Pigułka antykoncepcyjna - jak się zmieniła i co zmienia

Pół wieku z pigułką
Ponad sto milionów kobiet zaczyna swój dzień od małej, wynalezionej 50 lat temu pigułki.Z roku na rok robi to także coraz więcej Polek. Choć w kwestii stosowania antykoncepcji zajmujemy ostatnie miejsce w Europie.
Amerykańskie opakowanie z pigułkami z lat 70
Bettmann/Corbis

Amerykańskie opakowanie z pigułkami z lat 70

Antykoncepcja a wiek. Czy stosowałeś(łaś) jakieś metody antykoncepcyjne w ostatnich 12 miesiącach (odp. w proc.)
Polityka

Antykoncepcja a wiek. Czy stosowałeś(łaś) jakieś metody antykoncepcyjne w ostatnich 12 miesiącach (odp. w proc.)

Rodzaje stosowanych metod antykoncepcyjnych (odp. w proc.)
Polityka

Rodzaje stosowanych metod antykoncepcyjnych (odp. w proc.)

Antykoncepcja w Europie
Polityka

Antykoncepcja w Europie

Debata: Czy środki antykoncepcyjne, takie jak pigułka, powinny być w całości refundowane przez budżet państwa? Czekamy na opinie naszych Czytelników.

 

Dziś trudno sobie wyobrazić, jak to właściwie było wcześniej. Irygatory, prezerwatywy, globulki – środki zawodne i niekomfortowe. Kobiety co miesiąc dostające obłędu ze strachu przed niechcianą ciążą, która może zrujnować ich plany. Rok 1960, gdy do aptek trafiła pierwsza pigułka antykoncepcyjna pod nazwą Enovid, wyznacza początek rewolucji kulturowej. To była zmiana cywilizacyjna, która przebudowała model rodziny i społeczeństwa. Pigułka wpłynęła na jakość życia nie tylko seksualnego. Uzyskując kontrolę nad własną płodnością, kobiety zyskały kontrolę także nad własną przyszłością. Mogły planować, czy, kiedy i ile dzieci zamierzają urodzić. Wyrwały się z zamkniętego domowego kręgu. Stały się pełnowartościowymi graczami na rynku pracy.

Wygrana gra

Ludzkość od tysięcy lat gra w tę grę z naturą. W starożytnym Egipcie stosowano płócienne prezerwatywy i dopochwowe krążki nasączone mieszanką miodu i łajna krokodyla. Prostytutki starożytnych Chin nakładały na szyjkę macicy kawałki naoliwionego bambusa. Źródła sanskryckie zalecały kobieta wstrzymanie oddechu podczas wytrysku lub jedzenie trzyletniej melasy zmieszanej z odnóżami much. Grecki lekarz Soranos z Efezu twierdził, że kobieta powinna po stosunku nabrać powietrza, kucnąć i kichnąć. Jedne z tych metod – jak zalecane przez św. Alberta jedzenie żywych pszczół – były czystą magią; inne – jak ziołowe mieszanki wywołujące poronienie czy tampony nasączone naturalnymi substancjami plemnikobójczymi – miały racjonalne podłoże.

Jednak dopiero w 1951 r., gdy zespół pod kierunkiem Carla Djerassiego przeprowadził udaną syntezę noretyndronu (substancji o strukturze podobnej do progesteronu regulującego owulację), można uznać za moment, w którym ludzkość tę grę wygrała. Nie obeszło się bez problemów. Z jednej strony w USA obowiązywało prawo zakazujące propagowania antykoncepcji i badań nad nią, a promowanie kontroli urodzin uchodziło za działanie „obsceniczne”. Kobiety, które ją propagowały, naprawdę trafiały do więzienia. Z drugiej strony hormonalna pigułka nie spodobała się części feministek, które uznały, że to zbyt duża ingerencja w ciało kobiety, a faceci powinni zająć się eksperymentami na własnych genitaliach. Coś było na rzeczy. Katherine McCormick, filantropka sponsorująca część badań, po uzyskaniu noretyndronu powiedziała: „Teraz potrzebujemy klatki z owulującymi kobietami do eksperymentów”. Badania przeprowadzono w Portoryko.

Mimo to kariera pigułki potoczyła się błyskawicznie. Koncerny, które ją rozprowadzały, co roku podwajały sprzedaż. Szybko jednak zaczęło się mówić o skutkach ubocznych: bólach głowy, nudnościach, zwiększonym ryzyku chorób naczyniowych, wzroście wagi, pojawianiu się męskiego typu owłosienia.

Współczesne pigułki to siostry tej pierwszej. Tworzone są według tej samej koncepcji, ale różnią się zawartością hormonów – tłumaczy dr Grzegorz Południewski. – W porównaniu ze współczesnymi, ta pierwsza zawierała końską dawkę, która dziś starczyłaby na ponad tydzień antykoncepcji. Zmniejszenie dawki hormonów bardzo ograniczyło ryzyko i efekty uboczne.

Nie, bo nie

W Polsce przez dziesięciolecia główną metodą antykoncepcyjną była aborcja dokonywana w podziemiu, co wiązało się z bardzo wysoką śmiertelnością kobiet. Przed wojną walczył z nią Boy-Żeleński, zakładając pierwszą Poradnię Świadomego Macierzyństwa. Po wojnie współpracujący z nim lekarze, którzy stworzyli Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa (działające do dziś jako Towarzystwo Rozwoju Rodziny). Co prawda po 1956 r. Polki zyskały prawo do legalnej i bezpiecznej aborcji, ale nie od razu zaczęły z niego korzystać. Jedną barierę stanowił wstyd, drugą konieczność uzyskania zaświadczeń od komitetów blokowych czy rad zakładowych, co mocno przedłużało sprawę.

Alternatywa dla aborcji była wątła. Uliczny aforyzm: „Chcesz mieć dzieci jak brylanty, stosuj polskie środki anty”, kwitował jakość dostępnych środków. Ich wybór był niewielki: prezerwatywy, globulka Zet, spirala za dolary w Peweksie. Wiedza o sposobach ich stosowania też pozostawiała wiele do życzenia. Lekarzom z Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa zdarzało się tłumaczyć panom, by nie łykali prezerwatyw (mogą powodować niestrawność), a paniom, by nie przyjmowały globulki Zet doustnie (podobno nawet smaczna, ale strasznie się pieni).

Dostęp do nowoczesnej antykoncepcji Polki uzyskały po 1989 r., ale wtedy też zaczęły się kłopoty ideologiczne. Państwo w żaden sposób nie promuje ani nie wspiera antykoncepcji.

Refundacji podlega tylko kilka preparatów o innych nazwach, tym samym składzie i o wysokiej zawartości hormonów oraz preparat Diane 35, ale to przez przypadek, bo to lek na cerę, który ma dodatkowe działanie antykoncepcyjne – mówi dr Południewski. – Żaden nowoczesny preparat refundowany nie jest.

Te refundowane kosztują miesięcznie 5–6 zł, nierefundowane 35–40 zł. Według ponad połowy Polaków (badanie CBOS) to właśnie cena ma duży wpływ na dostępność antykoncepcji. Blisko 70 proc. uważa, że pigułki powinny być całkowicie bezpłatne lub co najmniej częściowo dofinansowane. Ale nie są i prędko nie będą. W zależności od tego, która opcja rządzi, mówi się: nie, bo nas na to nie stać, albo: nie, bo to niezgodne z prawem naturalnym i katolicką etyką.

Szczytowe pod tym względem były lata rządów koalicji PiS, LPR i Samoobrony, gdy do Narodowego Programu Wspierania Rodziny planowano wpisać nakaz zamieszczania na opakowaniach pigułek ostrzeżenia, że są niebezpieczne dla zdrowia. Poseł Marian Piłka przekonywał, że równie niebezpieczne jak alkohol i papierosy (czytał o tym w Internecie), a posłanka Anna Sobecka wymieniała antykoncepcję jednym tchem z pedofilią, prostytucją i pornografią. Seks to nie choroba, żadnej refundacji nie będzie – podsumował ówczesny minister zdrowia prof. Zbigniew Religa.

Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog: – Mamy na świecie opinię dziwnego, egzotycznego kraju, który zakazuje aborcji, zwalczając jednocześnie antykoncepcję. Gdy na zagranicznych kongresach przedstawiam wyniki swoich badań dotyczących stosowanych u nas metod antykoncepcji i podaję, że 16 proc. wybiera stosunek przerywany, zawsze któryś z uczestników zwraca mi uwagę, że to nie jest metoda antykoncepcyjna. Wtedy prowadzący obrady wyjaśnia: ale Zbigniew jest z Polski.

1+1 może się równać 3

Według ogólnoeuropejskiej ankiety „Pan EU Study” Polki najrzadziej w Europie stosują antykoncepcję. 38 proc. nie stosuje jej wcale, a 24 proc. wybiera metody wysokiego ryzyka (kalendarzyk, stosunek przerywany). Tabletki hormonalne zażywa ok. 20 proc. Podobne wyniki uzyskał prof. Izdebski. Badania powinny być powtarzane co cztery lata, ale ostatnie pochodzą z 2005 r., bo na badania państwu też brakuje pieniędzy. Wnioski są mimo wszystko optymistyczne. Liczba Polek stosujących antykoncepcję stale rośnie. Co więcej – im młodsze – tym bardziej racjonalnie się zachowują (patrz ramki na s. 35 i 37).

To się dzieje mimo polityki państwa i pokazuje zdrowy rozsądek i inteligencję polskich kobiet – deklaruje prof. Izdebski. – Nie do przecenienia jest tu rola kolorowych pism, które między modą a przepisami dostarczają rzetelnej wiedzy medycznej, ale też uświadamiają kobietom, że decyzja, kiedy i ile mieć dzieci, to ich prawo. Gdyby do tego doszła spójna polityka państwa, można by szybko poprawić sytuację. Ale nie ma wielkich nadziei. Antykoncepcja to w Polsce kwestia ideologiczna. Gdy z Izabelą Jarugą-Nowacką walczyli o refundację antykoncepcji dla młodych, oskarżono ich o deprawację i zachęcanie do wczesnej inicjacji. A przecież chodzi tylko o to, by nie udawać, że młodzież nie współżyje. Bo współżyje.

Ale nie ma lekko. W Anglii nastolatka może esemesem zamówić w miejscowym ośrodku zdrowia pigułkę „po” (zażywaną po stosunku, która nie pozwala na zagnieżdżenie się zarodka). We Francji dostanie ją za darmo od szkolnej pielęgniarki. W Polsce przed 17 rokiem życia nie może nawet sama iść do ginekologa. A jak już może, nie ma żadnej pewności, na kogo trafi. Może usłyszeć, że jest „małą dziwką” albo że pan doktor nie przepisuje recept z powodów religijnych. A jak nawet zdobędzie receptę, może w aptece trafić na religijną farmaceutkę, która głośno skomentuje jej zakupy. W dużych miastach to nie jest problem, ale w małych, w których jest jedna przychodnia i trzy apteki na krzyż – bywa.

Można się zastanawiać, czy w polskiej debacie o antykoncepcji względy religijne naprawdę odgrywają tak istotną rolę. Czy część postaw nie wynika z konformizmu i lęku przed reakcją Kościoła. Tylko 6 proc. Polek pytanych, dlaczego nie stosują antykoncepcji, wymienia powody religijne.

Brak edukacji seksualnej w szkole to efekt tego samego mechanizmu. Młodzi ludzie w wieku 13–21 lat, przebadani na zlecenie firmy Jannsen Cilag w ramach kampanii na rzecz świadomego rodzicielstwa „Kiedy 1+1=3” (CBOS, 2008 r.), deklarują, że wiedzę na temat antykoncepcji czerpią głównie od rówieśników i z Internetu. Działalność grupy edukatorów seksualnych Ponton, która podczas wakacji prowadzi telefon zaufania, pokazuje, że czasem ta wiedza nie odbiega poziomem od pomysłów Soranesa z Efezu (ukucnąć i kichnąć). Ponad połowa nastolatków ocenia swoją wiedzę jako niewystarczającą. Prawie 80 proc. twierdzi, że to główna przyczyna niechcianych ciąż. Dlatego fakt, że prawie 60 proc. młodych ludzi po inicjacji sięga jednak po antykoncepcję, można uznać za przejaw ich dojrzałości; wbrew państwu, szkole i Kościołowi.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną