Społeczeństwo

Czterech zestresowanych mężczyzn

O paru takich, co stracili głowę. Nad otwartą trumną

Mirosław Gryń / Polityka
Najsilniejszy nerwowo był Jarek, który umierał dla bogactwa. Więc zdecydowanie przechylił ta trumnę, aż ciało wypadło na brzuch.

Wiesław

Niewadzący i melancholijny. Wiesław z Łukowej metrykalnie ma 40 lat, ale czuje się starzej.

Jarosław

Na przepustce z więzienia. Pod koniec czerwca 2010 r. Jarek z Różańca podobno zostaje brutalnie zabity w wieku 24 lat.

Stefan

Gospodarz na 15 ha, lat 58, ojciec Jarka. Z żoną w różanieckim kościele siadają najbliżej ołtarza.

Daniel

Uczeń, wnuk Stefana, siostrzeniec Jarosława. Daniel z Szarajówki, 18-latek, boi się wujka i go podziwia.

Polowanie

W listopadzie 2009 r. Jarka wypuszczają z więzienia na przerwę do marca 2010 r. z uwagi na złą sytuację materialną rodziny. Ma weterynarzowi Audi naprawić, bierze zaliczkę. Ale czasu za mało, żeby naprawdę zarobić. Stresuje się. W lutym 2010 r. ubezpiecza życie na milion. Szuka łepka, który te pieniądze dla niego zdobędzie. Od kwietnia jeździ po okolicy swoją Laguną, poluje na sobowtóra. Wolno sunie przez Lubaczów, Tarnogród, Cieszanów i Tomaszów Lubelski. Jarek za kierownicą, Daniel z kolegą z tyłu. Przy fotelu kierowcy siekiera. W bagażniku podzwania żelastwo. Jak zobaczą typa podobnego do Jarka, zwabią go do samochodu. Typ usiądzie z przodu. Chwilę pojeżdżą spokojnie. Potem Daniel z kolegą przytrzymają pasażera, Jarek wdepnie na gaz. Za miastem Jarek załatwi się z łepkiem na mokro. Plan jest jego. Oni za pomoc dostaną po 50 tys. W drodze gadają o policji. Jarek w nerwach, bo chodzą za nim psy biłgorajskie. Z drugiej strony podobno chodzi Ukraina. Ale przed chłopakami kozakuje, że twardy, nie daje poznać. Łepka muszą znaleźć niskiego, chłopaczkowatego jak Jarosław. Z głowy wszystko jedno jaki, nie musi być uderzająco podobna. Ale nie ma żadnych takich na ulicach.

Jarosław

W święta Bożego Narodzenia 2009 r. Jarek na ścianie swojego domu w Witkach umieszcza choinkę migającą. Przed rokiem tata mu kupuje gospodarstwo w Witkach, na kredyt. Jarek bawi się z synkiem. Jaśnieje w tym mirze domowym. Ale potem w nerwach chodzi. Znika. Dzwoni do Daniela po przysługi. Wyłania się po kilku dniach. Mówi, że mafia ukraińska wyrok na niego wydała. Pistolet pokazuje. Ślady po kulach ukraińskich. Chwali się, że mu Ukraińcy chcą głowę urzezać. Znika. Dzwoni. Nie wraca do więzienia. Chowa się. Szuka go policja z Biłgoraja.

Stefan

Chce dobrze dla najmłodszego syna. Dwie córki i pierworodny poszli w świat. Jarek się zasiedział w Różańcu. Ciężko ma od małego. Chłopak bez zawodu, ale z nerwem do automechaniki. Niechcący pierwszą kradzież z włamaniem robi w wieku 14 lat. Jeździ po pijanemu. Robi dalsze kradzieże z włamaniami. Naruszenie nietykalności policjantowi. Jarek dojrzewa, wyroki mu odwieszają. Jarek dzieciaka ma udanego, ale żonę już nie. Pazerną na alimenty, nieżyjącą z mężem. Jarek robi długi. Odbywa 3,5 roku w Przemyślu, za dwa lata włącza mu się kolejny odwieszony wyrok. Marnują Stefanowi chłopaka na oczach.

Wiesław

Najmniej do stracenia ma Wiesław z Łukowej. Żona za ladą w sklepie w środku wsi. Dorastające dzieci. Do pracy Wiesław jeździ do Biłgoraja, do firmy meblowej. Mają dużą produkcję na kraj i eksport. Zawodowo widoki na przyszłość. Prywatnie słabo. Do sklepu chodzi innego, nie do żony. W Łukowej mówi się, że między nimi napięcia. Wiesław żonę podejrzewa, ona się nie tłumaczy, żyją doraźnie. Finansowo też podobno zestresowani.

Daniel

Najwięcej przeżywa Daniel z Szarajówki. W czerwcu 2010 r. akurat robi grilla u siebie w garażu, dla znajomych. Jest już ciemno. Dzwoni wujek Jarek, który wciąż ukrywa się przed policją. Prosi o przysługę, żeby Daniel przyjechał na cmentarz w Łukowej wyciągnąć trumnę z grobu.

Spotkanie

No to znalazł sobowtóra, myśli Daniel w noc świętojańską. Wujek dzwoni. Ale Daniel nie chce na cmentarz. Odmawia. Wujek dzwoni i przesyła esy. Ostatnia przysługa się należy. Potem Jarek zniknie. Daniel wyłącza komórkę. Rośnie liczba nieodebranych połączeń od wujka. Na cmentarzu w Łukowej wujek właśnie dźwiga trumnę razem z dziadkiem Stefanem. Ciężko im. Noce za krótkie. A Daniel taki nieużyty gówniarz. Tymczasem w Szarajówce Daniel chodzi w stresie wokół grillowanych kiełbasek. Zwarzył się, mówią goście. Siedzą z koleżanką w traktorze, Daniel się zwierza. Mogę być bardzo bogaty, mówi. Wierzy w plan wujka. Wujka się boi, odmawiać wujkowi nie wypada. Koleżanka odradza wykopywanie trupa. To będą pieniądze, które nie przynoszą szczęścia. Ale wtedy dzwoni do Daniela dziadek Stefan. Za 20 minut bądź na przystanku, jadę po ciebie, mówi. Dziadek ma autorytet, karcąc nakazuje. Młody idzie, jest po północy.

W Łukowej czeka Jarek. Idą w głąb cmentarza, do świeżych grobów. Dziadek Stefan gdzieś znika. Trumnę Wiesława widać z daleka w poświacie. Jarek jest zmęczony, płyta nagrobna zsunięta, wkoło walają się wieńce, a trumna stoi na sztorc. Brązowa, z krepinową girlandką. Wujek nie ma żalu, że Daniel tak długo nie przyjeżdżał. Leje mu wódki. Wypijają. Ty ciągniesz, ja pcham, mówi Jarek, i wskakuje do dołu. Trumna śmierdzi, lepi się. Dwa tygodnie już Wiesław tu leży. Daniel wymiotuje. Wujek mu ze zrozumieniem jeszcze polewa. Siła w nich wstępuje, wyciągają wreszcie. Młody ma świecić latarką, Jarek zdejmuje wieko. Leży ktoś w czarnym ubraniu wizytowym. Daniel musi się odwrócić. Już wie: pan Wiesiek, ojciec kolegi z gimnazjum. Depresję podobno miał wzbierającą. Mimo że samobójca, miał normalną mszę. Ojciec Daniela szedł na pogrzeb.

Jarek zdecydowanie, a Daniel bez patrzenia, przechylają trumnę. Ciało wypada na brzuch. Wujek każe dalej świecić. Jakieś 5 minut sapie, odrąbując głowę. Wiesław był niewielkiej postury, chłopakowaty; Jarkowi głowę mieli Ukraińcy odrąbać. Wszystko się zgadza. Jarek wrzuca pustą trumnę i głowę sobowtóra do dołu. Nasuwa płytę z lastrika. Na powrót układa zwiędłe wieńce. Potem cofa swoją Lagunę pod grób. Auto musiał mieć ukryte w krzakach. W środku tylna kanapa już złożona. Stoją kanistry z olejem. Daniel ma wziąć zwłoki Wiesława za nogi. Wujek dźwiga pod pachy. Wkładają do bagażnika. Wujek wskakuje do samochodu i poprawia ułożenie ciała. Pod bramą cmentarza czeka dziadek Stefan, też Renaultem. Był w pobliżu, na czuju. Daniel dusi się smrodem w aucie wujka. Przesiada się do dziadka. Ruszają.

 

Rozstanie

Z Łukowej do Witków jest 12 km. Jadą w odstępie, wujek z tatą wciąż gadają przez komórki. Już nie kryją nerwów. Gadają o policji, żeby się teraz trzymała z daleka. Bo jeszcze tylko ten ostatni wysiłek. Daniel wymiotuje. Stefan go pociesza. I uprzedza, że morda w kubeł, bez bulgotania. W sumie nic się nikomu nie stało. Żywi żyją. Zajeżdżają pod niespłacone gospodarstwo Jarka. Stają na drodze pod szyldem autonaprawy. Na ścianie domu wygaszona choinka. Zabawki dziecięce na ganku. W stodole zakurzone Audi weterynarza. Ale dom pusty, ciemny. Jarek mija ich, wjeżdża na podwórze. Polewa zwłoki płynem z kanistrów. Pstryka zapałką. Czeka, aż Laguna dobrze się rozpali. Potem się żegna z rodziną. Minie kilka dni, dziadek odbierze pieniądze od ubezpieczyciela. Gdy Daniel dostanie działkę, ma mówić, że dziadek wygrał w totka i odpalił. Są bogaci. Dziadek o świcie odwozi wnuka do domu. Leje honorowego rozchodniaka. I prosi o dozgonną ciszę na temat tej świętojańskiej nocy. Nikt z domowników nie zauważa powrotu Daniela z grilla.

Daniel

24 czerwca od rana wiadomo, że Jarka zabili. Przyjeżdża straż pożarna. Samochód w Witkach już się dopalił. W bagażniku leży zwęglony Jarek bez głowy. Na zwłoki rzucony łańcuszek, na nim obrączka i wisiorek z pękniętym sercem. Pamiątka po żonie, która chciała rozwodu i alimentów. Po synku, którego Jarek kochał. Daniel nie komentuje. Wujek przysyła esa: jak tam? Młody nie odpowiada. Smród mu się zalęga w głowie. Nie może wywietrzyć. W Witkach policyjni technicy oglądają Lagunę z trupem. Ten z Rzeszowa mówi, że wątroba Jarka jest stara. Ciało długo leżało, zanim je spalono. Daniel czuje ulgę, gdy przychodzi do niego policja. Daniel mówi, jak było, pozbywa się smrodu.

Stefan

Dziadek okazuje się godny zaufania. Wyłącza komórkę przy policjantach. Milczy. Poprosimy PIN, mówią. Dziadek stuka się w głowę: tu jest, weźcie sobie. Pytają, jakich filmów się naoglądał. Milczy. To może nie być pański syn w bagażniku, mówią. Tak?, powątpiewa Stefan, a zęby macie? A łańcuszek czyj? W Różańcu widzą Stefana, jak ciemno ubrany jedzie po wypłatę za życie syna. Odmawiają mu tam, papierów brak, czekać trzeba. Daniel już mówi. Stefana zabierają do aresztu w Przemyślu. Milczy. Do Różańca przyjeżdża wóz konny. Żona Stefana, matka Jarka, przywiązuje krowę, zabiera kury. Córka ją do siebie zabiera pod Biłgoraj.

Jarosław

Życzenia dla Jarka na Naszej-Klasie: „Gratuluję planu, tylko tacy debile jak Wy nie zorientowaliby się, kto to zrobił. Żal rodziny Zmarłego. Ale spokojnie, spotka Cię to samo, coś zrobił innym – serdecznie tego życzę”. Jarek chowa się w różanieckich lasach. Czeka na odszkodowanie. Raz tylko pojawia się w sklepie. Kupuje konserwy za ponad 100 zł. Psy wpadają na trop. Jest jego gawra w środku lasu: namiot z kołdrą. Jarek już tam nie wraca. Dzwoni do koleżanek z okolicznych wsi. Przyjeżdżają po niego nocami, wożą do domu, żeby się wykąpał. Wpada 1 lipca tuż przed północą. Koleżanka go odwozi Hondą do lasu. Jest zrezygnowany. Nie stawia się. Milczy. Za zbezczeszczenie zwłok grozi do 2 lat więzienia. Jarek żyje, siedzi w Przemyślu.

Wiesław

Żona Wiesława jest przy ekshumacji. Ma powiedziane, że męża może w grobie nie być. Nie wierzy. Ale patrzy, że płyta naruszona. W trumnie but i skarpetka. Ciało jest na sekcji w Krakowie. Jedzie tam też głowa. Wiesław czeka na drugi pogrzeb, mówi Marian, dawny oborowy z gospodarstwa przy szkole rolniczej w Różańcu. Siedzi na ławeczce przed domem, wśród żyłek z suszącą się bielizną. Jarek tu latał między blokami od małego, mówi. W życiu mu się nie ułożyło, ludzie się go bali.

Wtedy przychodzi sąsiadka i pyta: Marian, czy wyście się nie podpięli do mojego dekodera satelitarnego? Filmu nie mogę oglądać. Weź idź zobacz. I Marian, bardzo zaaferowany, idzie zobaczyć.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Polityka 30.2010 (2766) z dnia 24.07.2010; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Czterech zestresowanych mężczyzn"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Maseczki pseudoochronne

Czy to bal maskowy, czy raczej taniec śmierci? Rząd każe nam nosić maseczki, ale już nie dba o to, co trafia na rynek. Czy maseczki sprzedawane w aptekach i sklepach naprawdę nas chronią?

Violetta Krasnowska
18.01.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną