Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Społeczeństwo

Taroterapeutka

Czego szukamy zaglądając w karty

Leszek Zych / Polityka
Jeśli widzę, że nie ma w człowieku gotowości do przyjęcia złej wiadomości, tonuję ją albo nie wyjawiam - mówi Joanna Stawińska.

Barbara Pietkiewicz: – Tarocistka to zawód?

Joanna Stawińska: – Skończyłam lingwistykę stosowaną na Uniwersytecie Warszawskim, pracowałam w handlu zagranicznym, także jako tłumaczka kabinowa. Ale od 20 lat stawiam tarota.

Można się tego nauczyć?

Istotne jest to, kto się nim posługuje. Nie wszyscy, którzy znają znaczenie tych kart, potrafią odczytać ich przesłanie, nawet jeśli mają z tarotem do czynienia od lat. To umiejętność, którą się ma lub nie. I choć istnieją kursy i szkoły dla tarocistów, żadne dyplomy jej nie zastąpią. We właściwych rękach jest jak swoisty aparat rentgenowski prześwietlający człowieka, który zwrócił się do kart z pytaniem.

Można jakoś ustawić ten rentgen?

I tak pokazuje to, co chce. Karty układają się w nim czasem w zupełnie inną historię niż ta, z którą ktoś do mnie przyszedł. I okazuje się, że ta inna jest znacznie od tamtej ważniejsza, bo to ona zdecyduje o dalszym życiu.

I ten ktoś musi dać pierwszeństwo ważniejszej?

Tarot tym się różni od wróżenia, że pokazuje opcje. I konsekwencje związane z wyborami którejś z opcji. I warunki. Spełni się pani w życiu to i to, jeśli to i to na drodze do spełnienia pani wykona.

A jeśli człowiek wie, jakiego chce i pragnie dokonać wyboru, po co
do pani przychodzi?

Często potrzebuje potwierdzenia. Chce, żeby go ktoś klepnął w ramię: tak jest, rób to. Brałam już udział w decyzjach o prywatyzacji dużych zakładów państwowych, w decyzjach związanych z pracą w Sejmie, żeby wymienić tylko te, których by się pani nie domyśliła.

Dziennikarze też przychodzą?

Aktorzy i dziennikarze to grupy, które chyba najbardziej potrzebują wsparcia, choć publicznie nigdy się do tego nie przyznają.

Aż takie mimozy?

A tak, nerwy mają na wierzchu. Dziennikarze, głównie telewizyjni, przychodzą w niepewności, w strachu o nominacje, o wyjazdy, czy program się utrzyma, czy ktoś ich nie wygryzie, co ich czeka: powodzenie czy upadek? Aktorzy i dziennikarze mają podobne problemy.

Wywróżyła pani komuś upadek?

Oczywiście, ale oni nie chcą zwykle przyjąć tego do wiadomości. Prawie nikt nie chce. Potrzebuję od pani dobrej energii, mówią mi ludzie, wolę do pani niż do psychoterapeuty, który będzie mnie wypytywał na jakiejś cholernej kanapce o mamusię i tatusia, a ja chcę wiedzieć, co ze mną będzie dalej. Ludzie nie chcą słyszeć złych informacji. Chcą, żeby tarocista był kimś z bajki, kto obwieszcza, że wszystko dobrze się ułoży, a oni będą żyli długo i szczęśliwie.

I pani te złe wiadomości przemilcza?

Chodzi o to, żeby seans tarota dał na nie nie tylko odpowiedź, ale i wsparcie. Nie każdy jest w stanie udźwignąć prawdę i nikt, kto się ceni w tym ezoterycznym świecie, a do takich osób mogę siebie zaliczyć, nie będzie na siłę udowadniać swojej nieomylności zawodowej. Dlatego jeśli widzę, że nie ma w człowieku gotowości do przyjęcia złej wiadomości, tonuję ją albo nie wyjawiam.

A prócz rozterek zawodowych
co ludzi do pani sprowadza?

Miłość. Przychodzą ci, którzy jej szukają. W przeważającej liczbie mężatki.

Co?

Dobrze pani słyszy. Są samotne w małżeństwie, mają poczucie przemijania, starzenia się ciała. Nie czują się potrzebne, atrakcyjne. Trwają w beznadziei. Mają wszystko i nie mają niczego.

A jest na to jakieś antidotum?

Podwójne życie na przykład. Prowadzi je zdumiewająco dużo ludzi. Przychodzi do mnie jedna osoba, a często mam do czynienia z czterema osobami w związku, mąż ma kogoś i żona ma kogoś.

Przychodzą targani wyrzutami sumienia?

Raczej, żeby usłyszeć, że to, co im się przydarzyło, będzie nadal trwało. Że mają szansę na kawałek powrotu do młodości. Wchodzą w romans, bo chcą od kogoś potwierdzenia, że są wyjątkowi. I często naprawdę są. Rozmawiamy sobie przy kartach, w jakich są układach, jakie są relacje z żonami. Mogą podzielić się sekretem. Zakochani mają taką potrzebę, a w ich przypadku nie mogą o tym mówić wszem i wobec.

 

Bo ci ich ukochani to żonaci?

Przeważnie tak. One też mają mężów i wcale nie myślą o rozwodach. Nie tylko ich mężom, lecz im także opadły w związkach emocje. Mają swoje pięć minut. Biorą sobie urlop od rzeczywistości. Bywają także żyjące w trójkątach, które czekają, aż mężczyzna się rozwiedzie. Ale takich wiernych Penelop jest coraz mniej, czasy się zmieniły. Biorą sobie mężczyznę różnymi sposobami. Bo go chcą, bo im się od życia należy.

Są młode, prężne, bezwzględne?

Wbrew temu, co się myśli, największym niebezpieczeństwem dla mężczyzny w sile wieku nie jest dwudziestka z dużym biustem i inteligencją w błękitnych oczach. Nawiązując z nią romans mężczyzna odchodzi z domu, ale tylko na chwilę. Prawdziwym zagrożeniem jest kobieta młodsza od jego żony, ale nie za wiele. Obydwoje pamiętają te same bajki z dzieciństwa, wygląd miasta, książki i piosenki z ich młodości, podobne mieli przeszkody do pokonania. Mają ze sobą o czym rozmawiać.

Żona też pamięta.

Ale jest przyduszona, przygaszona, wciąż przy garach, nawet jeśli jeszcze nieźle wygląda. A ta druga – zadbana, wciąż z radością życia w oczach, z wiarą w jutro, chce coś przeżyć, zobaczyć.

No i te przygaszone – won?

Najczęściej nie. Przychodzi do mnie wielu zakochanych mężczyzn, którzy chcą mieć jeszcze coś w życiu dla siebie, nie krzywdząc innych, nie raniąc żony i dzieci. Nie zamierzają niczego zmieniać w swoim życiu. To ich terapia psychiczna. Także ich pięć minut.

To po co im do tego tarot?

Chcą się dowiedzieć, czy ta druga jest im wierna, bo to przecież mężczyźni. Czy nawiązują z nimi romans ze szczerego serca, z czystych intencji, a nie dlatego, że są bogaci, mają układy itp. Kobiety zresztą też chcą wiedzieć, czy ukochany mężczyzna jest im wierny. Zakładają, i słusznie, że skoro chodzi on na pasku równoległym do małżeństwa, może mieć tych pasków kilka. Konkurencję dla nich stanowią inne panie, bo żona nie. Są takie młode w tych wątpliwościach, mają w sobie tyle z osiemnastu lat, kiedy się miało wariackie pomysły...

Wszystko się jednak obraca wokół uczuć, miłości, zdrady.

A jak się kręci w biurach, firmach! Przyszła do mnie bardzo atrakcyjna jeszcze kobieta i mówi: coś jest nie tak w moim małżeństwie. Mąż chyba ma kochankę, ale nie mogę jej zlokalizować, bo on zawsze przychodzi do domu wprost po pracy. Widzę w kartach: mąż płaci za miłość. Pani wynajęła detektywa i okazało się, że mąż wynajmuje mieszkanie niedaleko firmy i chodzi tam do innej pani w przerwie na lunch.

Wszyscy tak?

Bardzo wielu. Ten mąż tłumaczył się, że taki w tej chwili jest klimat. Panowie wymieniają się na przykład informacjami o możliwościach w tym względzie.

Kobiety też?

Oczywiście. One też mają przerwę na lunch.

Zdrada jest łatwiejsza?

Zdrada od zawsze istniała, ale może mniej jawna, bardziej w ukryciu. Wierność była bardziej wymuszona. Teraz jest bezproblemowa, choćby dlatego, że łatwiej wynająć mieszkanie do tych celów. Kiedyś nie było także tabletek antykoncepcyjnych, to także sprawę teraz ułatwia.

Starsze i stare osoby – czego one mogą szukać w tarocie?

Chcą wiedzieć, jak się potoczą sprawy spadkowe, pytają o los bliskich, np. czy córce uda się uratować małżeństwo. Ale najczęściej chodzi o miłość, jak u wszystkich: pytają o kogoś, z kim są w kontakcie, albo czekają, aż zjawi się w ich życiu ktoś, kogo szukają.

Gdzie szukają?

W Internecie, to zbawienne medium. Czasem jestem pełna podziwu dla ciężkiej pracy, której wymaga takie szukanie. I drugie miejsce – sanatoria. Mam posanatoryjne wysypy namiętności.

Coś z tych związków wychodzi?

Część zostaje, część się rozpada. One nie są gorsze od zawieranych w innych okolicznościach.

Ludzie w czarnej rozpaczy też lgną
do tarota?

Kiedyś przyszła do mnie matka geja pełna rozpaczy, że jedyny syn ma partnera życiowego, że nie będzie miała synowej, wnuków. Do tego dochodzi wstyd, ponieważ rzecz miała miejsce w małym środowisku. Tłumaczyłam, że jedynym wyjściem jest akceptacja syna i jego partnera, jeśli nie chce go utracić.

To pani jest właściwie
psychoterapeutką.

Wszystko widać w tarocie, ale wymaga on nie tylko umiejętności stawiania kart. Także doświadczenia życiowego. Młody wiek nie jest rekomendacją w tym zawodzie. Ani założenie, że chce się w nim przede wszystkim robić kasę.

A można robić?

Jeśli jest się dobrym, można wyżyć. Ale jeśli to jedyna motywacja, ona zawodzi.

Polityka 17.2010 (2753) z dnia 24.04.2010; Ludzie i obyczaje; s. 112
Oryginalny tytuł tekstu: "Taroterapeutka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną