Rozmowy z dożywotnimi cz.I - Artur Foltyn

Chciałem być dobrym gangsterem i mieć dużo pieniędzy
Artur Foltyn, lat 29, w dniu swoich urodzin (miał 22 lata) wypchnął dziewczynę z pociągu.
Artur Foltyn  lat 29, wypchnął dziewczynę z pociągu.
Agata Pilarska-Jakubczak/Materiały prywatne

Artur Foltyn lat 29, wypchnął dziewczynę z pociągu.

Polityka.pl

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>


Data i miejsce urodzenia:
2 lipca 1982 r., Bielsko-Biała; pochodzenie społeczne: brak danych; obywatelstwo: polskie; wykształcenie: podstawowe (szkoła specjalna w Radziejowie Kujawskim); zawód wyuczony: bez zawodu; sytuacja rodzinna: kawaler, bezdzietny, pochodzi z rodziny niepełnej.

Zbrodnia: „w okolicach miejscowości Zduny, woj. łódzkie w pociągu relacji Warszawa Zachodnia–Bydgoszcz, działając wspólnie i w porozumieniu, w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia, ze szczególnym okrucieństwem polegającym na fizycznym udręczeniu poprzez wpychanie do gardła Annie D. papierowych ręczników oraz wielogodzinnym psychicznym udręczeniu wyrażającym się w jej zastraszaniu..., po uprzednim otwarciu drzwi zewnętrznych wagonu, wypchnęli Annę D. z jadącego pociągu, w wyniku czego spowodowali u niej rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe, skutkujące zgonem...”; fragment uzasadnienia wyroku z 5 września 2005 r., Sąd Okręgowy w Łodzi, XVII Wydział Karny z siedzibą w Skierniewicach.

Uprawnienia do wpz: od 12 lipca 2039 r., po odbyciu minimum 35 lat kary pozbawienia wolności.

Czy jest Bóg? Nie ma go. Istnieje szatan. Chciałem, żeby szatan przyszedł do mnie. Aż pewnego dnia, wieczorem, straszna rura włochata podała mi lusterko i podpisałem cyrograf własną krwią z palca. Wcześniej miewałem wizje, na przykład Batmana widziałem po środkach halucynogennych, ale ta była inna, zbyt realna. Ogarnął mnie wielki strach. Lęk. O cyrografie podpisanym z diabłem przypomniałem sobie dopiero w więzieniu.

Jeśli chcesz, pomodlę się za ciebie – powiedział pewnego dnia kolega w więzieniu. Położył ręce na moim barku i głowie, i modlił się za mnie, słowami płynącymi prosto z serca. Panie Jezu, przyjdź, i zmień moje życie – powiedziałem samowiednie. Kolega mówił, że Bóg mnie słyszy i moje myśli zna. Wieczorem, w łóżku, cicho wyznałem swoje grzechy. W duchu, nie ustami. I Bóg wiedział.

Pierwszy grzech. Że odebrałem dziewczynie życie. Nie znałem jej. Przypadkowa osoba. Zamierzałem okraść w pociągu chłopaka, chodziliśmy z kumplem po przedziałach, ale wszędzie trzech, czterech siedziało i wiedziałem, że nie dałoby rady. I akurat ona siedziała sama.

I inne grzechy... coraz więcej ich było. Uświadomiłem sobie, że jestem strasznie zepsutym człowiekiem.

Zacząłem uciekać z domu w wieku 15 lat, brałem narkotyki i długo nie zdawałem sobie sprawy, że jestem uzależniony, ćpałem coraz częściej i potrzebowałem funduszy. Kradłem ciuchy ze sklepów, wynosiłem zegarki ze straganów na rynku. Wiedziałem, co i gdzie kupić taniej, a drożej sprzedać... I tak się żyło, narkotyki, alkohol, nowi koledzy, którzy brali, poznawanie kolejnych, którzy kradli. Zajmowaliśmy się wymuszaniem pieniędzy od ludzi na ulicach, w pociągach, na dworcach. Nie chodziliśmy do szkół albo zostaliśmy z nich wyrzuceni... Podobało mi się to życie. Chciałem być dobrym gangsterem i mieć dużo pieniędzy.

To właśnie wtedy zaczął pociągać mnie satanizm, zależało mi, aby oddać duszę szatanowi i mieć lepsze życie. Wywoływałem duchy ze znajomymi i stawałem się coraz bardziej zamknięty na innych ludzi, coraz bardziej pusty w środku i nieczuły. Człowiek był po to, by go okraść, zabrać mu pieniądze, oszukać. Przestało się liczyć życie ludzkie, nie miało żadnego znaczenia. Liczyła się gangsterka, szybkie, łatwe pieniądze i szatan.

2 lipca, w dniu moich 22 urodzin, chciałem zdobyć pieniądze, żeby się zabawić. Media później napisały, że zrobiłem sobie prezent urodzinowy i zabiłem dziewczynę. Ale to nie była prawda. Najbardziej wypaczony człowiek nie chciałby dostać takiego prezentu. Celem były pieniądze, ale to wszystko gdzieś za daleko poszło.

Ja całe życie się bałem. Bałem się bić, zawsze to ja byłem bity, bałem się jechać do nieznanego miasta, bo się zgubię. Mówili do mnie, babcia, rodzina: Jesteś głupi, do niczego się nie nadajesz. A kiedy żaliłem się, że odbiorę sobie życie, odpowiadali: Kto cię będzie żałował. Gruby, ty nie jesteś w stanie muchy skrzywdzić – kpili ze mnie koledzy. Ja wam pokażę – odgrażałem się w duchu, że nie jestem takim zwykłym chłopakiem, z którym można pogrywać. Chwała Bogu, że nie przemyślałem tego wszystkiego do końca i zostałem schwytany. Byłem bardzo zdemoralizowany.

To, że ta dziewczyna zginęła, to moja, tylko moja wina. Chciałem pozbyć się świadka. Gdybym mógł wrócić czas, oddałbym życie w zamian za jej – moje życie nie oferowało nic dobrego, a ona kształciła się w medycynie. Mogła leczyć ludzi.

 

***

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>

***

Wstrząsające rozmowy ze skazanymi na najwyższy wymiar kary - historie czterech więźniów znajdziecie Państwo w najnowszym numerze POLITYKI. Zachęcamy do zakupu e-wydania, a także POLITYKI w wydaniu na czytniki iPad oraz Kindle.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną