Rozmowy z dożywotnimi cz. III - Zbigniew Brzoskowski

Nie jestem rasowym kilerem
Zbigniew Brzoskowski, lat 39, zamordował dziewczynę i jej matkę, którym wiele zawdzięczał, w chwili popełnienia przestępstwa miał 20 lat, zbrodni dokonał na przepustce z więzienia, skazany na dwukrotną karę śmierci.
Zbigniew Brzoskowski  lat 39, zamordował dziewczynę i jej matkę.
Agata Pilarska-Jakubczak/Materiały prywatne

Zbigniew Brzoskowski lat 39, zamordował dziewczynę i jej matkę.

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>

Data i miejsce urodzenia: 9 grudnia 1972 r., Elbląg; pochodzenie społeczne: robotnicze; obywatelstwo: polskie; wykształcenie: podstawowe; zawód wyuczony: bez zawodu; sytuacja rodzinna: kawaler, bezdzietny, do czasu ukończenia szkoły podstawowej – mieszkał z rodzicami (przemoc fizyczna i psychiczna ze strony ojca, który odrzucał go jako syna).

Zbrodnia: „działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zadał Marii G. szereg ciosów nożem w szyję i klatkę piersiową, powodując rany kłuto-cięte z przebiciem ściany lewej komory serca, powodując masywny krwotok i zgon Marii... (...) działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zadał Aleksandrze G. szereg ciosów nożem w okolice szyi i klatki piersiowej, powodując rany kłuto-cięte klatki piersiowe, co spowodowało masywny krwotok i wstrząs urazowo-krwotoczny i w jego wyniku zgon Aleksandry”; fragment uzasadnienia wyroku z 7 lutego 1996 r., Sąd Wojewódzki w Elblągu.

Uprawnienia do wpz: najpierw moratorium na wykonywanie kary śmierci, a potem nowelizacja kodeksu karnego w 1997 r. spowodowały, że Brzoskowskiemu karę zamieniono na dożywocie, w związku z tym może ubiegać się o wpz od 15 kwietnia 2017 r., po odbyciu kary minimum 25 lat pozbawienia wolności.

Nie poszedłem zabijać, byłem pijany, i była taka sytuacja... zginęły. Kiedy weszła jej mama... chciałem po prostu stamtąd wyjść. Obojętnie, kto by stanął mi wtedy na drodze – zginąłby.

Kara śmierci, cała sala pełna ludzi, telewizja, kamery i ja na ławie oskarżonych, otaczali mnie policjanci, sędziowie, jak w filmie. Śmieszne to było, co miałem robić, wzruszać się, płakać? Kara śmierci – nikt się tego nie spodziewał, ja też nie. Kiedy popełniłem przestępstwo, nie miałem 21 lat.

Strach, lęk i obawa – to czułem w chwili wyroku. Poczucie winy – nie, ono potem się budzi. Nie wierzę, że ktoś w trakcie procesu panuje nad wewnętrznymi uczuciami. Siedzisz na sali, zapada wyrok, policjanci wjeżdżają i jedziesz. Nie ma czasu na zastanawianie. Wtedy to jest tak: wyrok i myśli się – czego ci ludzie chcą? Nie ma świadomości, co czeka cię później.

W zakładzie karnym budzisz się. Do Sztumu następnego dnia mnie przywieźli na oddział dla niebezpiecznych. Przez pięć lat siedziałem sam. Co robiłem? Nic. Możesz tylko myśleć, ale myślenie można wyłączyć, wtedy człowiek tylko wegetuje. Nie ma żadnych bodźców. Nie jest to czas na rachunki.

Nie jestem tu jednak sam. Funkcjonariusze. Bez nich nic się nie dzieje. Oni nie stoją jak krzesełka. Oni żyją, decydują o wszystkim, ja tu nie jestem głównym bohaterem, jestem tylko statystą, więźniem numer tam któryś. Wykonuję polecenia. Buntuję się, ale w środku. I co z tego. Jestem w środku nakręcony. I co z tego. Nie ma o co walczyć. Wszystko regulują przepisy: jedzenie, spanie, kary, nagrody – według uznania, tak jest napisane – jeśli ja będę poprawnym więźniem.

I dlaczego nie. Dobrze się sprawować, wstawać na apele – choć to bez sensu – dobrą mieć opinię, nie dać się wkręcić w rozrabianie. Paczek nie potrzebuję, widzeń – nie, wokandy – nie... wiem jednak, że mogę je uzyskać. Bo jestem grzecznym więźniem. Tamten facet, co zabił, już nie istnieje. To był dzieciak, dali mu karę śmierci, wyprali mu mózg, jego już nie ma.

Czy wracam myślami do zbrodni? Nie mam na to czasu. Martwię się, aby dobrze zjeść, czy będzie na przykład salceson, bo głodny nie chcę siedzieć. Tu nic się nie zmienia, jeśli dzisiaj dają salceson, to znaczy jest środa.

Wyrzuty sumienia? Już nie pamiętam. Mam odbywać karę. Czekam na obiad. Zadośćuczynienie ofiarom? Nie wiem, co to znaczy. Kojarzy mi się z zapłatą. Nie wiem. Moje życie nie toczy się wokół tych pytań.

Obrazy, które wracają? Teraz nic już nie wraca. Czas robi swoje. Może... oczy Marii, gdzieś tam za mną błądzą, później wszystko ucieka. Wzrok. Jaki wzrok? Pewnie martwy. Martwe spojrzenie...

Ja nie boję się śmierci, wiem, jak człowiek umiera, serce się zatrzymuje, przestaje bić i koniec. Ostatnie tchnienie, pożegnanie – jak na filmach – tego nie ma, człowiek pada i jest po wszystkim. Nie chciałbym tylko umierać tutaj, zamknięty. Na śniegu, pod mostem albo rzucić się do wody. I żeby nikt tego nie widział, żeby bez wstydu człowiek padł, i tyle.

Wolność – codziennie o niej myślę. Przychodzą do mnie realne marzenia i fantazje, ale nie mam szmalu, wykształcenia, nie wyjdę stąd i ich nigdy nie zrealizuję. Los jest okrutny, pokazuje i nie daje. To jest jak lizanie loda przez szybę.

A więzienie? Więzienie jest jak jazda tramwajem, ludzie po drodze wysiadają, a ty jedziesz dalej.

***

DEBATA: Czy skazani na dożywocie nie powinni mieć możliwości wyjścia na wolność wcześniej, niż po minimum 25 latach? Czy więc kara dożywocia w ogóle  jest humanitarna? Zapraszamy do debaty na naszym Forum>>

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną