DEBATA: Czy dzieci powinny pracować?

Złote dzieci
Handlują w Internecie ciuchami, niektórzy dilują lub uprawiają prostytucję. Nastolatki chcą zarabiać pieniądze. Nawet nielegalnie.
Nastoletnia modelki podczas sesji zdjęciowej
Ron Chapple/PantherMedia

Nastoletnia modelki podczas sesji zdjęciowej

Dzieci podczas castingu do musicalu Oliver w chorzowskim Teatrze Rozrywki
Marta Błażejowska/Agencja Gazeta

Dzieci podczas castingu do musicalu Oliver w chorzowskim Teatrze Rozrywki

Na sprzedaż posiadam 170+ Elder Druida na serwerze Elysia. Eq jak na screenie, dodatkowo dodaję magma seta i firewalker boots, tak więc postać z miejsca jest gotowa na hunty na dragon lordach, demonach, hellfire-fighterach itp. Profit i zabawa gwarantowane :) Konto nie posiada criminal rekordów”. Cena – 960 zł.

Dzieciństwo: nauka? Zabawa? Praca? Czy i ile dzieci powinny pracować? Zachęcamy do dyskusji na forum! 

Takich tajemniczych ogłoszeń na Allegro i innych portalach aukcyjnych znajdziemy tysiące. Przedmiotem sprzedaży są postaci z gier internetowych, takich jak Diablo, Metin i najpopularniejsza w Polsce – Tibia. Gracz tworzy w niej własną postać (w cytowanym ogłoszeniu jest nią druid), która przemierza magiczne światy, zdobywając kolejne umiejętności, gromadząc ekwipunek (eq), przechodząc na coraz wyższe poziomy (druid jest na 170). Ci, którym nie chce się przebijać przez początkowe etapy gry, mogą kupić gotową postać od kogoś, kto grał w nią wcześniej. Im dalszy etap i lepsze wyposażenie – tym wyższa cena. Swego czasu głośno było o 16-latku z Wrocławia, który grał w Tibię przez dwa lata po kilkanaście godzin dziennie, powtarzał nawet przez to klasę. Gdy zdesperowana matka wyłączyła mu w czasie gry komputer, o mało nie zabił jej stołkiem. Niekontrolowane przerwanie gry oznaczało śmierć bohatera wartego wówczas kilka tysięcy złotych.

Handel postaciami z gier od kilku lat jest dla wielu nastolatków źródłem stałych dochodów. 16-letni Dominik, uczeń pierwszej klasy technikum w Rędzinach, w ciągu dwóch lat przeprowadził blisko 300 takich transakcji. Jakim cudem zdążył wyhodować tylu bohaterów? – Początkowo poświęcałem grze mnóstwo czasu. Potem za niecałe 20 euro kupiłem dwa booty – programy, dzięki którym postaci grają same. Ja muszę tylko czasami ustawić je w jakimś miejscu albo kupić im jakiś sprzęt. Normalnie w ciągu dwóch miesięcy intensywnego grania można osiągnąć 50–60 level [poziom – przyp. aut.], z użyciem bootów – 80. Taką postać można sprzedać za 100–200 zł. Dzięki bootom mogę prowadzić kilku bohaterów równocześnie – wyjaśnia.

Producent Tibii – firma CipSoft – zabrania używania bootów. Za ich stosowanie Dominik został kilka razy ukarany zawieszeniem konta. CipSoft zakazuje także sprzedaży postaci, ale tu Dominik się nie obawia: – Wątpliwe, by mnie ktoś namierzył. W Tibię grają miliony ludzi na świecie, handel kwitnie wszędzie. Mało się trzeba narobić, a sporo można zarobić.

Chcieliby, ale nie mogą

Z ubiegłorocznego badania instytutu Ipsos wynika, że większość (ponad 85 proc.) młodzieży w wieku 11–18 lat otrzymuje kieszonkowe od rodziców. Dzieci w wieku od 11 do 14 lat dostają średnio 40 zł, starsze – 80 zł. Rzadko zaspokaja to ich potrzeby. Chcą wieść taki sam styl życia i mieć takie same gadżety jak ich rówieśnicy z Europy Zachodniej. Tamci dysponują jednak bez porównania większymi kwotami – z niedawnych eurobadań wynika, że kieszonkowe młodego Brytyjczyka wynosi w przeliczeniu średnio 375 zł miesięcznie, Szweda – 340 zł, a Francuza i Niemca – około 220 zł.

Polskie nastolatki wiedzą, że rodzice więcej nie dadzą, i coraz częściej biorą sprawy w swoje ręce: w Internecie pełno jest ogłoszeń szukających pracy gimnazjalistów i uczniów szkół średnich. Propozycji dla nich jest jednak niewiele.

W USA, gdzie od dzieci oczekuje się pracy, już kilkulatki zarabiają, sprzedając upieczone przez siebie ciasteczka. 11-latki, po ukończeniu kursu prowadzonego przez Amerykański Czerwony Krzyż, opiekują się dziećmi (matki, które same kiedyś były babysitterkami, mają do nich zaufanie), 13-latki rozwożą gazety i pomagają w prostych pracach biurowych, zaś 14-latki mogą już w ograniczonym wymiarze czasu pracować legalnie w restauracjach, kinach i biurach.

U nas nastolatków szukających pracy przez Internet zasypują ofertami oszuści, którzy podają się za ich rówieśników i namawiają, by zarabiać pieniądze tak jak oni: klikając w reklamy na stronach internetowych albo wysyłając e-maile. W realnym świecie popularne jest roznoszenie ulotek, układanie towarów na półkach sklepowych i zbieranie owoców. Ponieważ dzieci z reguły robią to na czarno – także nie brak hochsztaplerów, którzy je wykorzystują i oszukują przy wypłacie.

Legalnie do 16 roku życia można pracować tylko na rzecz podmiotów prowadzących działalność kulturalną, artystyczną, sportową lub reklamową. Podmioty te muszą jednak wcześniej wypełnić szereg formalności i uzyskać zezwolenie Państwowej Inspekcji Pracy na zatrudnienie nastolatka. Ci, którzy ukończyli 16 lat, mogą już wykonywać wszystkie lekkie prace – oczywiście także za zgodą PIP.

Na dużą skalę 16–18-latków legalnie zatrudnia w Polsce tylko McDonald’s. – Pracują u nas przez wakacje i ferie – mówi Krzysztof Kłapa, rzecznik firmy. Pierwszy nabór zorganizowano w 2007 r. – Nastąpiła wówczas fala wyjazdów za granicę. Wzięliśmy więc przykład z innych krajów, gdzie restauracje naszej sieci zatrudniają nastolatków – tłumaczy Kłapa. Zainteresowanie było ogromne – do pracy przyjęto 1,7 tys. osób. Większość z nich pracowała niemal przez całe wakacje. Wielu chciało kontynuować pracę także po ich zakończeniu. – Chętnie byśmy na to przystali – bo to znakomici pracownicy. Ale to się zupełnie nie opłaca. Zgodnie z prawem w wakacje nastolatki mogą pracować 35 godzin tygodniowo, a w czasie roku szkolnego – 12 i trzeba im zapłacić tyle samo co dorosłemu pracującemu w pełnym wymiarze, czyli 40 godzin w tygodniu – mówi Aneta Mitoraj, dyrektor działu personalnego McDonald’s.

Kolejny dowód na to, że młodzież chce pracować, mieliśmy w ubiegłym roku. Gwałtownie spadła wówczas liczba pracowników napływających zza wschodniej granicy. Ich miejsca – zwłaszcza w rolnictwie – natychmiast zajęli młodzi. Według CBOS, w wakacje 2008 r. pracowało 12 proc. uczniów szkół podstawowych (w 2007 r. – tylko co dwudziesty), 21 proc. gimnazjalistów (w 2007 r. co dziesiąty) i aż 41 proc. uczniów szkół średnich (w 2007 r. co czwarty). Ten rekord zapewne zostałby pobity w tym roku, gdyby nie kryzys gospodarczy, który ograniczył rynek pracy.

Jak wynika jednak z badań CBOS, nawet wakacyjna praca młodzieży budzi spore zastrzeżenia u dorosłych: 90 proc. uważa, że nie powinni jej wykonywać uczniowie szkół podstawowych; sprzeciw 64 proc. budzi praca gimnazjalistów, a 14 proc. – praca uczniów szkół średnich. Przeciwników pracy młodzieży w ciągu roku szkolnego prawdopodobnie jest jeszcze więcej.

Nastolatki, które nie mogą znaleźć legalnej pracy, i te, którym na jej podjęcie nie pozwalają rodzice, szukają więc coraz częściej alternatywnych sposobów zarabiania pieniędzy.

Juniorzy w a(u)kcji

Latem zeszłego roku największy w Polsce internetowy portal aukcyjny Allegro, z którego usług korzystać mogły dotąd tylko osoby pełnoletnie, ogłosił, że otwiera się na 13–18-latków: odtąd bez zgody rodziców będą mogli rejestrować własne konta aukcyjne ze znaczkiem „Junior”. Jednorazowe zakupy z takiego konta nie będą mogły przekroczyć 500 zł, chyba że sprzedający wyrazi na to zgodę. Sprzedaż nie będzie ograniczona żadnymi limitami.

Na internetowych forach zawrzało. Dorośli oburzali się, że przecież zgodnie z prawem 13–18-latki bez zgody rodziców mogą zawierać tylko transakcje dotyczące drobnych codziennych spraw, a zakup za 500 zł trudno do takich zaliczyć. Zwłaszcza że junior codziennie może wygrywać wiele takich aukcji. Inni zastanawiali się, jak sprawdzić, czy nastolatek sprzedaje rzeczy, które dostał od rodziców (do czego ma prawo), czy też wyprzedaje bez pozwolenia wyposażenie mieszkania lub, co gorsza, upłynnia kradziony towar.

Nastolatki obśmiały tę dyskusję: na Allegro handlują od dawna, i to nie tylko 13–18-latki, ale i młodsi. Wielu z nich ma status supersprzedawcy, co oznacza, że przeprowadzili tysiące transakcji. Nie zamierzają dokonywać coming outu, zakładając konta Junior, bo nastoletniego użytkownika nie wszyscy traktują poważnie. – Niektórzy zakładając konta dodają sobie lat, inni rejestrują je na rodziców bez ich wiedzy. Danych nikt nie weryfikuje – tłumaczy 15-letni Krzysiek z Suwałk, uczeń ostatniej klasy gimnazjum. Oczywiście wpadki się zdarzają, najczęściej, gdy dorosły użytkownik doniesie obsłudze portalu, że w celu sfinalizowania transakcji zgłosił się do niego małolat. Allegro zawiesza wówczas nielegalne konto. – By uniknąć zdemaskowania, nastolatki na swoich aukcjach nie podają zwykle numeru telefonu, tylko e-mail lub kontakt na Gadu-gadu – kontynuuje Krzysiek.

Dla tych, którzy nie mają jeszcze 13 lat, problemem jest brak konta bankowego – wielu dorosłych chce się rozliczać przelewem. 13–18-latki mogą już założyć rachunek niemal w każdym banku. Między sobą często rozliczają się jednak, używając jako waluty doładowania do telefonów komórkowych. – To szybsze i przy małych kwotach wygodniejsze niż przelew. Nabywca kupuje w kiosku kartę z doładowaniem i podaje mi e-mailem kod. Jeśli działa – wysyłam mu towar – tłumaczy Krzysiek.

Tanie sprzedać drogo, drogie sprzedać tanio

Według Krzyśka, handel na aukcjach internetowych to dla nastolatków najlepszy sposób zarabiania pieniędzy. Ma porównanie: – Kiedyś przez tydzień roznosiliśmy z kolegami ulotki. Codziennie pracowaliśmy do 23.00. Dostaliśmy tysiąc złotych na siedmiu. Więcej zarobił, pracując w wakacje na budowie w Islandii, gdzie od lat mieszka jego ojciec. Kupił jednak rower i pieniądze się skończyły – jeszcze musiał pożyczyć od mamy. Żeby oddać (matka sama wychowuje trzech chłopaków, zawsze jej brakuje do pierwszego), zaczął handlować. – Sprzedaję głównie używane telefony. Jak zobaczę w komisie coś taniego, biorę i wystawiam na aukcji. Kupuję też na eBay’u rzeczy z Niemiec, z Wielkiej Brytanii. Czekam, aż kurs waluty wzrośnie i sprzedaję.

By podbić cenę wystawianych przez Krzyśka przedmiotów, jego koledzy licytują je ze swoich kont aukcyjnych. Kiedyś musieli się z tego tłumaczyć, bo Allegro zabrania takich praktyk. Pracownicy portalu dali się jednak w końcu przekonać, że to, iż jedna osoba licytuje równocześnie przedmioty na kilku aukcjach Krzyśka, to czysty przypadek. Zdarza się czasem, że koledzy przedobrzą i dadzą za przedmiot cenę, której nikt już nie chce przebić. – Wtedy przed końcem aukcji trzeba wycofać z niej przedmiot, inaczej nie dość, że się nie zarobi na jego sprzedaży, to jeszcze trzeba zapłacić prowizję portalowi – zdradza Krzysiek.

Z ankiet, które przeprowadziliśmy w Łodzi w trzech klasach gimnazjalnych i trzech licealnych, wynika, że na internetowych portalach handlują nie tylko ci, którzy – jak Krzysiek – mają niewielkie kieszonkowe (lub nie mają go wcale) i muszą sobie dorobić, ale także ci, którym rodzice dają najwięcej pieniędzy (ponad 100 zł). Po pierwsze – mają oni większe potrzeby niż koledzy z uboższych rodzin, po wtóre, częściej dysponują atrakcyjnymi przedmiotami, które można wystawić na aukcji. Często kwoty, za jakie rodzice kupili te rzeczy, nie mają dla nich znaczenia. Najważniejsze, że zyski ze sprzedaży trafią do ich kieszeni.

Mój mąż ma syna z pierwszego małżeństwa. Często kupowaliśmy mu różne drogie prezenty: sprzęt narciarski, snowboard, specjalny gramofon dla didżejów. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że nie ma żadnego z nich. Okazało się, że potrzebował pieniędzy i wszystko za grosze sprzedał na Allegro. Jego matka nawet nie zwróciła na to uwagi – mówi 40-letnia Ewa z Łodzi. To zamknięty krąg: buszując po portalach aukcyjnych, nastolatki znajdują wciąż nowe rzeczy, które chcą mieć. Wstawiają jedną rzecz, a w oko wpadnie im dziesięć.

Ulubionymi portalami 16-letniej Natalii z niewielkiej miejscowości na Opolszczyźnie są Allegro i Szafa.pl, na którym można sprzedać swoje stare ubrania lub wymienić się nimi. – Gdy któraś z koleżanek ze szkoły kupi sobie coś nowego, siedzę na Allegro lub Szafie tak długo, aż też coś znajdę. Jak raz w tygodniu czegoś nie kupię, mam wrażenie, że jestem najgorsza w klasie. Później kombinuję, skąd brać na to kasę – mówi. Często sprzedaje swoje stare rzeczy albo pozbywa się nietrafionych zakupów. – Czasami, jak już nie mam skąd wziąć pieniędzy, a muszę zapłacić za coś, co zamówiłam, wyjmę mamie z portfela. Chciałam coś normalnie zarobić. Wymyśliłam, że będę udzielać korepetycji z angielskiego, ale koleżanki się oburzyły: na znajomych chcesz zarabiać? A w naszej miejscowości wszyscy są znajomi. Dałam spokój.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną