Zabił pod specjalnym nadzorem

Zabójstwo o nieszczególnym natężeniu
Mieczysław J. z Sieradza od lat zapowiadał żonie śmierć. Na co prawidłowo i terminowo reagowały: policja, sądy, prokuratorzy, kuratorzy, opieka społeczna.
Sprawa państwa J. określana była w ich sądowej historii jako przewlekła sytuacja konfliktowa, ale o nieszczególnym natężeniu.
Steve Prezant/Corbis

Sprawa państwa J. określana była w ich sądowej historii jako przewlekła sytuacja konfliktowa, ale o nieszczególnym natężeniu.

Rzeczy działy się tylko na 31 m kw. mieszkania, na przestrzeni zbyt małej dla obojga, za zamkniętymi drzwiami.
Mirosław Gryń/Polityka

Rzeczy działy się tylko na 31 m kw. mieszkania, na przestrzeni zbyt małej dla obojga, za zamkniętymi drzwiami.

Wponiedziałek rano, po bardzo kłótliwym weekendzie (18 kwietnia 2011 r. – 7 dni przed Wielkanocą, 9 dni przed swoimi 77 urodzinami), Mieczysław J. zastrzelił żonę ze starego pistoletu typu czak. Znał się na takiej broni, przez 32 lata był milicjantem w Łodzi i Sieradzu, mieli czaki na wyposażeniu; odszedł ze służby w 1986 r.

Po zakończeniu długotrwałej wojny psychologicznej z żoną J. zastrzelił się sam.

W poniedziałek rano tydzień wcześniej powinien był zgłosić się na pół roku do więzienia, miał wyrok za nękanie żony. Sprawę państwa J. z Sieradza od lat znały sądy, prokuratury, kuratorzy, policja i opieka społeczna – każda z tych instytucji usiłowała im pomóc. Mimo to sprawa ta okazała się kroniką zapowiadanej śmierci.

1960, 1978, 1990

Mieczysław był fertyczny, męski, przyciągał wzrok. Służył w Marynarce Wojennej, ale pod koniec życia mu się myliło i mówił, że w piechocie morskiej. Czesława była o 8 lat młodsza. On, wiejski chłopak, po wojsku pracował jako nastawniczy na kolei przez dwa lata, ale powołanie życiowe odnalazł dopiero w milicji. Był funkcyjnym w aresztach, a także konwojował więźniów.

Pobrali się w 1960 r., mieli dwie córki i syna, w 1978 r. się rozwiedli, a w 1990 r. pobrali ponownie. Kiedy byli rozwiedzeni, mieszkali osobno, Mieczysław nie płacił alimentów. Upominanie się byłej żony o pieniądze na dzieci uważał za niehonorowe z jej strony. Musiał wkraczać komornik, państwo J. się kłócili.

Kiedy się zeszli, Mieczysław J. był już na emeryturze; ominęła go weryfikacja służb mundurowych, wydawał się spokojniejszy. Zamieszkali z Czesławą w resortowym (milicyjno-policyjnym) bloku w Sieradzu, gdzie on miał kawalerkę o powierzchni 31 m kw. z oknami na jasną stronę.

Drzwi w drzwi z rodzicami mieszkał syn państwa J. (były policjant) z żoną i dziećmi.

2005, 2006

W połowie lat 2000 Mieczysław J. poszerzył przestrzeń życiową o 3 m kw. Na klatce schodowej naprzeciwko mieszkania dodatkowymi ścianami wygrodzono komórkę bez okien, chronioną metalowymi drzwiami antywłamaniowymi. Miejsce to Mieczysław J. nazwał garderobą, przeniósł tam swoje ubrania. Często przebywał w garderobie. Czesława J. pozostała w kawalerce, ale mąż sugerował, że powinna się wyprowadzić. Dużo oglądała telewizji.

Mieczysław J. był bardzo schludny, ubrany w jasne kolory, miły. Gdy czystość stała się obsesją, pana J. widywano czyszczącego swój czysty samochód przed blokiem. Chodził sztywno, jakby nie chciał zdefasonować kantów na nogawkach.

W lipcu 2005 r., a następnie w sierpniu 2006 r., Mieczysław J. występował do sądu o ponowny rozwód z Czesławą. Pozew pierwszy wycofał sam. Przy drugim twierdził na sali sądowej, że chce mieć inną kobietę. Dramatyzował i perorował, aż mu sędzia zwrócił uwagę, żeby nie robił cyrku.

Czesława J. nie zgodziła się na rozwód.

2007

Czesława J. pozostała w pamięci sąsiadów z bloku resortowego w Sieradzu jako ta cicha. Oboje zresztą mili i cisi, ale na swoich 31 m kw. ożywiali się gwałtownie w przekleństwach i tajemniczych odgłosach spadających na podłogę sprzętów. Za małe mieli mieszkanie. Pod koniec życia Czesława J. znikała z domu na całe dnie. Pan J. zwiększył jeszcze pilność w czyszczeniu samochodu. Bliżej nikt nic nie wiedział (prywatne sprawy rodzinne, tajemnica ogniska domowego).

Ostatnie lata życia państwa J. pozostałyby tajemnicą, gdyby w październiku 2007 r. Czesława J. nie poskarżyła się na męża w prokuraturze. Arkadiusz Majewski, szef sieradzkiej prokuratury rejonowej, zapamiętał panią o kuli – już była zdecydowana mówić, bo bała się męża. Mówiła, że Mieczysław J. nęka ją psychicznie monologami o podtekście seksualnym, wymyśla jej przewinienia i wzywa na nią policję. Grozi, że jeśli ona się nie wyprowadzi, któregoś ranka wyniosą ją z domu martwą.

Od tej pory kronikę małżeństwa J. prowadziły skrupulatnie urzędy państwowe. Ciąg dat i prawnych zwrotów akcji w sprawie docierał do wiadomości kolejnych prokuratorów, sędziów, kuratorów i psychiatrów. Za radą prokuratora Majewskiego Czesława J. zgłosiła się po pomoc do psychologa w ośrodku pomocy społecznej.

Od 2007 r. pani J. zaczęła spędzać całe dnie w ośrodku interwencji kryzysowej, jadała tam obiady.

2008

Syn i córki powtarzały Czesławie J., że boją się o nią. Kiedy zdecydowała publicznie mówić, co się dzieje na 31 m kw. ich mieszkania, Mieczysław J. się zdziwił. Z prokuratury dostał „zakaz niepoprawnego zachowywania się” w stosunku do żony; był tym zdziwiony tak dalece, że się uspokoił. Ale sprawa sądowa ruszyła i tak (akt oskarżenia 31 marca 2008 r.) państwu J. przyznano kuratora sądowego.

Kronika sądowa odnotowała epizody wojny psychologicznej między państwem J. Panu J. się myliło i mówił: wojna psychiatryczna. Żona siedziała przed telewizorem, męża nie było w domu; ona szła do kuchenki zrobić sobie herbatę, on w tym czasie wracał i zmieniał kanał. Bili się o pilota do telewizora – on ją bił po ręce, ale mówił, że sam się bronił przed jej uderzeniami. Albo przychodził i pogłaśniał telewizor, bo był już głuchy (według niej, pogłaśniał ponad miarę przyzwoitości). Zapominał, gdzie co kładzie; oskarżał ją, że rozdała jego koszule (były w garderobie na klatce schodowej). Zgłosił policji, że żona ukradła mu 5 tys. zł, które miał ze sprzedaży wiaty parkingowej (pieniądze też były w garderobie).

I powtarzał: w nocy cię szlag trafi, wyniosą cię sztywną.

Kiedyś Mieczysław J. uznał, że żona schowała mu telefon komórkowy. Zagroził, że albo odda, albo on jej rozbije telefon stacjonarny. Poszedł odpiąć słuchawkę od kabla i wyszedł z nią do swojej garderoby. Czesława J. poszła za nim. On ją uderzył kijkiem do firan. Mówił, że ona jego (komórka była w szafie). Dzieci państwa J. zeznawały w sądzie przeciwko ojcu.

Mieczysława J. zbadali psychiatrzy. Okazało się, że miał znacznie ograniczoną poczytalność, skłonność do drażliwości. To nie choroba psychiczna, nie można było J. leczyć przymusowo. Natomiast była to okoliczność łagodząca (27 czerwca 2008 r. dostał sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata).

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj