Społeczny wymiar jąkania

Mowa zwarto-wybuchowa
Bohater filmowego hitu „Jak zostać królem” z powodu jąkania nie chce zostać monarchą. Z większością dotkniętych tą przypadłością jest odwrotnie: chcą być kimś, ale nie mogą.
Czy jąkanie można wyleczyć? Zdania są podzielone.
Corbis

Czy jąkanie można wyleczyć? Zdania są podzielone.

Według szacunków dr. Chęćka z problemem może się zmagać nawet 500 tys. Polaków.
Christian Fickinger/PantherMedia

Według szacunków dr. Chęćka z problemem może się zmagać nawet 500 tys. Polaków.

Ale wśród jąkających się jest też wielu znanych ludzi, którzy osiągneli wiele.
Wikipedia

Ale wśród jąkających się jest też wielu znanych ludzi, którzy osiągneli wiele.

Najtrudniejsze są spółgłoski zwarto-wybuchowe: b, d, g, k, p, t, oraz połączenia: pstr, trw. Pstrokaty, trwonić. Mowa jąkającego klinuje się na nich jak wypaczone drzwi. Brytyjski król Jerzy VI, jeśli wierzyć scenarzyście, po latach terapii przed słowami zaczynającymi się na p nauczył się robić przerwę, brać przed nimi rozbieg. Na własną rękę można wypracować inne metody. Zastępować trudne zbitki głosek łatwiejszymi. Zamiast mówić: pięć bułek proszę, prosić cztery i za chwilę wrócić po jeszcze jedną. Ale najprościej chodzić po zakupy do supermarketu. Przy płaceniu nie podnosić wzroku, żeby kasjerka nie zagadała. Nic do nikogo nie mówić.

Niepłynni

Jak pisze dr Aldona Grzybowska-Pawłyk, psycholog i logopeda z Krakowa, jąkanie polega na niepłynności mówienia, związanej z fizjologią, ale jednocześnie na psychologicznej reakcji na tę niepłynność. Czyli na zaburzenie to składa się i jąkanie, i strach przed jąkaniem. Fizjologia działa tak: napinają się mięśnie przepony, napięcie przemieszcza się do krtani, a z niej do języka i warg. Psychologia: pojawia się stres, a pod jego wpływem napinają się mięśnie. Gdy człowiek zauważa swoje napięcie, które kojarzy mu się z jąkaniem, stres się wzmaga. Napięcie staje się coraz silniejsze. Mięśnie coraz sztywniejsze. Jąkający się wie, co chce powiedzieć, ale traci kontrolę nad słowami. Cały staje się strachem.

Dr Mieczysław Chęciek, specjalista neurologopeda z Wodzisławia Śląskiego, od lat prowadzący terapię osób jąkających się, na początku pracy zawsze daje im kwestionariusz. Oceniają, jak bardzo się boją w różnych okolicznościach, w których trzeba się odezwać. Nieraz ktoś, kto jąka się tylko trochę, jest tak przerażony, że w 46 na 50 opisanych w teście sytuacji nawet nie próbuje rozmawiać. Nie odbiera telefonu. Tym bardziej sam nigdzie nie zadzwoni. I tak jak klinuje mu się mowa, klinuje się życie.

Katarzyna nie pamięta, by jej słowa kiedykolwiek brzmiały normalnie. Zaczęła mówić późno i od razu jakoś nieporadnie. Gdy była bardzo mała, jej rodzina przeprowadziła się ze wsi do Kielc. Specjaliści mówili potem, że to mógł być właśnie ten moment – za duży szok.

Jarosław odnajduje się w innej teorii, wedle której rozwojowi jąkania może sprzyjać zbyt dobry dom. Gorąco kochający rodzice, utwierdzający dziecko w przekonaniu o jego wyjątkowości. Gdy idzie ono do przedszkola, widzi, że wyjątkowych jest więcej. To może boleć.

Robert jako mały chłopiec jąkał się czasami, nie jakoś strasznie. Wujek też się jąkał, więc może to rodzinne dziedzictwo. Wyglądało, że da się z tym żyć.

Polskich jąkających się nikt do tej pory nie zliczył, ale ze światowych badań wynika, że z niepłynnością mówienia zmaga się co setny człowiek. Jednak według szacunków dr. Chęćka z problemem może się zmagać nawet 500 tys. Polaków. Do prywatnych i państwowych ośrodków przychodzi coraz więcej szukających pomocy starszych i bardzo młodych – jąkanie zaczyna się w wieku kilku lat. Niektórzy faktycznie to dziedziczą, choć bardziej chodzi tu o skłonność do nerwowych reakcji. Innym krzywdę robi przestawianie z leworęczności na praworęczność, które zaburza ustalony ład w strukturach mózgowych. Tak było u Jerzego VI.

Terapeuci uważają jednak, że kłopoty nade wszystko biorą się ze złej codzienności. – Szybko mówiący rodzice oczekują szybkich odpowiedzi od dzieci, które dopiero opanowują sztukę mowy – tłumaczy dr Chęciek. – Opanowują powoli, bo mało trenują. Zamiast uczyć się budować zdania, słuchać opowieści, słuchają lakonicznych komunikatów komputera, oglądają poszarpane fabuły teledysków. Gdy trzeba szybko powiedzieć coś od siebie, nie nadążają, język staje kołkiem.

Będą się naśmiewać

U Katarzyny w podstawówce było tak: na przerwach dzieciaki biegały sforami po korytarzach – ona sama snuła się pod ścianami. Ale przynajmniej nikt nic od niej nie chciał. Na lekcjach było trudniej. Podpadła nauczycielowi, on za karę kazał jej wstać i na głos czytać nowelkę. Po szkole – rajdy od logopedy do logopedy. Godziny ćwiczeń: oddychanie z książką na brzuchu, powtarzanie językowych łamańców, dmuchanie w papierowe kulki, żeby nauczyć się dobrze kierować strumień powietrza. Poradzono jej, by poszła do gimnazjum integracyjnego. Na tle dzieci z innymi kłopotami jąkanie było mniej jaskrawe. Prowadziła szkolną gazetkę, rozkwitły jej talenty. Marzyła o liceum plastycznym, ale nauczyciele przestrzegali: tam może być dziwna zbuntowana młodzież, znów będą się z ciebie naśmiewać. Została w integracyjnym liceum.

Jarosław umawiał się z nauczycielami, że będą go przepytywać podczas przerw. Koledzy a to schowają mu plecak, a to popchną, zadrwią. Chciał, żeby się go bali. Przykleił się do szkolnej chuliganerki. Ani jemu to nie pasowało, ani chuliganerka go nie kupiła. Gdy miał 15 lat, trafił na terapię. Psycholog pokazał mu rozdźwięk między tym, kim jest, a tym, kim chciałby być. Mówił, że trzeba zaprzyjaźnić się z tym, kim się jest. Potem babcia załatwiła Jarosławowi turnus nowatorskiej metody leczenia jąkania we Francji. Po powrocie mówił normalnie, po kilku miesiącach znów się jąkał. Ale na lekcjach – już w liceum – walczył o głos. Nauczyciele zaproponowali, by jednak odpowiadał podczas przerw.

Robert miał 16 lat, gdy z kolegami wracał z meczu. Spod ziemi wyrosło kilku dresiarzy. Robert stracił trzy zęby. Jak wcześniej trochę się jąkał, tak teraz w szkole w ogóle przestał mówić. W filmie o brytyjskim królu jest scena: otwiera on usta, a wokół zalega pełna napięcia cisza. Jakby Roberta klasę z liceum ktoś sfilmował. Był zdolny, ale nie lubił szkoły. Dwa razy powtarzał klasę.

Dr Olga Przybyla z Uniwersytetu Śląskiego zwraca uwagę, że tylko 7 proc. nauczycieli wie, jak pomagać jąkającym się uczniom. Większość nawet nie zdaje sobie sprawy, że takich uczniów ma w swoich klasach. To zwykle ci pochowani po kątach; wezwani do odpowiedzi zaciskają usta, jakby znowu nic nie umieli. Jąkający uczą się gorzej niż ich równie inteligentni rówieśnicy. Mieczysław Chęciek: „Lęk stanowi czynnik dezorganizujący procesy poznawcze, obniża sprawność spostrzegania, powoduje trudności w skupieniu się i poprawnym myśleniu, a także może wywoływać zaburzenia pamięci”.

Ci nauczyciele, którzy wiedzą, że ich uczniowie się jąkają, bywa, przedrzeźniają ich i wykpiwają nie mniej dotkliwie niż najwredniejsi koledzy. Z analiz Henryka Kulasa wynika, że uczniowie jąkający się są przez kolegów mniej lubiani. Najtrudniej im, gdy wchodzą w wiek młodzieńczy, 12–14 lat. Grupowe hierarchie się przetasowują. Na dziewczyny, chłopaków patrzy się inaczej niż dotychczas. Na siebie też. Wielu dopiero wtedy słyszy swoje jąkanie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną