Jak wygląda postępowanie w sprawie upadłości konsumenckiej

Jak upaść, żeby stanąć na nogi
Polacy coraz chętniej ogłaszają upadłość konsumencką. W 2015 r., po zmianie przepisów, liczba postępowań przekroczyła dwa tysiące. Więcej niż przez poprzednie sześć lat łącznie.
Polityka

Liczba upadłości będzie się zwiększać, choćby z powodu wzrostu rat kredytów frankowych oraz łatwego dostępu do pożyczek i kredytów. Ich liczba może wzrosnąć do ok. 6 tys. rocznie.
Marek Sobczak/Polityka

Liczba upadłości będzie się zwiększać, choćby z powodu wzrostu rat kredytów frankowych oraz łatwego dostępu do pożyczek i kredytów. Ich liczba może wzrosnąć do ok. 6 tys. rocznie.

TongRoASIA Lewis Lee/PantherMedia

audio

AudioPolityka Piotr Sobolewski - Jak upaść żeby stanąć na nogi

Z upadłości konsumenckiej może skorzystać każdy, kto nieumyślnie wpadł w długi i stał się tym samym niewypłacalny. Po ogłoszeniu bankructwa konsument traci praktycznie cały swój majątek, z którego zaspokajani są jego wierzyciele, a jeśli części długu nie uda się uregulować, zostaje ona przez sąd umorzona.

Ogłaszanie upadłości jest w Polsce możliwe od kwietnia 2009 r. Do 2014 r. z tego rozwiązania zdołało skorzystać zaledwie 120 osób, czyli 4 proc. wnioskujących. Długo wyczekiwana przez konsumentów i początkowo dość zachwalana ustawa okazała się bowiem zbyt rygorystyczna. Samo złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości kosztowało wówczas 200 zł, a do tego dochodziły jeszcze koszty postępowania upadłościowego. Jeśli dłużnika nie było na nie stać, jego wniosek był odrzucany i musiał radzić sobie sam.

Były też inne trudności. – Stare przepisy zakładały konieczność upłynnienia posiadanego majątku, najczęściej domu czy mieszkania, co czyniło prawo martwym, bo dobrowolne pozbawienie się dachu nad głową było trudne do przyjęcia przez dłużnika – przypomina Roman Ziembiński z kancelarii ZiP. – Problemów było tak dużo, że ta instytucja stała się praktycznie bezużyteczna – zauważa Mateusz Medyński, radca prawny w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Bankructwo krok po kroku

Przełom przyniosła dopiero przegłosowana w sierpniu 2014 r. nowelizacja, która weszła w życie 31 grudnia 2014 r. Złożenie wniosku kosztuje teraz tylko 30 zł, a majątek dłużnika nie musi wystarczać na pokrycie kosztów postępowania. Jeśli kogoś na to nie stać, proces opłaca Skarb Państwa, a wybrany przez sąd syndyk uwzględnia zaległą kwotę w planie spłat. Na tym jednak nie koniec zmian. Dłużnik zgodnie z nowymi przepisami ma trzy, a nie jak dotychczas pięć lat na uregulowanie swoich zobowiązań. Pozwoli mu to szybciej uporać się z długami i stanąć na nogi. Z nowych przepisów o upadłości mogą też skorzystać rolnicy, a postępowaniem są objęte także tzw. długi publicznoprawne, czyli podatki i składki na ZUS. – Zasada maksymalnego zaspokojenia wierzycieli pozostała priorytetem, ale dała znacznie szersze możliwości sędziom w ocenie sytuacji i możliwości spłaty przez dłużnika – podkreśla Roman Ziembiński.

W podobnym tonie wypowiada się Mateusz Medyński. Jak zauważa, według nowych przepisów można ogłosić upadłość osoby, która nie ma w ogóle żadnego majątku. – Stoi za tym słuszne moim zdaniem założenie, że lepiej wydać tysiąc złotych i pozwolić dłużnikowi za rok rozpocząć znów legalną pracę, niż do końca życia tolerować jego chowanie się w szarej strefie ze strachu przed komornikami – przekonuje.

Ogłoszenie bankructwa wymaga jednak podstawowej wiedzy i sporo cierpliwości. Proces zaczyna się od złożenia wniosku – ma go prawo złożyć każda osoba, która nie prowadzi działalności gospodarczej lub co najmniej od roku nie figuruje w rejestrze jako wspólnik osobowej spółki handlowej. W przypadku małżeństwa wnioskować o upadłość można tylko oddzielnie.

We wniosku musi się znaleźć m.in. wykaz majątku z szacunkową wyceną jego składników (można jej dokonać na podstawie średnich cen z portali aukcyjnych), zestawienie miejsc, gdzie majątek się znajduje, spis wierzycieli wraz z ich adresami i sumą zaległych zobowiązań, lista zabezpieczeń majątku (np. hipoteka lub zastaw) oraz opis okoliczności, które doprowadziły do niewypłacalności wraz z uzasadnieniem mającym przekonać sędziego do pozytywnego rozpatrzenia wniosku.

Kiedy pismo trafia do sądu, ten sprawdza m.in., czy niewypłacalność powstała nieumyślnie, czy wobec konsumenta nie prowadzono już postępowania upadłościowego w ostatnich latach oraz czy podane dane są prawidłowe i pełne. Jeśli któryś z tych punktów nie jest spełniony, sąd ma prawo wniosek odrzucić. Konsument zaś może się od tej decyzji odwołać.

W nowych przepisach zmieniono definicję dopuszczalnej niewypłacalności – nawet jeśli wymogi upadłości nie zostały spełnione, sąd może wziąć pod uwagę „względy humanitarne”, takie jak ciężka choroba, klęska żywiołowa czy bardzo zła sytuacja ekonomiczna, i mimo to ogłosić bankructwo. – W praktyce działa to tak, że sąd pogrozi palcem dłużnikowi, który podejmował może nie najtrafniejsze decyzje, a potem ogłosi jego upadłość, bo ma on na utrzymaniu kilkoro dzieci i bez legalnej pracy oraz ratunku przed komornikami nie będzie w stanie ich wyżywić – wyjaśnia Mateusz Medyński.

Wniosek należy napisać samodzielnie – formularz, który wystarczyłoby wypełnić, ma się pojawić na początku tego roku. Ponadto może go złożyć także wierzyciel (a nie jak dotychczas jedynie dłużnik), ale tylko w stosunku do byłych przedsiębiorców, jeśli od dnia zaprzestania prowadzenia działalności nie upłynął rok. Taki wniosek powinien być przyjęty, nawet jeśli dłużnik nie zgłosił zaprzestania prowadzenia działalności co najmniej rok wcześniej.

Wniosek o ogłoszenie upadłości powinien być rozpoznany w ciągu miesiąca od jego złożenia, oczywiście pod warunkiem, że nie zawiera braków formalnych – mówi mecenas Lech Obara. – Po ogłoszeniu upadłości wzywa się wierzycieli do zgłoszenia swoich roszczeń w terminie trzydziestu dni. Następnie syndyk ustala listę wierzytelności i dokonuje sprzedaży majątku.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną