Edukator Ekonomiczny

Wzrost, który odmienił Polskę

Polski sukces: nasze PKB rośnie od 23 lat

W Polsce wzrost PKB trwa już nieprzerwanie 23 lata. To wzrost dość szybki, bo wynoszący średnio 4,2 proc. rocznie. W Polsce wzrost PKB trwa już nieprzerwanie 23 lata. To wzrost dość szybki, bo wynoszący średnio 4,2 proc. rocznie. Marek Sobczak / Polityka
Jesteśmy tym krajem w Europie, który ma najdłuższy, odnotowany w statystykach, ciągły wzrost produktu krajowego brutto (PKB). Jak do tego doszło?
M.S./Polityka
materiały prasowe

Artykuł w wersji audio

Deficyt budżetowy, deflacja, problemy górnictwa, konflikt na Ukrainie, rosnący kurs franka szwajcarskiego, taniejąca ropa – każda taka wiadomość może mieć wpływ na nasze życie, nawet jeśli dotyczy spraw dziejących się na drugim końcu świata. Jesteśmy obywatelami globalnej wioski, którą rządzą prawa ekonomii. Bez ich zrozumienia trudno dziś podejmować ważne życiowe decyzje czy gospodarować domowym budżetem. W kolejnym już Edukatorze Ekonomicznym POLITYKI, przygotowanym we współpracy z NBP, proponujemy wspólny spacer po meandrach polskiej i światowej gospodarki.

***

Kiedy spytać ekonomistę o poziom rozwoju kraju, stan gospodarki, ocenę polityki ekonomicznej – zawsze użyje magicznego skrótu PKB. To w gruncie rzeczy prosta miara, oznaczająca wartość dóbr, które wytworzono w kraju w ciągu roku. Wzrost tej wartości z roku na rok (po wyeliminowaniu efektów wzrostu cen) jest szacunkowym pomiarem tego, o ile więcej udało się wyprodukować.

Najbardziej syntetyczną oceną sukcesu lub porażki gospodarczej kraju jest to, jak wysoki wzrost PKB udało się uzyskać w dłuższym okresie. Określenie „dłuższy okres” ma tutaj duże znaczenie, bowiem nie każdy szybki wzrost da się na długą metę utrzymać. W ciągu 7 tłustych lat 2001–07 Grecji udało się zwiększyć PKB o jedną trzecią (co oznacza, że przeciętny roczny wzrost PKB wynosił 4,2 proc.). Potem przyszło jednak 7 lat chudych, podczas których PKB spadł o jedną czwartą (roczny spadek o 3,7 proc.), tak że poziom greckiego PKB jest ciągle niższy niż w 2000 r. Wzrostu nie dało się utrzymać przez dłuższy czas, bo towarzyszyło mu życie na kredyt, co się musiało źle skończyć.

Dlatego właśnie, oceniając wyniki gospodarcze, nie zadowalamy się samymi wskaźnikami wzrostu PKB – patrzymy też na zmianę zadłużenia, inflację, wielkość inwestycji, saldo rozliczeń ze światem. A jeśli analizujemy problem zdolności kraju do długookresowego wzrostu jeszcze głębiej, uwzględniamy też funkcjonowanie instytucji (np. skalę korupcji), wykształcenie ludzi, innowacyjność gospodarki, ryzyko zaburzeń społeczno-politycznych. Bo tylko po wzięciu pod uwagę wszystkich tych zjawisk możemy stwierdzić, na ile trwałe są osiągnięcia w zakresie wzrostu PKB.

Aby jednak sprawę utrudnić, trzeba dodać, że wzrost PKB w gospodarkach rynkowych nigdy nie jest naprawdę stabilny. Na trendy długookresowe nakładają się występujące regularnie wahania aktywności gospodarczej, zwane cyklem koniunkturalnym. Zamiast systematycznego wzrostu mamy więc występujące na przemian kilkuletnie okresy ożywienia, kiedy firmy chętnie inwestują, ludzie chętnie kupują, a produkcja szybko rośnie, oraz okresy recesji, gdy wzrasta pesymizm, spowalnia wzrost PKB i zwiększa się bezrobocie. Teorii tłumaczących przyczyny istnienia cykli koniunkturalnych jest wiele (jak to w ekonomii). Niezależnie jednak od tego, co je wywołuje, cykliczne wahania wzrostu są nieuniknione, a jednym z zadań polityki gospodarczej jest próba ich łagodzenia.

Jeśli do listy problemów dodać fakt, że na wzrost PKB danego kraju może również silnie wpływać to, co dzieje się za granicą – np. recesja u ważnych partnerów handlowych, która może prowadzić do spadku eksportu i produkcji – jest już chyba jasne, dlaczego uzyskać szybki, długookresowy wzrost PKB jest tak trudno.

Czempion znad Wisły

W Polsce wzrost PKB trwa już nieprzerwanie 23 lata. To wzrost dość szybki, bo wynoszący średnio 4,2 proc. rocznie. Dzięki temu nasz PKB wzrósł realnie 2,5 razy. A ponieważ w okresie tym liczba ludności kraju niemal się nie zmieniła, podobnie wzrosły przeciętne realne dochody Polaków. Ekonomiści nie mają wątpliwości: to ogromny sukces rozwojowy Polski.

Osiągnięcie jest jeszcze większe, jeśli przypomnieć sobie punkt startowy. Na początku lat 90. XX w., po upadku komunizmu, polska gospodarka znajdowała się w fatalnym stanie – zbankrutowana, niezdolna do rozwoju, gnębiona przez potężną inflację, pozbawiona kapitału i podstawowych instytucji, które wspierają rozwój w gospodarkach rynkowych. Podobnie jak inne kraje przechodzące transformację odnotowywała potężne załamanie produkcji, w wyniku którego PKB obniżył się w latach 1990–91 łącznie o 14 proc. Szanse rozwoju naszego kraju zaczęto oceniać coraz bardziej pesymistycznie, zwłaszcza na tle sąsiadów z regionu.

A tymczasem to właśnie my poradziliśmy sobie najlepiej. Polska okazała się pierwszym krajem regionu, gdzie powrócił wzrost – po to, by nieprzerwanie trwać przez kolejne lata. W dodatku był to wzrost szybszy niż w większości innych krajów Europy. W 1990 r. PKB przypadający na mieszkańca Polski wynosił jedną trzecią poziomu odnotowanego w Niemczech, niewiele ponad połowę poziomu w Czechach i na Węgrzech i mniej więcej tyle co na Ukrainie. Dziś osiągnęliśmy już ponad połowę poziomu dochodu niemieckiego i prawie 90 proc. poziomu czeskiego. Węgrów przegoniliśmy już dwa lata temu (kto wątpi w „polski cud”, niech sobie przypomni, czym był dla Polaka ćwierć wieku temu Budapeszt!), od biednych Ukraińców jesteśmy trzykrotnie zamożniejsi. A wygląda na to, że w ciągu 2–3 lat przegonimy pierwsze kraje zachodniej Europy, czyli Grecję i Portugalię.

 

Lepsze i gorsze okresy

Ale to nie oznacza, że wzrost PKB w Polsce był w latach 1992–2014 równomierny. Mieliśmy okresy bardzo spektakularnego rozwoju, w czasie którego łatwo wpadaliśmy w samozachwyt (w latach 1995–98 lubiliśmy się nazywać „tygrysem Europy”). Były też okresy silnego spowolnienia rozwoju wywołanego albo czynnikami wewnętrznymi (własnymi błędami), albo zewnętrznymi (płaciliśmy wówczas za błędy popełnione przez innych). W okresach szybkiego wzrostu kraj opanowywał szaleńczy optymizm, który kazał bez wahania wydawać pieniądze i zaciągać kredyty. W okresach spowolnienia zalewała nas fala wszechogarniającego pesymizmu, która nie tylko powodowała, że firmy masowo zwalniały pracowników, ale również kazała stawiać pytania o sens przeprowadzonych reform.

Po niezwykle ciężkich latach 1990–91 (spadek PKB wynikał z załamania się produkcji w firmach państwowych, podczas gdy nowo powstający sektor prywatny gwałtownie się rozwijał), w okresie 1992–97 nasza gospodarka odżyła. Przeciętny roczny wzrost PKB wynosił 5,3 proc. (w najtłustszych latach sięgał 7 proc.). Twarde reformy z trudnego początku lat 90. przyniosły owoce, eksplodowała przedsiębiorczość, udało się stworzyć podstawowe instytucje niezbędne do funkcjonowania rynku, toczył się proces prywatyzacji. Stopniowa stabilizacja sytuacji społecznej i gospodarczej zaowocowała gwałtownym wzrostem inwestycji zagranicznych, zmieniając Polskę w najbardziej atrakcyjne miejsce do inwestowania w regionie.

Potem jednak nadeszła era spowolnienia. Najpierw, w 1998 r., w gospodarkę uderzył kryzys rosyjski, ograniczając nasz eksport, a w związku z tym wzrost PKB znalazł się na poziomie poniżej 5 proc. To był jednak tylko początek kłopotów. Rosnący szybko deficyt handlowy zaczął stanowić zagrożenie dla stabilności finansowej kraju. W coraz większym stopniu żyliśmy na zaciągany za granicą kredyt, co groziło kryzysem i wymusiło zaostrzenie polityki gospodarczej. Opóźnienie niezbędnych zmian w finansach publicznych, popełnione błędy, brak koordynacji działań rządu i NBP – wszystko to doprowadziło do potężnego spowolnienia gospodarczego. Gwałtownie spadły inwestycje, wzrosła do 25 proc. stopa bezrobocia. Tempo wzrostu PKB wyhamowało w latach 2001–02 do poziomu poniżej 2 proc., kraj ponownie ogarnęła fala zwątpienia i frustracji.

Po burzy wyszło znów słońce. Ostra kuracja zadziałała, w latach 2003–08 ożywienie na rynku krajowym zbiegło się w czasie z efektami wejścia do Unii Europejskiej. I znów wszystko szło znakomicie: szybko zwiększała się produkcja i poziom życia, rósł jak na drożdżach eksport, napływały zagraniczne inwestycje, wzmacniał się złoty, gwałtownie spadało bezrobocie. Średnie roczne tempo wzrostu PKB wyniosło znów 5,2 proc., głównie dzięki oszałamiającym sukcesom w zakresie eksportu.

A potem przyszedł globalny kryzys, z jego kolejnymi odsłonami i kolejnymi recesjami w Europie. Dzięki elastyczności gospodarki, stosunkowo niskiemu zadłużeniu i unijnym pieniądzom Polsce, jako jedynemu krajowi kontynentu, udało się utrzymać wzrost w całym okresie lat 2009–14. Był to jednak wzrost znacznie wolniejszy niż poprzednio, przeciętnie sięgający ok. 3 proc. rocznie. Nie ma w tym nic dziwnego – poziom PKB w strefie euro jest wciąż niższy, niż był w 2007 r., nasz eksport rośnie w umiarkowanym tempie, rynki finansowe wciąż są niestabilne (co zniechęca do zaciągania kredytów i inwestowania). Nawet „zielonej wyspie” trudno rozwijać się szybko, gdy wokół kryzys trwa w najlepsze. Obecnie doszedł nowy element – gospodarcza wojna pomiędzy Zachodem i Rosją, w wyniku której nasz eksport znów ucierpiał.

Skąd ten sukces?

Dlaczego Polska odniosła w ciągu minionych 23 lat taki sukces? Przyczyn było wiele. Przede wszystkim, udało nam się w coraz większym stopniu wykorzystywać główny atut, którym dysponowaliśmy na początku transformacji. Były to zasoby niedrogiej, nieźle wykwalifikowanej pracy. Wystarczyło dać ludziom do ręki lepsze narzędzia (poprawiając warunki do inwestowania), dobrze zorganizować ich pracę (temu służyła prywatyzacja i restrukturyzacja firm), wyeliminować odziedziczoną po komunizmie nieefektywność (to wymusił rynek), ograniczyć bariery dla przedsiębiorczości – by gwałtownie wzrosła wydajność pracy, a Polska stała się atrakcyjnym miejscem do lokowania produkcji. Dzięki sukcesowi reform i wejściu do Unii nasz kraj mógł zaoferować zagranicznym i krajowym inwestorom bardzo dobrą kombinację: relatywnie tanią pracę i bezpieczeństwo. Nic dziwnego, że nasz PKB systematycznie wzrastał w tempie szybszym niż w zachodniej Europie.

Jednocześnie udało nam się uniknąć wielu błędów w polityce gospodarczej, które popełnili nasi sąsiedzi z regionu. Mimo trudności z prywatyzacją przeprowadzono ją w sposób, który nie doprowadził do oligarchizacji gospodarki. Mimo wielu błędów w polityce finansowej udało się zachować jej stabilny kierunek, unikając nadmiernego zadłużania się i kryzysu wywołanego życiem na kredyt. Mimo narzekań na biurokrację doszło w Polsce do poprawy warunków do prowadzenia działalności gospodarczej i inwestowania.

To nie jest gwarancja na przyszłość. Jeśli jednak przez minione ćwierć wieku udało się tyle osiągnąć – można być optymistą. I wierzyć, że w ciągu kolejnego ćwierćwiecza Polska będzie w stanie kontynuować rozwój, doganiając wreszcie lepiej rozwinięte kraje zachodniej Europy.

Autor jest profesorem ekonomii, wykładowcą w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

 

Polityka 3.2015 (2992) z dnia 13.01.2015; Edukator ekonomiczny; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Wzrost, który odmienił Polskę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak pozostać sobą po spektakularnym sukcesie bądź porażce

Jak sobie poradzić z porażką, ale też sukcesem.

Grzegorz Gustaw
08.08.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną