Długi z kasyna
Mamy do czynienia jedynie z krachem „kapitalizmu Las Vegas”: spora część największej gospodarki świata dała się wciągnąć w hazard, obietnice łatwych zysków
Co kilka dni dowiadujemy się nowych przykrych rzeczy na temat amerykańskiej gospodarki: kolejne wielkie banki okazują się wypchane toksycznymi papierami; wielki szanowany fundusz inwestycyjny jest finansowym łańcuszkiem św. Antoniego; wielka trójka motoryzacyjnych gigantów to jakiś żebraczy tercet jęczący o zapomogę. Codziennie nowa rewelacja: z kolejnych gigantów, nakłutych kryzysem, uchodzi powietrze. Czy to już jest ten kryzys kapitalizmu, którego wypatrywał, choć nie doczekał, Związek Radziecki?

Nie lekceważąc skutków gospodarczego tsunami, wywołanego trzęsieniem ziemi w USA, wydaje się, że mamy do czynienia jedynie z krachem pewnego szczególnego modelu gospodarczego, „kapitalizmu Las Vegas”. Otóż spora część największej gospodarki świata dała się wciągnąć w hazard, obietnice łatwych zysków na rynkach akcji, opcji, derywatów, fuzji, przejęć, finansowanych łatwymi pożyczkami, często pod zastaw przyszłych zysków. Amerykanie, mimo przywiązania do tradycji ojców-założycieli, mimo kultu pracy, odpowiedzialności i umiaru, mają też jakiś gen hazardu, awanturnictwa, skłonność do ulegania gorączce złota w jej kolejnych mutacjach. Tym razem gorączka trwała dłużej niż zwykle, więc i dreszcze są silniejsze.

Pytanie, jaki kawał światowej gospodarki został, za pośrednictwem amerykańskich firm, zainfekowany „wirusem Las Vegas”? Odpowiedź dopiero poznajemy. Ale ważniejsze jest dziś pytanie o reakcję organizmu: czy ta ciężka choroba wytworzy przeciwciała, zniechęci menedżerów do sięgania po finansowe dopalacze, akcjonariuszy firm do pazernego domagania się coraz większych zysków, inwestorom przypomni, czym różni się ziemia od powietrza, czyli realna gospodarka i prawdziwe przedsiębiorstwa od finansowych kreacji i kreatur. Obecny kryzys może, choć nie musi oznaczać powrót do wartości, na których kapitalizm zbudowano.

Dla Polski tak byłoby lepiej, bo ledwie przed kilkunastoma laty przeszliśmy od siermiężnego socjalizmu do dość siermiężnego kapitalizmu. Stosunkowo nieliczni „turbokapitaliści” w większości już wypadli z rynku, a fundament polskiej gospodarki stanowią zdrowe na ogół firmy, które potwierdziły swą sprawność znakomitym przystosowaniem się do konkurencji na otwartych rynkach Unii Europejskiej. Podobnie zresztą zachowują się (co potwierdzają statystyki) polskie rodziny, zwane gospodarstwami domowymi. Zadłużenie mamy wciąż względnie małe, poziom obsługi kredytów – imponujący, jesteśmy pracowici, innowacyjni, a przy tym raczej oszczędni i ostrożni. I kto by to pomyślał, że będziemy mogli uczyć Amerykanów wartości kapitalistycznych? Ale, na razie, musimy za naszych przyjaciół zapłacić długi z kasyna.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj