażenia estetyczne). Do prawdziwego zimowego grzania w domu coraz częściej znów wykorzystywane jest centralne ogrzewanie, a więc kotłownia. A w niej piec na tzw. paliwa płynne (olej opałowy, gaz) lub paliwa stałe (węgiel kamienny i jego odmiany: ekogroszek i miał, drewno opałowe, brykiety, palety). Po ostatnich zawirowaniach cenowych te drugie znów stały się ekonomiczne – historia zatoczyła więc koło. – Dzieje się tak również dlatego, że na rynek weszły nowoczesne piece, które zużywają mniej paliwa, dając więcej ciepła – mówi sprzedawca z salonu firmy Viessmann.

Szacunkowe koszty ogrzewania za pomocą różnych rodzajów paliw przedstawiamy w ramce. Jednak przy wyborze rodzaju pieca grzewczego należy się kierować nie tylko jego ceną i wydajnością, ale również komfortem obsługi. Wbrew pozorom jest to istotne – wielu z nas nie ma czasu, by co kilka godzin dokładać opał. Producenci odpowiadają na to zapotrzebowanie.

Gdy wybieramy piec na paliwo stałe, pamiętajmy, że na rynku są dostępne dwa jego typy o różnym rodzaju spalania. Coraz mniej sprzedaje się kotłów z tzw. spalaniem górnym. Choć są tanie, ich efektywność jest niewielka, a przy tym wymagają uzupełnienia paliwa 2–3 razy dziennie. Dlatego większość nowych pieców w ofercie ma tzw. dolne spalanie. Są nieco droższe, ale efektywniejsze, przez co zużywają mniej paliwa. Ich zakup zwraca się już po dwóch sezonach grzewczych. Jeszcze bardziej nowoczesne i jeszcze droższe są kotły z elektronicznie sterowanym dopływem powietrza, dozowaniem paliwa oraz technologią zgazowywania drewna. Ich sprawność sięga aż 90 proc. (czyli jedynie 10 proc. paliwa nie jest przetwarzane na energię), sterowane są pilotem i wymagają uzupełnienia paliwa jedynie co kilka dni.

Ekoenergia

Skoro tradycyjne paliwa drożeją, może zwrócić się w stronę tzw. energii odnawialnych, które pozyskujemy z przyrody? W sklepach coraz częściej pojawiają się oferty łączone – tradycyjne systemy grzewcze plus panele solarne (wykorzystują energię słoneczną) czy tzw. pompa cieplna (wykorzystująca energię geotermalną z wnętrza ziemi).

Decydując się na ekologiczne technologie grzewcze, trzeba dokładnie na kartce policzyć potencjalne oszczędności i sprawdzić, czy się zrównoważą z wydatkami na inwestycję. Czasem może to potrwać kilkanaście lat. Najwcześniej po 20 latach zwróci się zakup systemu pompy cieplnej. Koszt instalacji, w tym wprowadzenia do ziemi kilkudziesięciu rurek, to 60–80 tys. zł. Nic więc dziwnego, że montuje ją niewiele osób – budowa domu to dla przeciętnej rodziny gigantyczny wysiłek finansowy, myśli się raczej o tym, jak ciąć wydatki.

Ale jeśli ktoś zdecydował się na tę inwestycję, z reguły jest zadowolony. Tak jak Maciej Lichocki z Leroy Merlin, który zamontował pompę w swym domu. Roczny koszt ogrzewania to ok. 6 zł za metr plus zero kosztów za podgrzanie wody zużywanej przez rodzinę. Dla niego to czysty zysk.

Znacznie trudniej skalkulować opłacalność baterii słonecznych. Nad Wisłą nie są tak wydajne jak w krajach południowej Europy (tam działają przez cały rok). W naszym klimacie można z nich korzystać od wiosny do jesieni. Firmy montujące panele solarne są jednak dobrej myśli – bo z roku na rok ta technologia tanieje. A więc inwestycja w nią zaczyna się opłacać. Na potrzeby domku, w którym mieszka czteroosobowa rodzina, wystarczą dwa panele na dachu. Przez 7–8 miesięcy w roku można w ten sposób zapewnić sobie darmową ciepłą wodę do zmywania naczyń i kąpieli. Koszt instalacji (dwa panele, zbiornik wody, izolacja, pompa, podłączenie) powinien zamknąć się w 10 tys. zł.

O tym, że energia ze słońca ma przyszłość nawet w Polsce, świadczy decyzja znanych firm produkujących tradycyjne systemy grzewcze, takich jak Junkers czy Viessmann, że wchodzą na rynek paneli słonecznych. Z raportu tej drugiej spółki wynika, że zamontowanie paneli słonecznych pozwala w ciągu roku zaoszczędzić 60 proc. kosztów podgrzewania wody.
 

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną