Edukator Ekonomiczny

Spadek z martwego konta

Jak odzyskać oszczędności po zmarłym?

Christian Langballe / StockSnap.io
Odzyskiwanie bankowych oszczędności pozostawionych przez zmarłych krewnych przez lata dla części spadkobierców było drogą przez mękę. Banków mamy kilkaset i trzeba było zasięgać informacji w każdym z osobna. Od lipca wiele się jednak zmieni.
Przy otwieraniu kont osobistych czy zakładaniu lokat klienci rzadko podpisują dyspozycję wkładem na wypadek śmierci.Marek Sobczak/Polityka Przy otwieraniu kont osobistych czy zakładaniu lokat klienci rzadko podpisują dyspozycję wkładem na wypadek śmierci.

Artykuł w wersji audio

[Tekst ukazał się w POLITYCE 17 maja 2016 roku]

O „martwych kontach”, czyli rachunkach bankowych, maklerskich, ubezpieczeniowych i emerytalnych, które zostały nagle bez właścicieli, dyskusja w Polsce trwa od dłuższego czasu. Tym większe wzbudza emocje, że nie wiadomo, ile ich jest i o jak wielkich sumach mowa. Komisja Nadzoru Finansowego i Związek Banków Polskich nie mają na ten temat danych, same banki takich informacji nie ujawniają. Pozostają więc tylko domysły.

Czym są „martwe konta”?

Były prezes Komisji Nadzoru Finansowego Stanisław Kluza ocenił np., że nieujawnione spadkobiercom rachunki bankowe pozostawia każdego roku około 1 proc. zmarłych Polaków (3,8 tys. osób). Przez lata na tych kontach mogło uzbierać się około 1 mld zł. Inni finansiści podawali już jednak liczby kilkukrotnie wyższe, do których z kolei ZBP odnosił się sceptycznie. Do tego trzeba by jeszcze dodać pieniądze pozostawione w innych instytucjach finansowych: otwartych funduszach emerytalnych, funduszach inwestycyjnych, biurach maklerskich, firmach ubezpieczeniowych. Są wreszcie rachunki od dawna nieużywane, bo właściciel o nich zapomniał, albo – co zdarza się częściej – wyjechał na saksy lub po prostu wyemigrował. Takich uśpionych kont może być nawet kilkaset tysięcy, a na nich mogą leżeć kolejne miliardy. W sumie to spora górka pieniędzy szacowana czasem aż na 15 mld zł.

Jak ktoś jest zapominalski albo porzuca w banku pieniądze – jego sprawa. Gorzej z „martwymi kontami”. Zdarza się, że spadkobiercy mają z ich lokalizacją naprawdę duży kłopot. Dysponując nawet wydanym już postanowieniem sądu o stwierdzeniu nabycia spadku lub notarialnym aktem poświadczającym prawo do dziedziczenia, bez znajomości nazw banków i numerów kont trafiają na trudny do sforsowania mur. Jeśli w mieszkaniu nie zostały jakieś faktury czy wyciągi, to ustalanie właściwego banku, w którym zmarły mógł mieć konto, odbywa się niemal po omacku. Nie każdy spadkobierca ma dość determinacji i siły, żeby przez to wszystko przechodzić. Jednocześnie z roku na rok wątpliwości, czy proces odzyskiwania pieniędzy z martwych kont jest w Polsce rzetelnie i efektywnie zorganizowany, rosną.

Już pięć lat temu KNF wskazała, że o ile banki szybko i sprawnie odnajdują spadkobierców osób, które zaciągały kredyty, o tyle w sytuacji odwrotnej, gdy to one przyjęły depozyt, ta komunikacja zaczyna szwankować. Zazwyczaj nie szukają spadkobierców (nie miały takiego obowiązku), a swoje czynności ograniczają do rozwiązania umowy i przeniesienia pieniędzy na konto nieoprocentowane. Sugestie KNF, by z własnej inicjatywy wdrożyły wspólną procedurę aktywnego poszukiwania dziedziczących, nie znalazły większego odzewu. Sprawą zajął się więc poprzedni parlament i rzutem na taśmę, tuż przed październikowymi wyborami, wprowadził do prawa bankowego odpowiednie zapisy.

Odzyskiwanie oszczędności

Najważniejsza zmiana polega na tym, że od lipca zagrozić tradycyjnemu sektorowi finansowemu będzie dużo łatwiej odnaleźć. Zacznie bowiem działać centralna informacja o martwych kontach. Wyłuskiwaniem ich numerów z systemu bankowego ma się zająć Krajowa Izba Rozliczeniowa (KIR), która jako jedyna dysponuje pełną bazą danych. Posłuży do tego już istniejący system OGNIVO, z którego banki dotąd korzystały wyłącznie na swoje potrzeby. Spadkobiercy posiadający tytuł prawny nie będą zwracali się bezpośrednio do KIR. Wystarczy, jeśli złożą wniosek w dowolnym banku lub spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej (SKOK) i poczekają na odpowiedź. Dostęp do tych informacji będzie bezpłatny.

Drugi ważny zapis sprawi, że banki nie pozwolą już sobie na długie bezczynne czekanie, aż ktokolwiek zgłosi się po pieniądze leżące na nieoprocentowanym rachunku. Po pięciu latach od dnia wydania ostatniej dyspozycji dotyczącej rachunku będą musiały w centralnej bazie danych PESEL uzyskać informację, czy jego posiadacz nie umarł. Jeśli tak, konto będzie zamykane, a banki przekażą spadkobiercy (o ile da się go ustalić) informacje o wysokości salda. Jeżeli okaże się, że właściciel martwego konta dalej cieszy się życiem, podobną operację sprawdzającą bank powtórzy po kolejnych pięciu latach. Sześć miesięcy przed tym terminem wyśle na ostatni znany adres klienta informację o zamiarze zamknięcia konta. Brak reakcji sprawi, że umowa wygaśnie. Po kolejnych trzech miesiącach bank znowu sięgnie do bazy PESEL. Jeśli okaże się, że klient zmarł, konieczna będzie próba kontaktu ze spadkobiercami. Inna sprawa, że to często niełatwe.

Wszystko dlatego, że przy otwieraniu kont osobistych czy zakładaniu lokat klienci rzadko podpisują dyspozycję wkładem na wypadek śmierci. Częściej robią to ludzie starsi, ale i w tej grupie wiekowej dotyczy to – w zależności od instytucji – kilku, co najwyżej kilkunastu procent klientów. A bez takiego dokumentu instytucja finansowa ma już mocno ograniczone pole działania.

Od lipca i w tym zakresie sytuacja stopniowo ma się poprawiać. Przy otwieraniu nowych rachunków banki i SKOK będą miały ustawowy obowiązek informowania klientów o możliwości złożenia dyspozycji na wypadek śmierci. (Do tej pory tylko niektóre banki o tym zwyczajowo przypominały). Co więcej, w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie ustawy konieczne będzie przypomnienie o braku takiego dokumentu wszystkim właścicielom już istniejących kont. Dlaczego klienci banków we własnym, dobrze rozumianym interesie powinni podjąć trud i oficjalnie wskazać, kto będzie w razie ich śmierci uprawniony do wypłaty pieniędzy? Wymienionej osobie (lub kilku) nie są potrzebne sądowe lub notarialne dokumenty potwierdzające nabycie spadku. Wystarczy akt zgonu właściciela rachunku.

Górny pułap takiej wypłaty ustawodawca ustalił na dwudziestokrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw za ostatni miesiąc przed śmiercią posiadacza rachunku. Dziś to ponad 80 tys. zł, które nie wchodzą do masy spadkowej, więc dostęp do nich jest po prostu łatwiejszy i szybszy. Na banki nałożono teraz ustawowy obowiązek poinformowania uprawnionych o możliwości dokonania takiej wypłaty. W przypadku kiedy to te same osoby, którym przypadnie później cały spadek, bank łatwo je odnajdzie.

Czy klienci banków po tych zmianach będą chętniej korzystali z możliwości ustanowienia dyspozycji wkładem na wypadek śmierci? Nie ma oczywiście pewności. Można jednak liczyć, że po nałożeniu na banki wszystkich nowych obowiązków liczba martwych kont stopniowo zacznie maleć. Przepisy stają się wreszcie bardziej przyjazne dla spadkobierców.

Jak upomnieć się o pieniądze?

Ta sama sprawa inaczej wygląda z punktu widzenia instytucji finansowych. Nawet stosunkowo drobne oszczędności przemnożone przez tysiące rachunków dają pokaźne sumy, którymi banki mogą obracać i czerpać z tego tytułu korzyści. Gdy nie ma żadnych spadkobierców, o te pieniądze może jeszcze do sądu wystąpić gmina (reprezentuje Skarb Państwa), w której zmarły ostatnio mieszkał. Samorządowcy robią to jednak sporadycznie, bo procedury są kłopotliwe, długotrwałe i kosztowne, a pozostawiony majątek rzadko wart zachodu.

Poprzedni Senat chciał, żeby te pieniądze trafiały do wydzielonej instytucji lub funduszu, który spożytkuje je na wspólne, ważne społecznie cele. Zamierzał skorzystać z doświadczeń krajów Europy Zachodniej. Wybór miał duży, bo niemal w każdym postępowanie z martwymi kontami wygląda inaczej. W Szwecji działa fundusz spadkowy. Gromadzony tam kapitał przeznacza się na pomoc dzieciom i młodzieży oraz osobom niepełnosprawnym. We Włoszech pieniądze trafiają do funduszu państwowego, który m.in. wypłaca odszkodowania ofiarom przestępstw. W Belgii istnieje kasa depozytowa, która ma dalej szukać spadkobierców, a w przypadku porażki przekazać środki skarbowi państwa. W Wielkiej Brytanii postawiono na wydzielony i wspierany przez brytyjski rząd bank, który inwestuje w projekty charytatywne i społeczne. W każdym przypadku idea jest mniej więcej taka sama: chodzi o to, żeby pozostawione pieniądze nie leżały rozproszone w różnych instytucjach finansowych w nieskończoność, zaczęły przynosić pożytek społeczeństwu. Próba odwzorowania któregoś z zachodnioeuropejskich rozwiązań zakończyła się jednak porażką.

Pomysły, żeby pieniądze z martwych kont przenieść do Banku Gospodarstwa Krajowego lub Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, okazały się nietrafione albo niedopracowane, napotkały też opór środowiska bankowego. Nie udało się wybrać powszechnie aprobowanego celu, na który przeznaczano by środki. Na wstępnej, szerokiej liście beneficjentów znaleźli się i emeryci, i niepełnosprawni, i fundacje charytatywne, ale wobec pojawiających się zarzutów, że w praktyce chodzi o nacjonalizację prywatnych pieniędzy, wszystko zostało po staremu.

Centralnego rachunku lub funduszu, który by gromadził środki z wszystkich banków i SKOK, zarządzał nimi i może też je pomnażał, na razie więc nie będzie. To oznacza, że nowelizacja prawa bankowego problem martwych kont rozwiązała co najwyżej połowicznie. Dopiero za 2–3 lata będziemy wiedzieli, czy banki potrafią przekonać klientów do masowego składania dyspozycji wkładem na wypadek śmierci oraz czy zbiorcza informacja o rachunkach działa sprawnie, a ich liczba maleje. Jeśli tak, może martwe konta niemal znikną i problem rozwiąże się sam?

***

„Edukatory Ekonomiczne” ukazały się dotychczas w wydaniach POLITYKI: 51/10, 4/11, 9/11, 30/11, 35/11, 39/11, 43/11, 47/11, 51/11, 38/12, 42/12, 46/12, 50/12, 3/13, 7/13, 11/13, 43/13, 47/13, 50/13, 3/14, 8/14, 12/14, 17/14, 48/14, 50/14, 3/15, 7/15, 11/15, 16/15, 20/15, 50/15, 4/16, 8/16, 12/16, 17/16

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

„Nie prowadzimy lekcji z masturbacji”, czyli na czym polega edukacja seksualna

Nie chodzi o to – jak wydaje się niektórym – żeby pokazywać techniki masturbacyjne. Raczej o to, żeby specjaliści wytłumaczyli rodzicom i wychowawcom, że coś takiego jak masturbacja dziecięca istnieje.

Dominika Buczak
17.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną