Kryzys: szukamy dna

Oda do przyszłości
Przez pół roku docierały do nas coraz gorsze wieści. Spadały notowania na giełdach, bankrutowały banki. Zamykano fabryki. Zwalniano tysiące ludzi. I nagle nastrój się zmienił. Zamiast wizji katastrofy są sugestie, że światowa gospodarka osiągnęła już dno. Prawda to czy też kolejna wolta mediów?

Pewności w tej sprawie nie ma nikt. Ale kryzys trwa na tyle długo, że gospodarka teoretycznie mogłaby dotknąć dna. Po lekkiej recesji–stagnacji w pierwszej połowie 2008 r. w kolejnych dwóch kwartałach przeżyliśmy ekonomiczne piekło. Najpierw na skraju bankructwa stanęły kolejne wielkie instytucje finansowe, uratowane przed zagładą tylko dzięki niewiarygodnie hojnej pomocy, na którą zdecydowały się rządy najwyżej rozwiniętych państw. Banki poczuły się więc pewniej, ale przestał płynąć normalny strumień kredytów do firm.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną