Zabił, bo chciał mieć porządną rodzinę

W obronie domu
Ojciec Lidki nie mógł znieść, że 16-letnia córka i jej chłopak śpią razem pod jego dachem. I że matka na to pozwala. I że brat Lidki nie ma miejsca w domu. A on zawsze chciał mieć porządną rodzinę.
Podszedł do Seweryna i zaczął go dźgać maczetą w plecy.
elmar gubisch/PantherMedia

Podszedł do Seweryna i zaczął go dźgać maczetą w plecy.

Ojciec rodziny powinien bronić honoru domu. Bronił, jak umiał.
Łukasz Rayski/Polityka

Ojciec rodziny powinien bronić honoru domu. Bronił, jak umiał.

W niedzielę ojciec Lidki rozmawiał z sąsiadami przed wejściem do drewnianego domu. Dom – relikt dawnych czasów w pięknym teraz mieście, z pewnością pójdzie do rozbiórki. Rodzina Lidki miała w drewniaku dwa pokoje oddzielone korytarzem. W jednym mieszkał ojciec z żoną, matką i córkami, Lidką i Mirką, a w drugim ich synowie – Adam i jego starszy brat.

Ojciec wychowywał się w domu dziecka, bo zabrakło dla niego miejsca w rodzinnym domu. Jak wszyscy z sierocińca chciał mieć porządną rodzinę. I miał. Urodziła się czwórka dzieci. Utrzymywał je, żona zajmowała się domem. Był spokojny – mówią sąsiedzi. Ale inni – że nie, krzyczał, terroryzował. Chciał, żeby wszyscy żyli normalnie, jak ludzie. Nie pił ani on, ani nikt z rodziny. W domu było czysto.

Ale zaczęło iść nie tak, jak chciał. Całe lata pracował w ogrodnictwie. Stracił pracę. Szukał jeszcze zajęć dorywczych, ale stałej roboty już nie dostał. Poddał się. Utrzymywała go żona, która poszła do pracy. Sprzątała biuro. Żona skończyła liceum i zdała maturę, ale to było dawno i już teraz nieważne. Gotowała obiady, mąż to mąż, choć i odludek przypięty nocami do telewizora. Ale co ma z czasem robić. Już rzadko wychodził z domu, tyle co po piwo i papierosy. Jeszcze z błotnika samochodu zrobił sztylet. Piękny. Sztylet nazywano w rodzinie maczetą.

Naprzeciw ich domu jest melina. Schodzą się tam ludzie z okolicy. Oni – nie. Żadne lumpy. Zwyczajna robotnicza rodzina z ojcem za burtą. Do czasu. Adam, młodszy syn, poszedł do więzienia. Włamanie, kradzież, coś w tym rodzaju. To był cios. Nikt tu dotąd nie był karany. Adam wdał się w złe towarzystwo. Z drugim, starszym synem poszło dobrze – wyprowadził się do innego miasta, ma dziewczynę. Z córką Mirką też – wyszła za mąż za pracującego, też wyjechała, urodziła się im córka Oliwka.

Ale z Lidką, najmłodszą, było źle.

Brat karze siostrę

Trzeba było Lidkę pilnować. W pierwszej gimnazjalnej dużo wagarowała. Nie dostała promocji, więc przeniosła się do ochotniczych hufców pracy na naukę zawodu. Najpierw pilnie chodziła na zajęcia, ale potem, jak to ona, zaczęła wagarować i opuszczać się w nauce. Ale stało się to, co stało.

W niedzielę kobiety siedzące przed drewnianym domem powiedziały Lidce: jesteś wstrętną gówniarą i kłamczuchą. Jak nie wiecie – powiedziała Lidka – to się nie odzywajcie. Może wiedziały, a może i nie, że rodzony brat Adam cztery razy ją zgwałcił w mieszkaniu, i sam, i z kolegą.

Adam był od dziecka agresywny do tego stopnia, że szkoła wysyłała do niego do mieszkania nauczycieli. Zagrażał innym dzieciom. Kiedy jeszcze chodził do szkoły, przed trybem indywidualnym, zawsze był na uboczu, wyobcowany, zamknięty w sobie. Uwielbiał Bruce’a Lee, ciągle go rysował, wieszał fotografie na ścianach. Szybko trafił dwukrotnie do więzienia.

Wrócił zza krat i widzi, że jego siostra prowadzi się z chłopakiem. I że chłopak zajmuje jakby jego miejsce w rodzinie – przychodzi, przesiaduje, a nawet z nią śpi w jednym łóżku. Z jego siostrą. Z Lidką, jego oczkiem w głowie.

Te gwałty nie były seksualne. Adam miał konkubinę, pomieszkiwał u niej. Miał seksu, ile chciał. Kazimierz Pospiszyl, psycholog, pisze, że bywają takie gwałty, które nie są agresywną formą wyrażania potrzeb seksualnych, a przeciwnie – seksualną formą wyrażania agresji. Bo jak ją miał Adam mocniej ukarać? Mógł pobić. Ale to byłoby widać. A gwałtu nie. Ona oczywiście nikomu nie powie. Brat to jednak brat i będzie się go bała.

W piątek Adam karę przedobrzył. Lidka wracała do domu z Sewerynem, swoim chłopakiem. Zobaczyła, że nadjeżdża czarny samochód. Wyszedł z niego kolega brata. Spokojny, z dobrej rodziny, niekarany. Zabiję cię suko, powiedział. Z samochodu wyszedł też Adam i jeszcze jego drugi kolega. Lidka zaczęła uciekać na pole rozciągające się za domem. Gonił ją kolega brata. Seweryna też gonili, ale go nie dopadli. Lidka pogubiła pantofle. Przewróciła się. – Nie krzycz – powiedział kolega brata, który ją dopadł pierwszy – i tak ci nikt nie pomoże.

Próbowała się bronić. Kopnęła go w pierś, a on uderzył ją dwa razy w twarz. Doszedł do nich już Adam z drugim kolegą. Kazał koledze przytrzymać siostrę za ręce. Przewrócił na plecy, rozebrał. I zgwałcił. A potem ten kolega. Jeśli powiesz mamie albo tacie, powiedział Adam, wywiozę cię do agencji towarzyskiej i tam zostawię. Porzucili ją na tym polu i poszli sobie. Chłopak Lidki ukryty w krzakach wszystko widział. Ich było trzech, nie dałby rady. Mógł zginąć. Ale i tak czekała go śmierć.

Ojciec chce zrozumieć syna

Lidka zatelefonowała do starszego brata, który już z nimi nie mieszkał. W sprawie gwałtu. Starszy brat zaczął ją wyzywać, że wrabia Adama, bo on nie mógł czegoś takiego zrobić. Ojciec wziął słuchawkę z rąk córki. Nie wyzywaj jej synu, ty nic nie wiesz. Tego samego dnia pytał żonę, czy to prawda, że Adam współżył z Lidką. To prawda, powiedziała. Są wyniki badań. Bo jeszcze tego samego dnia Lidka z matką poszły na policję i złożyły doniesienie o gwałcie. Lidka miała na ciele świeże sińce i zadrapania. Była poturbowana, a lekarz stwierdził, że takie obrażenia musiała zadać inna osoba. Psycholog uznał, że Lidka nie ma skłonności do konfabulacji. Jej chłopak Seweryn płakał, gdy w swej rodzinie opowiadał o gwałcie. To on namówił Lidkę, żeby poszła z matką do prokuratury.

Ojciec wyjął fotografię Adama. Nosił ją w portfelu. Napisał na odwrocie: „Jeśli to zrobiłeś synu, w co nie wierzę, chciałbym cię zrozumieć”. Wierzył i nie wierzył. Miotał się, to było widoczne. Kiedy żona potwierdziła, że Adam współżył z Lidką, ojciec zaczął krzyczeć: zabiję ją. Seweryn z Lidką chcieli wypchnąć Adama z domu. Jak kiedyś jego samego wypchnięto z rodzinnego domu do bidula. To jest najgorsze: wyrugowanie z domu. To z nerwów tak krzyczy, pomyślała matka.

Ojciec poszedł do swego pokoju, matka też tam poszła, bo chciała zrobić kolację, a lodówka stała u niego. Powiedział żonie, że się wyprowadza. Pomyślała, że ciekawe dokąd, bo nie ma nikogo, kto by chciał go wziąć do siebie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną