Społeczeństwo

Ja tu rządzę!

Drag queen po polsku

Kim Lee należy do czołówki polskich drag queenów. Kim Lee należy do czołówki polskich drag queenów. M. Wiśniewska / Materiały prywatne
Postać drag queen już dawno przestała być na Zachodzie elementem wyłącznie gejowskiego folkloru i stała się częścią kultury masowej. U nas zaistniała dopiero w latach 90. Ale ten folklor rozkwita.
Wszystko, co zarobi, wydaje na ciuchy i kosmetyki.M.Wiśniewska/Materiały prywatne Wszystko, co zarobi, wydaje na ciuchy i kosmetyki.
Kim występuje dla poklasku, z próżności, z chęci bycia kimś innym.M.Wiśniewska/Materiały prywatne Kim występuje dla poklasku, z próżności, z chęci bycia kimś innym.
Być dobrym drag queen nie jest łatwo.M.Wiśniewska/Materiały prywatne Być dobrym drag queen nie jest łatwo.

W potocznej wyobraźni gej jest mężczyzną o głosie księdza, który dochowuje celibatu, i o nieco baletowym sposobie poruszania się. I oto nagle tak funkcjonujący osobnik przebiera się za kobietę i występuje na scenie, jakby potęgując obraz zniewieścienia.

Wyśmiewacie się z naszej rzekomej niemęskości – płynnych ruchów, kręcenia zadkiem? Więc pokażemy to, co nam przypisujecie, w podniesieniu do potęgi. – Z punktu widzenia psychologicznego to forma oswajania, obracania społecznej presji w żart. Forma grupowego mechanizmu wyśmiewania stereotypów i braku akceptacji – mówi dr Katarzyna Bojarska, psycholożka z Uniwersytetu Gdańskiego.

Jeśli więc fryzura, to peruka: zwykle blond, przy której loki Violetty Villas są grzecznym uczesaniem. Jeśli rzęsy, to sięgające brwi.

W USA odbył się kiedyś marsz protestacyjny mężczyzn przeciw przemocy domowej. Panowie przeszli ulicami w damskich pantoflach, nie mogąc potem wyjść ze zdumienia, że kobiety noszą coś takiego, w dodatku na co dzień. Dragowie tymczasem tańczą na scenie na obcasach niebotycznych i koturnach piętrowych. Drag queen o pseudonimie Kim Lee twierdzi, że zdarzyło mu się zwichnąć nogę przy potknięciu, ale nigdy na wysokich obcasach i na scenie.

Hiperkokoty

Makijaż dragów to właściwie tynk na twarzy. Najpierw kryjące podkłady, żeby zatuszować ślady zarostu, potem paleta pudrów w różnych odcieniach, korektorów, kredek, różu, szminek, błyszczków, cieni na powieki. Trzeba fachowo ukryć mocny zarys żuchwy, by była optycznie bardziej kobieca, skorygować rozstaw oczu, brwi osadzić nieco niżej, perukę nałożyć tak, by czoło straciło męski kształt. Jeszcze grdyka. Tę można przykryć falbankami lub kołnierzem z piór. Na Zachodzie niektórzy dragowie defekty te korygują chirurgicznie, upodabniając na stałe twarze do kobiecych. U nas tych zabiegów na razie nie robią.

I penis. Jeśli drag zakłada obcisłe spodnie albo spódniczkę mini, jak to czynią elegantki w fachu, trzeba z nim coś zrobić. W życiu płodowym jądra dojrzewają w podbrzuszu, stopniowo przesuwając się do worka mosznowego. Dragowie pakują jądra na powrót powyżej moszny, potem układają penis w kroczu, naciągając nań pusty worek mosznowy i mocują całość odciętą krawędzią z gumowych lekarskich rękawiczek.

Albo przyklejają penisa taśmą lepiącą, co jest bolesne przy odrywaniu i wymaga demontażu przy pełnym pęcherzu. Później wystarczy już nałożyć za ciasne bawełniane majtki albo inny ściskający gorset dolny – i można tańczyć kankana.

Tego sposobu używają też transwestyci, którzy mają nieprzepartą potrzebę psychoseksualną wyruszania w miasto przebrani za kobietę.

Transwestyci wśród dragów zdarzają się rzadko. Choć często są żonaci i dzieciaci – na moment, godzinę, dzień, pragną stać się kobietami zewnętrznie i wewnętrznie. Jeśli chcą mieć dzieci, chowając jądra w podbrzuszu, muszą bać się niepłodności, co może grozić, bo jądra się tam przegrzewają. Dragów gejów prokreacja najczęściej nie obchodzi.

Dragowie, w odróżnieniu od transów, nie utożsamiają się z kobietą. Transy ubierają się jak zwyczajne kobiety z ulicy, dragowie – jak hiperkokoty. Ich suknie mienią się cekinami, powiewa szyfon i tiul, pióra, jaskrawe kwiaty, naszywki, kokardy, sztuczna biżuteria. Wszystko ma błyszczeć i mienić się – im bardziej, tym lepiej.

Składniki stroju nie mogą być od Sasa do Lasa, nawieszone na ciało byle jak. Widzowie są pod tym względem wybredni. Za przemyślane uchodzą kostiumy Jacka-Żakliny, miss gejowskiej publiczności, weteranki dragowej sceny, noszącej ogromnej pierścienie.

Na Zachodzie istnieją sklepy, wydawane są pisma z aktualnościami i modą dla nich. Nasi kupują dodatki i buty w sklepach dla kobiet. Mierząc pantofle nie omieszkają wyjaśniać ekspedientce, że to dla matki lub dziewczyny, które noszą rozmiary wielkie jak oni. Szaty nabywa się w magazynach teatralnych, ciucholandach, potem się je przerabia, upiększa, poszerza w ramionach, naddaje w biodrach.

Krawcowe trudno do tych przeróbek znaleźć, mówi Kim Lee. Nie mają wyobraźni do kiczu, przerysowania, nie czują stylu. Że ubiorowe rozpasanie musi się jednak mieścić w ramach konwencji. Kim Lee szyje sobie kreacje sam, ma ich pięćset, a trzyma je w wynajętej w tym celu kawalerce.

Drag nie może dać kilku występów w tej samej kreacji, oznaczałoby to brak szacunku dla publiki, ba, przy kilku piosenkach z rzędu powinien błyskawicznie się przebrać. Dlatego Kim, który jest szczupły, wkłada suknie jedną na drugą, „na cebulę”, zdejmując je przy kolejnych numerach.

Z podwiniętym penisem

Drag nie musi wyglądać jak szkieletowata modelka. Może być mocno przy kości, a nawet się jeszcze pogrubiać przez obfite marszczenia i potężne wkłady piersiowe.

Słynny Danny La Rue, który zrobił w Londynie oszałamiającą karierę, miał duże łapska, atletyczną figurę i dwa metry wzrostu. Stał się gwiazdą telewizji brytyjskiej, zarabiał krocie, występował przed Elżbietą II, a w jego lokalu pojawiały się znane osobistości, również niegejowskie.

Jednej z zachodnich drag zarzuca się, że wygląda jak żywa lalka Barbie – niebotyczne zgrabne nogi, słodka buźka, nikt nie uwierzyłby, że artystka w kostiumie kąpielowym to facet z podwiniętym penisem.

Rasowy drag nie może jednak do końca przestać być na scenie chłopem. Ukrywając męskość jednocześnie jej nie ukrywa. Polski drag Brygitte obfite owłosienie maskuje wkładając cieliste body, ale widać, że to mocno muskularny osobnik męski. Kim mówi, że pojawili się dragowie, którzy nie wkładają na przykład sztucznych piersi. Do połowy mężczyzna, od połowy kobieta. Kim uważa, że jest to perwersyjne i wypada z konwencji. Wszystko, co wchodzi w jej skład, jest grą między dragiem a widzami. On daje ze sceny znaki, puszcza oko, ironizuje, a widownia chwyta je i rozumie: rodzaj wspólnego kodu.

Występy dragów są starannie wyreżyserowane. Śpiewają z playbacku, a ściślej udają, że śpiewają oni, a nie piosenkarka z magnetofonu, układając perfekcyjnie usta w ślad za słowami piosenki. Rzadko się zdarza, że śpiewają sami.

Dragowie wymyślają scenariusze występów, wybierają piosenki, dobierają do nich kroki, ruchy, mimikę. Kim Lee może pokazać show rosyjski, ludowy (krakowiaka), orientalny. Brygitte wciela się w Królową Nocy Mozarta. Kiedy kończy się jej koloraturowa aria, stojący na scenie telefon zaczyna dzwonić. Ktoś telefonuje i domaga się zmiany repertuaru. Królowa Nocy wkłada okulary, eliminuje coś z garderoby w czarnych kolorach i przeistacza się w śpiewającą Gagę.

Choć to, co pokazują, jest starannie wyćwiczone, zdarza się, że improwizują w zależności od nastroju publiki. Daria Adamczyk, autorka pracy dyplomowej o drag queenach, napisanej pod kierunkiem prof. Marii Bejsert w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, pisze, że zaczepiają oni upatrzonych widzów, wdzięczą się do nich, trącają pokrytą cekinami torebką: nikt nie jest nietykalny, ja tu rządzę. Bywa, że przerywają konwencję. Zaczynają męskim głosem prawić obecnym na sali kobietom komplementy, dowcipkują, wyciągają plastikową pierś i pokazują publiczności.

Być dobrym drag queen nie jest łatwo. Liczących się w Polsce jest nie więcej niż dziesięciu. Próbuje w tym zaistnieć wielu nowych, ale najczęściej szybko znikają – mówi Kim Lee. Trzeba mieć do tego duszę showmana, sceniczną charyzmę, zdolności naśladowcze. To w gruncie rzeczy ciężka praca. Trzeba się nauczyć słów piosenki, sam sobie być reżyserem, menedżerem, choreografem, pomysłodawcą kostiumu. Samoukiem. Nie ma w Polsce szkół, jak na Zachodzie, gdzie bycia dragiem można się uczyć.

W ścisłej tajemnicy

Kokosów się na tym nie zbija. Kim Lee, który należy do czołówki dragów, wszystko, co zarobi, wydaje na ciuchy i na dobre kosmetyki, których zużywa kilogramy. Być może patrząc na dragów mężczyźni, także heterycy, nabrali śmiałości, żeby używać męskich pudrów, szminek, korektorów do twarzy, lakierów do paznokci, co, jeśli dyskretne, nie staje się już powodem drwin.

Kimowi z honorariów zostaje co najwyżej na wakacyjne wyjazdy. Pracuje jako tłumacz, z tego się utrzymuje. Brygitte jest handlowcem. Ktoś jest magazynierem w Tesco, ktoś sprzedawcą w sklepie. Wszyscy pracują, ale mechanika samochodowego, na przykład, mówi Kim, w tym gronie nie uświadczysz.

O występach wie zwykle niewiele osób – matki (czasem pomagają szyć kostiumy), kilku przyjaciół. Kim utrzymuje je w ścisłej tajemnicy, co o tyle jest łatwiejsze, że nikt by nie uwierzył, że wiotka gejsza na scenie, ślicznie tańcząca, to on. Urzędnik państwowy nie przyzna się do tego za nic w świecie. Dragiem był kiedyś nauczyciel historii. Rzecz się jakoś wydała i odtąd uczyć w szkole już nie mógł.

Trzeba kochać tę robotę. Kim występuje dla poklasku, z próżności, z chęci bycia kimś innym, co kończy się zresztą z chwilą zmycia makijażu. Znów jest wtedy sobą, mężczyzną, gejem, poważnym tłumaczem, absolwentem fizyki uniwersyteckiej, byłym asystentem na tym wydziale, który przed ośmioma laty porzucił z powodu marnej płacy.

Występy bardzo zmieniają osobowość dragów, mówi Brygitte. Człowiek staje się bardziej otwarty, gubi nieśmiałość, kompleksy. Chciał być aktorem, nie wyszło. Od 16 lat występuje jednak na scenie. Mniej tańczy niż na przykład Kim, ale w mimice twarzy, w mowie ciała trudno mu dorównać.

Dragowie mają problem z partnerami do stałych związków. Niełatwo ich znajdują. Oni jakby się wstydzą dragów. Na scenie gej jest damsko-męskim, jakimś scenicznym biseksem, a geje biseksów nie lubią. Partner ma być mężczyzną, jak się patrzy, w każdej życiowej sytuacji. Coś na wzór XIX-wieczny. Poważny mężczyzna nie żenił się z komediantką grającą w przedstawieniach, to nie była kandydatka godna związku małżeńskiego. Ale lubił na nie patrzeć i oklaskiwać. Jak geje dragów w swych klubach. Najlepsi są magnesem przyciągającym gości do klubowych lokali.

U nas odbywają się już – popularne od dawna na Zachodzie – konkursy, na których wybiera się miss publiczności. Punktowany jest profesjonalizm – fryzura, makijaż, kostium, umiejętność parodystycznego naśladowania piosenkarek. Nasi dragowie wyszli już poza ściany gejowskich centrów rozrywki. Zaprasza się ich coraz częściej na wieczory panieńskie i kawalerskie, na huczne uroczystości domowe, na przykład imieniny, na weekendy korporacyjne, zjazdy branżowe, na festyny i dożynki.

Na tych imprezach heteroseksualni panowie, mówi Kim Lee, są lekko zażenowani: w końcu to ich płeć tak zdegradowano. A panie heteryczki szaleją – oto bądź co bądź mężczyzna przebrany za kobietę – śmieszny, kiczowaty, wygłupiający się – co za frajda!

Polityka 22.2011 (2809) z dnia 24.05.2011; Coś z życia; s. 104
Oryginalny tytuł tekstu: "Ja tu rządzę!"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną