Ogarek w tunelu
Rozpaczliwie szukamy oznak końca kryzysu i – jak ktoś optymista – to nawet je znajdzie.

W drugim kwartale br. gospodarka chińska wyraźnie przyspieszyła. PKB kraju wzrósł o 7,9 proc. co dla tego kraju można już uznać za znośny wynik. Jeszcze szybciej rósł popyt wewnętrzny i produkcja przemysłowa. Chiny to dzisiaj pod wieloma względami niedościgniony wzór do naśladowania dla zwolenników interwencjonizmu państwowego i nadzieja części ekonomistów, że znów rozpędzająca się kluczowa gospodarka świata pociągnie za sobą innych.

Ostatnio, na fali poprawiających się nastrojów, rosną ceny kluczowych surowców (ropa, miedz), poprawiają indeksy na kilku najważniejszych parkietach, a prasa pełna jest informacji o dzielnych amerykańskich bankach, które albo mają imponujące zyski (Goldman Sachs) albo po spektakularnym bankructwie gotowe są zwrócić klientom marną część utraconych pieniędzy (Lehman Brothers). Giełdy i świat finansów ewidentnie otrząsnęły się już z pierwszego szoku. Czy to oznacza, że wszystko co najgorsze za nami? Nie mamy już o co się bać?

Niestety, tak słodko nie jest. Zatrzymanie finansowego potopu (oby trwałe a nie przejściowe, a to też nie jest na razie pewne) ma swoją cenę. Programy ratunkowe wprowadzone w ostatnich miesiącach w Stanach Zjednoczonych, w kluczowych krajach Unii Europejskiej a także w Chinach pochłonęły kilka bilionów dolarów, które wyczarowały banki centralne drukując pieniądze bez pokrycia i powiększając deficyty budżetowe. Dziś martwimy się, że światu zagraża deflacja, bo spadł globalny popyt i ceny, nie mamy pewności, czy liczne programy pobudzania gospodarek okażą się skuteczne. Jutro (proszę nie brać tego dosłownie bo chodzi pewnie o okres 2-4 lat) przyjdzie jednak czas spłacania gigantycznych rachunków i albo rządy ruszą na nas wszystkich z podatkową siekierą albo z premedytacją (celować w tym może USA) dopuszczą do silnego wzrostu inflacji, która dziś wydaje się zupełnie nierealnym demonem. W jednym i drugim przypadku swoją część bardzo wysokiego rachunku zapłaci niemal każdy. Reperkusje finansowego chaosu z końca 2008 roku będziemy odczuwali przez lata.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną