Młodzi wolą wolne związki

Dwa + luz
W Polsce nadal jedyną możliwą formą zalegalizowania związku jest małżeństwo kobiety i mężczyzny, ale życie wyprzedza prawo i kościelny nakaz
Mirosław Gryń/Polityka

Młoda wiara à la carte.Na pytanie, czy możliwa jest religijność bez Kościoła jako ludu bożego, tylko 30 proc. odpowiada – nie. Jeszcze mniej, bo niespełna 15 proc., uważa, że niezbędny jest do tego Kościół jako instytucja
Polityka

Młoda wiara à la carte.Na pytanie, czy możliwa jest religijność bez Kościoła jako ludu bożego, tylko 30 proc. odpowiada – nie. Jeszcze mniej, bo niespełna 15 proc., uważa, że niezbędny jest do tego Kościół jako instytucja

Nie widać na razie, by w Polsce drastycznie spadała liczba zawieranych małżeństw, ale to w dużej mierze kwestia tego, że w dorosłe życie wchodzi właśnie demograficzny wyż. Tyle że to już ostatni wyż. Socjologowie dostrzegają rosnącą popularność związków niemałżeńskich, choć nikt ich jeszcze w Polsce dokładnie nie policzył i nie zanalizował procentowo. Ale mało kto ma wątpliwości, że będzie ona rosła nadal.

Rzeczywistość jest coraz bardziej płynna, zmienna. Młodzi ludzie nie mają pewności, co będą robić, gdzie mieszkać czy pracować za kilka lat. Brak im poczucia bezpieczeństwa – mówi prof. Katarzyna Popiołek, psycholożka z katowickiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Małżeństwo zaczyna budzić lęk jako ten rodzaj stabilizacji, który zamyka inne drogi życiowe, odbiera wolność. Dlatego coraz częściej wybierają luźniejsze rodzaje związków, które nie łączą się z poczuciem, że to decyzja raz na zawsze.

Kohabitacja na próbę

Najbardziej popularna jest kohabitacja na próbę, podejmowana często przez młodych ludzi w czasie studiów. Może być wspólnotą emocjonalną, zaspokajającą potrzebę bliskości i przynależności, ale bywa też wspólnotą czysto lokatorską, która ma głównie ekonomiczny sens. Charakterystyczne, że większość nowych form relacji międzyludzkich określają nazwy anglojęzyczne. Te trendy płyną do nas z Europy Zachodniej, gdzie rozluźnienie tradycyjnych więzi nastąpiło wiele lat temu.

W czasach kontrkulturowej rewolty lat 60. młodzież zaczęła eksperymentować, uznając, że tradycyjne rozwiązania są niewygodne i nie ma powodu, by kopiować styl życia rodziców – mówi dr Jacek Kochanowski z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. Nie bez znaczenia w tym kontekście było pojawienie się pigułki antykoncepcyjnej, która uwolniła seks od lęku przed niechcianą ciążą. W Polsce te nowe układy funkcjonowały gdzieś na marginesach, ale nienazwane były niewidzialne. Dziś wpisują się w społeczny pejzaż.

Seks bez zobowiązań

Fucking Friends (puryści językowi kwestionują to określenie, proponując elegantsze Friendship with Benefits), czyli klarowny układ – seks bez żadnych zobowiązań, także emocjonalnych. „Nie mam czasu, ochoty ani materiału na stałego partnera. Natomiast mam swoje potrzeby i nie zamierzam ich tłumić. W tej sytuacji to świetne rozwiązanie. Nie muszę iść do łóżka z nieznajomym z imprezy i budzić się rano z wyrzutami sumienia obok zupełnie obcego kolesia. Układy, w które wchodzę, są jasne od początku do końca. Nie ma mowy o jakimkolwiek zaangażowaniu emocjonalnym. Lubimy się, spędzamy razem czas, znamy się długo, ale o żadnym związku nie może być mowy. Oczywiście jest to pozbawione romantyzmu, ale też nie jest to czysto mechaniczny seks na zasadzie: wsadzić – wyjąć” – tłumaczy wybór relacji FF jedna ze stron. Jednak ci, którzy mają doświadczenia z tego typu układem, przyznają, że nie jest on wolny od pułapek. Całkowite oddzielenie seksu od uczuć jest bardzo trudne i bywa, że jedno z partnerów jednak się angażuje. „Przydałaby się prezerwatywa na serce” – mówią dyskutanci na forach internetowych. Z drugiej strony, dłuższe tkwienie w takim układzie prowadzi do emocjonalnego wyjałowienia. Marquise, 30-latek, który do tej pory funkcjonował wyłącznie w związkach FF, pisze: „Powinienem mieć już dzieci, rodzinę, a zaczynam wątpić, czy nadaję się do związku z jedną kobietą. Ile można bzykać bez zobowiązań? To strasznie wyjaławia z uczuć. Pojawia się pustka i poczucie, że może być za późno”.

Stosunkowo najmniej rozpoznane, ale coraz bardziej obecne są w Polsce związki niemonogamiczne, takie jak choćby swingersi – mówi dr Jacek Kochanowski. Swingersi to pary, które umawiają się na pełną swobodę seksualną, odwiedzają kluby, gdzie następuje wymiana partnerów, uprawia się seks grupowy. – To obyczaj przejęty od osób homoseksualnych, które jeszcze niedawno nie mogły żyć otwarcie. Nie mogły oficjalnie tworzyć par, więc wymyśliły seksualne kluby.

Razem, ale osobno

Living Apart Together, czyli razem, ale osobno. LAT to życie na dwa domy; w stałym związku, ale z pozostawieniem dużej przestrzeni dla indywidualnej wolności. To dość powszechna forma relacji w Europie Zachodniej, zwłaszcza Skandynawii, gdzie dotyczy kilkunastu procent populacji. Danych polskich jeszcze nie ma, ale według specjalistów jej popularność rośnie. Zdaniem prof. Katarzyny Popiołek, LAT sprawdza się u nas coraz lepiej, bo łączy dwie, z gruntu różne, potrzeby: potrzebę wolności i potrzebę oparcia w drugiej osobie.

Konfiguracji może być wiele. Są pary, które od początku wybierają tę formę związku, bo pozwala uniknąć rutyny, pułapek małżeńskiej codzienności, brudnych skarpetek za kanapą. Spotkania są ciągle rodzajem święta, a namiętność nie wygasa tak szybko jak w tradycyjnych związkach. Latują ludzie zawodów artystycznych, indywidualiści, którzy źle reagują na próby ograniczenia ich prywatnej przestrzeni i osobistej niezależności. Ale LAT może być także skutkiem życiowych doświadczeń, łącząc kobietę z przeszłością i mężczyznę po przejściach. Są to związki typu: on po dwóch rozwodach, ona po jednym, ale takim z piłowaniem szaf. Małżeńska trauma sprawia nie tylko, że słowa: „i że cię nie opuszczę aż do śmierci”, nie przechodzą przez gardło, ale też hamuje przed poważniejszymi zobowiązaniami, takimi jak prowadzenie wspólnego domu. Spotykają się w weekendy. Razem jeżdżą na wakacje, zabierając dzieci z poprzednich związków. Odwiedzają wspólnie rodziców na święta. Jednak cały czas mają świadomość, że furtka, którą można z tego układu wyjść, jest uchylona. Tyle że, według psychologów, może to być bariera przed zbudowaniem prawdziwie intymnej relacji, która kształtuje się właśnie w codziennych sporach i kompromisach.

Jak podkreśla dr Jacek Kochanowski, latowanie jest odpowiedzią na zmiany stylu życia, ale bywa także wymuszone przez rynek pracy. To w Polsce narastające zjawisko. Zwłaszcza w rejonach, gdzie bezrobocie jest wysokie. Gdy któryś z małżonków znajdzie pracę na tyle daleko od domu, że dojazdy stają się nieopłacalne, tworzy drugi, roboczy dom, a rodzinę odwiedza w weekendy.

Wielorodzina

Rodzina odtworzona, czyli dzieci moje, twoje, nasze. To efekt coraz powszechniejszych rozwodów, tworzenia kolejnych związków, ale z zachowaniem kontaktu ze względu na dzieci – wielorodzina, jak ją kiedyś nazwaliśmy w POLITYCE. Dzieci z poprzednich związków, z obecnego, byli partnerzy z nowymi współmałżonkami i ich dziećmi z poprzednich związków – wszyscy starają się stworzyć rodzaj wspólnoty. Panuje wręcz moda na przyjaźń po rozstaniu. Właśnie ze względu na dzieci, którym dorośli starają się zaoszczędzić traumy rozwodu. Spotkania, wakacje, wspólne święta mają stworzyć pozory, że rodzina się nie rozpadła, ale powiększyła.

Dwa plus zero

DINKs (Double Income No Kids), czyli podwójna pensja, żadnych dzieci, są na drugim biegunie. Świadomie wybrana bezdzietność pozwala kultywować wybrany styl życia, rozwijać karierę, realizować pasje bez obciążeń i życiowych zobowiązań. Dla tradycjonalistów to symbol upadku wartości i skrajnego egoizmu współczesnych młodych ludzi. Z drugiej strony, do społecznej świadomości powoli przebija się komunikat, że niektórzy ludzie po prostu nie chcą mieć dzieci. To ich wybór i mają do niego prawo.

Homo-domowo

To paradoks, ale dziś seksualne kluby coraz liczniej odwiedzane są przez osoby heteroseksualne, a homoseksualiści tworzą jak najbardziej tradycyjne, monogamiczne, domowe pary.

Nigdy nie widziałem w środowisku tylu par co dzisiaj. W moim bloku żyją trzy, a właśnie wprowadza się czwarta – opowiada Konrad, warszawski dziennikarz. – Tego kiedyś nie było. Geje i lesbijki obawiali się mieszkać razem czy nawet chodzić razem na zakupy, wybierać płatki śniadaniowe w supermarkecie, bo otoczenie mogło reagować różnie. Dziś właściwie nie reaguje. A osoby homoseksualne są coraz bardziej świadome swoich praw.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj