Miłośnicy narciarstwa pozatrasowego w Polsce

Powrót na wyrypę, czyli skiturowcy zdobywają Tatry
Wiosna w górach to najlepszy czas dla skiturowców – ludzi wędrujących na nartach. Otwiera się nawet dla nich powoli, raczej niechętny narciarzom, Tatrzański Park Narodowy. Wszak turystyka narciarska, choć na nowoczesnym sprzęcie, to tylko powrót do tradycji.
Memoriał Tatr Wysokich, podejście na Baranią Przełęcz od słowackiej strony
Adam Kokot, Michał Kowalski/Babel Images

Memoriał Tatr Wysokich, podejście na Baranią Przełęcz od słowackiej strony

„Przybyli z różnych stron Polski, jeśli nie świata, z odmiennych całkiem środowisk i u podnóża Tatr złączyli się w bractwo nierozerwalne, gotowe tonąć w śniegu, zdobywać nieznane przełęcze, brnąć w wichrze i kurniawach...”.

(Cytaty pochodzą z książek Stanisława Barabasza „Wspomnienia narciarza”, Józefa Oppenheima „Szlaki narciarskie Tatr Polskich” i Stanisława Zielińskiego „W stronę Pysznej”).

Zatłoczone stoki to nie dla nich. Nie lubią slalomu pomiędzy innymi narciarzami. Ani kolejek do wyciągów. Ani ubitego ratrakiem sztucznego śniegu. Ani taśm ograniczających przestrzeń do jazdy. Im chodzi o szus w puszystym śniegu po pas, o satysfakcję rysowania w nim własnych linii, o zmęczenie po podbiegu, o dreszcz emocji podczas pokonywania trudnych żlebów.

Miłośników licznych form narciarstwa pozatrasowego w Polsce z każdym rokiem przybywa. Skitur (od skitouring), skialpinizm, frirajd (freeride), narciarstwo ekstremalne, back-country – jakkolwiek nazywają uprawianą przez siebie dyscyplinę, jest ona dla nich częścią stylu życia. Wraz z nimi narciarstwo wraca z powrotem do źródeł.

Niezrównane narzędzia lokomocji

„Cudnie wtedy było w górach. Żadnego śladu człowieka nie było znać, tylko gdzieniegdzie wypunktowano tropy lisów. Szałasy zasypane aż po dachy, drzemały w śniegu oblepione śniegiem turnie, żadnego głosu nie odbijały, echa nie budziły. Szumu potoków schowanych głęboko pod śniegiem nie było słychać, słowem cisza zupełna przerywana tylko świstem nart”.

Bo narty nie służyły dawniej jedynie do zjazdów, ale do łatwego przemieszczania się po zaśnieżonym terenie, czy to w górę, czy w dół. W takim celu wymyślili je Norwegowie. Klasyczny norweski obraz przedstawia dwóch rycerzy, którzy w 1206 r. biegną na nartach z Lillehammer przez las, by przenieść dwuletniego księcia Haakona w bezpieczne schronienie. 650 lat później Sondre Norheim zbudował narty z wiązaniem z ruchomą piętką, na których można było zarówno wędrować, jak i zjeżdżać techniką zwaną telemarkiem. W Polsce na takich nartach na wycieczki górskie w końcu XIX w. zaczął wyruszać Stanisław Barabasz, a Mariusz Zaruski, pierwszy naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, nazywał je niezrównanym narzędziem lokomocji.

Człowiek, który idzie na skiturach z fokami, porusza się cztery razy szybciej niż piechur, a przy wiosennych śniegach jeszcze szybciej – opowiada Wojciech Szatkowski, historyk narciarstwa z Muzeum Tatrzańskiego, który turystykę skiturową nazywa pasją swojego życia.

Skitury to rodzaj nart, które mogą służyć zarówno do podchodzenia, jak i zjazdu. Patentem skiturowym są wiązania, które uwalniają piętę buta podczas chodzenia, dają jej odpowiednio wysokie oparcie w stromych podejściach, a blokują klasycznie, na płask, podczas zjazdów. Foki to pasek szorstkiego materiału, który przyczepiony do ślizgów nart umożliwia podchodzenie po śniegu bez ześlizgiwania się. – Najpierw były to prawdziwe paski foczej skóry, z początku wąskie, nie na szerokość całej narty. Wcześniej do podchodzenia owijano nartę sznurkiem – opowiada Józef Uznański, jeden z najstarszych wciąż chodzących i jeżdżących narciarzy w Polsce. Pierwsze kroki na nartach stawiał w latach 20. Pamięta czasy, gdy w latach 30. kierownikiem w legendarnym, nieistniejącym już schronisku na Hali Pysznej był król nart Stanisław Marusarz.

W latach 20. i 30. narciarze wyruszali na tatrzańskie wyrypy – czasem nawet kilkudniowe wycieczki przez granie i przełęcze. Zainicjował takie wędrówki ówczesny naczelnik TOPR Józef Oppenheim. Wydał on w 1936 r. pierwszy przewodnik po Tatrach dla narciarskich turystów. Dopiero w 2010 r. ukazało się pierwsze od czasów tamtego całościowe opracowanie na temat szlaków narciarskich wycieczek i najpiękniejszych zjazdów w najwyższych polskich górach. Autor książki „Tatry”. Przewodnik skiturowy” Wojciech Szatkowski mówi: – Mam zdjęcia, na których w jednej grupie na Kasprowy idzie 40 narciarzy. Wtedy było to więc dużo bardziej masowe niż jest dziś. Nawet powstanie kolejki w 1936 r. nie załamało tradycji wyrypy.

Sport alpejskich żandarmów

„Koroną turystyki zimowej jest narciarska wyrypa. Właśnie wyrypa, a nie wycieczka. (...) Urok wyrypy polega na tym, że wiesz tylko jedno: skąd wychodzisz i dokąd chcesz dotrzeć”.

Ale przyszedł boom narciarstwa zjazdowego i biegowego. Tradycja narciarskiej turystyki ocalała tylko w niektórych środowiskach, w ograniczonej formie. – Były zapasy starych fok i chętni do chodzenia, ale góry się dla nich zamykały. Z Kasprowego nie można było iść nawet kawałek dalej na Beskid czy Świnicę – wspomina Uznański, który uprawiał po wojnie głównie narciarstwo zjazdowe i skoki.

Znany ratownik TOPR Adam Marasek uczestniczył w latach 70., jeszcze w zjazdowym sprzęcie, w zawodach skiturowych we włoskich Alpach. Tam bowiem tradycja turystyki narciarskiej przetrwała czasy najbardziej intensywnej rozbudowy infrastruktury wyciągowej, a nowoczesne narciarstwo skiturowe i skialpinizm wyszły od żandarmerii, straży granicznej i wysokogórskich oddziałów wojskowych patrolujących granice. – Oni wiedzieli, że nie ma lepszego jak foki sposobu poruszania się po górach. I organizowali zawody. Szwajcarski Patrouille de Glaciers sięga czasów wojennych – opowiada Przemek Sobczyk, zawodnik kadry narodowej w skialpinizmie.

Pierwszymi Polakami, którzy startowali w najsłynniejszej francuskim maratonie narciarskim Pierra Menta, byli na początku lat 90. ratownicy TOPR, wśród nich ówczesnych naczelnik Piotr Malinowski, który pod koniec lat 80. zaczął przywozić pod Tatry sprzęt skiturowy. Najpierw wiązania. – Jak ktoś miał wiązania, to był szczęśliwy – mówi Marasek. Sam montował je do zwykłych ciężkich, długich na dwa metry, nart zjazdowych. Potem dopiero dotarły narty skiturowe z charakterystyczną dziurą na dziobach. – Narty były kiedyś bardzo ciężkie, gdy się podchodziło stromo, zaczepiało się linkę i ciągnęło je za sobą – tłumaczy Sobczyk.

25 lat temu odbyły się w Polsce pierwsze zawody, organizowany do dziś w Bieszczadach Puchar Połonin. Ale nie używano w nich klasycznego sprzętu skiturowego. Za pierwsze w Polsce zawody na wzór alpejski uznawany jest więc Memoriał Strzeleckiego, organizowany pod Tatrami od 1989 r.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną