Społeczeństwo

Co jest apetycznego u dziecka

REPORTAŻ: "Zabawy" z tatą

Erika Svensson / Corbis
Sześcioletnia Asia, dzięki terapii, powoli zapomina o „zabawach” z tatą. Tata Asi jest sędzią. Może dlatego wymiar sprawiedliwości zachowuje się tak, jakby też chciał o nich zapomnieć.

Dokumenty, które zgromadziła mama Asi, zajmują już 11 opasłych segregatorów. Aby je pomieścić, trzeba sporej walizki. Pisma procesowe, zażalenia, stenogramy, opinie i sprawozdania biegłych. Sterty papierów już od blisko dwóch lat krążą między sądami i prokuraturami. Bez specjalnych efektów, mimo że podejrzenie dotyczy wykorzystywania seksualnego małego dziecka.

Ta historia zaczęła się latem 2001 r. Wtedy się poznali – on, sędzia w mieście A., rozwodnik, i ona – osiem lat młodsza od niego. Odbywała aplikację sędziowską pod jego patronatem. Wyglądało na wielką miłość, dlatego pobrali się szybko, już po roku. Imponował jej. Adorował, kupował kwiaty, deklarował, że jak najszybciej chciałby zostać ojcem. Nie mogła tylko zrozumieć, dlaczego czułość, czułostkowość wręcz, ostentacyjnie demonstrowana w towarzystwie nie przenosi się do sypialni. Kontakty były rzadkie, wymuszane rozmowami i pozbawione ciepła.

Asia urodziła się dwa lata po ślubie. Ona karmiła i chodziła na spacery. On wziął na siebie wszelkie czynności pielęgnacyjne. Nowoczesne związki dzielą się obowiązkami. Co prawda zaniepokoiło ją, gdy u 10-miesięcznej córeczki zauważyła zaczerwienienie i obrzmienie wejścia do pochwy i nagłe zaciskanie nóżek, martwiły częste zapalenia pęcherza i upławy, ale nie podejrzewała nic złego. Jednak od pewnego czasu Asia zaczęła rozwijać się wolniej niż inne dzieci. W przedszkolu często wolała siedzieć na uboczu, niż bawić się z rówieśnikami. Była smutna, apatyczna, zamyślona. Niechętnie biegała, skakała, miała ciężki, człapiący chód. I – co potwierdzają przedszkolanki – kiedy przychodził po nią tata, reagowała lękiem. Rano, kiedy miała zostać z tatą, prosiła mamę, żeby lepiej zabrała ją ze sobą. Asiu, tata cię kocha – tłumaczyła mama, bagatelizując dziecięce chimery.

Coś złego

Byli już całkiem białym małżeństwem. Zaczęły się kłótnie, awantury, oddzielne święta, oddzielne życie. Oboje uznali, że to nie ma sensu, że lepiej się rozejść. Postanowili jednak przełożyć rozwód o parę miesięcy, bo oboje starali się wówczas o awans. Wystawili dom na sprzedaż. Po raz pierwszy wakacje spędzili osobno. Po wakacjach z tatą Asia zachowywała się coraz dziwniej. Panicznie bała się zostawać z nim sama. Chciała przytulać się z mamą języczkami, wkładała mamie ręce w majtki, a raz, w chwili złości, wskoczyła jej okrakiem na twarz i zaczęła ocierać się kroczem. „Zachowania dziewczynki nie mieszczą się w normie rozwojowej dla jej wieku. Są pośrednimi, ale bardzo poważnymi dowodami, że dziecko, które się tak zachowuje, przeżywa napięcie związane z nieznaną mu sferą życia seksualnego i potrzebuje uporczywie odtwarzać te zachowania. Chce w ten sposób odreagować napięcie i dowiedzieć się, jak zareagują na te zachowania dorosłe osoby, którym ufa. Jest to jedyny dostępny dziecku sposób, w jaki stara się zrozumieć znaczenie takich zachowań, a także jedna z form radzenia sobie ze złością związaną z wykorzystaniem seksualnym” – oceni później Maria Jaworska-Kępka, biegła opiniująca sprawę na zlecenie rzecznika praw dziecka.

Ale mama Asi jeszcze wtedy tego nie wiedziała. Wiedziała, że dzieje się coś złego. Dlatego zabrała Asię do psychologa. Tam po raz pierwszy usłyszała, że to mogą być symptomy wykorzystywania seksualnego. Zgłosiła się na konsultacje do prof. Marii Beisert, psycholożki, seksuolożki, jednej z najwybitniejszych w Polsce specjalistek w tej dziedzinie, autorki książki „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”. Zasugerowała ona, podobnie jak pierwsza psycholog, by nagrywać wypowiedzi dziewczynki podczas swobodnych rozmów. To najskuteczniejszy sposób uzyskania informacji od czterolatki.

Gra na pupie

Rozmawiały o Barbie i o kolegach z przedszkola, o tym, że trzeba umyć ząbki, i o tym, w co bawi się z tatą. Więc w „grę na pupie”, a nogi trzeba mieć wtedy tak szeroko. Albo w grę „co jest apetycznego u dziecka”.

„Wiem, co robisz Asi” – powiedziała i zaproponowała, że wyprowadzi się z córką; żadnych kontaktów sam na sam, jedynie w jej obecności. Jeśli nie, zgłasza sprawę do prokuratury. Tak doradzały specjalistki. Takie sprawy ciągną się długo i utrwalają negatywne przeżycia u dziecka. Powtarzał, że nie ma pojęcia, o co chodzi. Mówił, że zachowuje się jak stary, kochający ojciec, a jej oskarżenia to zwykły szantaż, by zniszczyć jego relacje z dzieckiem. – Jestem kłębkiem nerwów, ważę 48 kg. Jaki mam w tym interes? – pytała. – Nie wiem – odpowiedział.

Wyprowadziły się do kawalerki. A Asia mówiła dalej. W rozmowach z mamą i w gabinecie psychologa opowiadała o zabawach: „sezamie, otwórz się” i o tej najgorszej zabawie w „jeżdżenie na kołkach”. Według psychologów, którzy mieli kontakt z Asią, to, co opowiadała, oznacza czynności masturbacyjne przy dziecku, kontakty genitalne, oralne i manualno-genitalne.

Asia często przerywa te relacje. Mówi, że jest zmęczona, nie ma siły, nie może, bo to tajemnica; i że to jej wina. Według prof. Beisert to elementy charakterystyczne dla procesu przystosowywania się dziecka do wykorzystania seksualnego. Psycholożka uznała, że ze względu na uzasadnione podejrzenie długotrwałego kazirodztwa o drastycznym przebiegu dziecku koniecznie należy zapewnić bezpieczeństwo fizyczne, emocjonalne i całkowitą ochronę przed stycznością z ojcem.

Po tym w listopadzie 2008 r., mama Asi złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i wniosek do sądu rodzinnego o pozbawienie ojca praw rodzicielskich. Zawiadomiła prokuraturę poznańską, bo zdawała sobie sprawę, że większość sędziów i prokuratorów z okręgu A. i sąsiednich to przyjaciele i znajomi jej męża. Ale Poznań przekazał sprawę dalej i w końcu trafiła do L., małego miasteczka sąsiadującego z A.

Było dla mnie kompletnie niezrozumiałe, dlaczego do tak poważnej sprawy, w którą zaangażowana jest dwójka sędziów, wyznaczono asesor z małej, skromnej prokuratury – mówi mec. Edmund Barcicki, pełnomocnik mamy Asi. – I okazało się, że nie były to obawy bezpodstawne. Mimo bogatego materiału dowodowego prokuratura wykazała ogromną powściągliwość.

W aktach sprawy jest 35 płyt i stenogramy z wypowiedziami Asi, zeznania świadków, sprawozdania i opinie trzech specjalistek. Nawet gdyby uznać, że to opinie prywatne, robione na zlecenie mamy Asi, to opinia dr Marii Jaworskiej-Kępki już taka nie jest. Zlecił ją rzecznik praw dziecka, który w pewnym momencie włączył się w sprawę. Biegła jednoznacznie wskazuje na pedofilię i kazirodztwo. Prokuratura powołała własnych biegłych, psycholog i pedagog. Przekazano im stenogramy rozmów z Asią. Biegłe wydały opinie, że molestowania co prawda nie można wykluczyć, ale rozmowy nagrane przez matkę nie mają wartości dowodowej, bo mogły być prowokowane, a niechęć do ojca indukowana. Według prof. Beisert „sposób ujawnienia jest typowy dla dzieci relacjonujących doświadczone, a nie zasugerowane treści”.

Przesłuchiwanie Asi zdaniem prof. Bei-sert nie ma sensu. – Dziecko nie będzie na rozkaz opowiadać obcemu człowiekowi o strasznych dla siebie sprawach. Może się całkowicie zamknąć, bo nie spodoba mu się np. ton głosu badającej je osoby. Takie przesłuchanie mogłoby grozić nawrotem traumy – tłumaczy. – Z inwazją seksualną rodzica dziecku trudniej sobie poradzić, niż gdy sprawcą jest obcy. Tym się musi zająć najwyższej klasy specjalista.

Najlepszym wyjściem byłoby zbadanie sprawy przez Instytut Ekspertyz Sądowych, ale z takim wnioskiem prokuratura w L. wystąpić nie chciała mimo apelu rzecznika praw dziecka i wniosków strony poszkodowanej. Nadzorująca postępowanie szefowa prokuratury w L. twierdzi, że dzwoniła do Instytutu i dowiedziała się, że na ekspertyzę czeka się dwa lata. Ale śladu po tym w dokumentach nie ma. Jest tylko odmowa.

Równolegle toczy się sprawa rozwodowa. Papiery krążą między A., L. i sąsiednimi okręgami. Część sędziów wyłączyła się ze sprawy na własną prośbę ze względu na znajomość z tatą Asi, część na wniosek pełnomocnika mamy Asi. Część jednak orzekała. Środowisko jest podzielone. Niektórzy są przekonani, że cała ta historia to element gry rozwodowej, inni sądzą, że coś może być na rzeczy, są i tacy, którzy zaczęli ojca Asi unikać.

Interweniowałam w Departamencie Praw Człowieka w Ministerstwie Sprawiedliwości, bo to jest sytuacja skandaliczna. W żadnej sprawie nie powinien orzekać sąd, w którym pracuje któraś ze stron. A co dopiero w takiej – mówi Danuta Olejniczak, posłanka PO, zaangażowana w pomoc Asi.

Akta puchną. Pojawił się w nich m.in. wniosek prokuratury o ustanowienie kuratora dla Asi, tak, by to on, a nie matka, reprezentował dziecko. – Kuratora w takich sprawach ustanawia się, gdy ujawniono, że jeden rodzic molestuje dziecko, a drugiego nie ma lub nie reaguje – tłumaczy mecenas Barcicki. – W naszym przypadku prowadzi to jedynie do zneutralizowania strony poszkodowanej, która zachowuje się aktywnie. Mogłoby spowodować całkowite pozbawienie Asi skutecznej reprezentacji.

Mec. Edmund Barcicki ostatnio wycofał się ze sprawy. Stała się zbyt rozległa, wielowątkowa i czasochłonna. Coraz trudniej było ją pogodzić z innymi sprawami, które prowadzi.

Bez kontaktu

Tatę Asi przesłuchano w charakterze świadka. Nie przyznaje się. Deklaruje, że gotów jest poddać się wszelkim badaniom. Chciałby odzyskać kontakt z dzieckiem, choćby i w obecności kuratora. W podobnych przypadkach rzeczywiście zdarzały się fałszywe oskarżenia, ale w tej dowody są na tyle mocne, że nie można ich bagatelizować. A sprawa ugrzęzła. Mama Asi interweniuje, gdzie może, dobija się do urzędów. Po interwencji posłanki Olejniczak w grudniu 2009 r. sprawę przeniesiono do prokuratury w Łodzi, a Departament Praw Człowieka Ministerstwa Sprawiedliwości wszczął kontrolę.

Niedawno włączyła się także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. – Przestudiowaliśmy dokładnie akta – deklaruje Maria Ejchart z HFPC. – Trudno jednoznacznie udowodnić, że ojciec Asi ingeruje w postępowanie. Ale równie trudno oprzeć się wrażeniu, że sędziowie i prokuratura robią wszystko, by uniknąć jakiejkolwiek decyzji. Może nawet nie ze złej woli, ale z obawy, by nie dotykać takiej sprawy. Gdyby nie dotyczyła sędziego, pewnie już dawno byłyby zarzuty.

Dla Fundacji istotne są w tej sprawie punkty, w których mogło dojść do naruszenia praw człowieka: nierozpoznana od marca skarga na przewlekłość postępowania, wniosek o ustanowienie kuratora, nierozpoznany od początku sprawy wniosek o zabezpieczenie dziecka przed kontaktami z ojcem, co w sprawach o molestowanie seksualne powinno być robione natychmiast.

– Skandaliczny jest też fakt, że na wniosek sądu prowadzącego sprawę rozwodową prokuratura przekazała akta całej sprawy karnej, mimo że nie ma jeszcze zarzutów – tłumaczy Maria Ejchart. – Ojciec Asi mógł mieć do nich dostęp, dowiedzieć się, jakie są dowody, przygotować linię obrony. Dostał wszystko na talerzu.

Z rozmowy z ojcem Asi wynika, że doskonale zna akta. Nie zgodził się jednak, by cytować jego wypowiedzi. Ostatnio jakby coś drgnęło. Sąd prowadzący sprawę rozwodową postanowił wreszcie dopuścić dowód z badań, które mają być wykonane przez Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. To biegli zdecydują, czy rozmawiać z Asią, czy wystarczą opinie specjalistów, którzy dotychczas się nią zajmowali, i nagrane rozmowy.

Trudno stwierdzić, czy Asia będzie chciała opowiadać o tym, co przeżyła – mówi Maria Jaworska-Kępka, która prowadzi terapię dziewczynki. – Z jej punktu widzenia problem jest rozwiązany. Nie ma kontaktu z ojcem, skończyły się koszmary, czuje się bezpieczna. Po co miałaby znów spotykać się z trudnymi wspomnieniami. Terapia pomaga jej radzić sobie z nagromadzoną złością i napięciami, ułatwia powrót do normalności. Ma szansę być zdrowym dzieckiem.

Problem się jednak nie skończył. Od czasu, gdy Asia z mamą się wyprowadziły, mała nie chodzi do przedszkola, bo tata mógłby ją stamtąd odebrać. We wrześniu powinna pójść do zerówki. Prokuratura nie zrobiła nic, by chronić dziecko. Wniosek mamy Asi o zakaz kontaktów ojca z dzieckiem, który sąd powinien rozpoznać w ciągu siedmiu dni, czeka od półtora roku.

 

Imię dziewczynki zostało zmienione

Polityka 30.2010 (2766) z dnia 24.07.2010; Kraj; s. 27
Oryginalny tytuł tekstu: "Co jest apetycznego u dziecka"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dzieci osób uzależnionych

Jakie piętno na dzieciach odciskają uzależnienia rodziców.

Ryszarda Socha
25.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną