Społeczeństwo

Polowanie na Iwonę

Jak IPN wytropił agentkę SB we własnych szeregach

Irena Gietka, teraz walczy w sądzie o przywrócenie dobrego imienia (oraz przywrócenie do pracy). Irena Gietka, teraz walczy w sądzie o przywrócenie dobrego imienia (oraz przywrócenie do pracy). Tadeusz Późniak / Polityka
Irena Gietka, urzędniczka działu kadr Instytutu Pamięci Narodowej, dostała dyscyplinarkę za złożenie nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego. Napisała, że nie współpracowała, ale w jej teczce było co innego.

Napisała, że nie współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, tymczasem z jej odnalezionej w archiwum teczki wynikało, że była zarejestrowanym kontaktem operacyjnym SB, nosiła pseudonim Iwona. W IPN pracowała od samego początku, prawie 10 lat. Robiła swoje, nie rzucając się specjalnie w oczy; dostawała nagrody za dobrą pracę (ostatnią od prezesa Janusza Kurtyki) i nawet odznaczenie państwowe z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z dnia na dzień spadła w otchłań. Dyscyplinarne wypowiedzenie, niesława.

Był grudzień 1986 r., gdy chorąży SB Tadeusz Michałowski złożył wniosek o zgodę na „opracowanie kandydata na kontakt operacyjny (k.o.)” Ireny Gietki, zastępcy kierownika wydziału społeczno-administracyjnego Urzędu Dzielnicowego Warszawa Praga Północ, prawniczki, niezamężnej, niewyjeżdżającej za granicę, interesującej się kinem, książkami i lubiącej gotować. Kandydatka „posiada dobrą prezencję, ma łatwość nawiązywania kontaktów, jest sumienna i zdyscyplinowana, cicha i spokojna, kulturalna, posiada poczucie humoru”. Cel pozyskania: ułatwianie możliwości operacyjnego dotarcia do ewidencji ludności, spraw meldunkowych oraz informacji z terenu wydziału społeczno-administracyjnego, czyli opiniowanie pracowników.

Po rozmowie z wytypowaną chorąży pisał: „G.I. stwierdziła, że ma duży szacunek dla pracy resortu spraw wewnętrznych”. Funkcjonariusz relacjonuje, że opowiedziała mu o swojej rodzinie i o tym, że ma dużo pracy w związku z komputeryzacją urzędu; poprosił o przygotowanie na następne spotkanie wykazów zameldowań cudzoziemców. Na zakończenie polecił jej podpisać zobowiązanie o zachowaniu treści rozmowy w tajemnicy.

Przełożonym przedstawił scenariusz rozmowy pozyskaniowej, jaką zamierzał przeprowadzić: najpierw tematy ogólne, potem nawiązanie do faktu, że wszystko, co kandydatka w życiu osiągnęła (studia, mieszkanie spółdzielcze), zawdzięcza „socjalistycznym zasadom ustrojowym naszego państwa”. Kiedy wyczuje – zapowiadał – że kandydatka jest przychylna, zaproponuje jej współpracę i pobierze zobowiązanie do współpracy.

W kolejnych notatkach k.o. Iwona ani razu nie wystąpiła jako źródło konkretnych informacji. Chorąży Michałowski nieustannie powtarzał, co ma być zadaniem współpracowniczki, nadmieniał, że Iwona podchodzi do współpracy z zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności za kraj, opisywał jej narzekania, że ma coraz więcej pracy i coraz mniej czasu. Tak, jakby zrzynał te frazy ze swoich poprzednich raportów. A po tzw. rozmowie pozyskaniowej napisał szczerze, że nie uzyskał od G.I. żadnych informacji.

3 stycznia 1989 r. Michałowski poprosił o zgodę na wydatkowanie z funduszu operacyjnego niedużej kwoty na kwiaty dla Iwony z okazji jej urodzin. Irena Gietka twierdzi, że nigdy kwiatów od esbeka nie dostała.

Najważniejsza notatka (jest koronnym dowodem obrony) została sporządzona 7 sierpnia 1989 r. Zapisano w niej, że zwyczajowe półgodzinne spotkanie odbył już nie chorąży, ale porucznik Michałowski w pokoju służbowym w Urzędzie Dzielnicowym Praga Północ. Iwona miała go poinformować, że w miejscu pracy panuje spokój, ale dużo mówi się o urynkowieniu gospodarki. Nowe ceny są szokiem, a towarów w sklepach jak nie było, tak nie ma.

We wrześniu 1989 r. por. Michałowskiego zastąpił podporucznik Janusz Węgrzyn, który cztery miesiące wcześniej skończył Wyższą Szkołę Oficerską w Legionowie. W swoich notatkach Iwonę oceniał identycznie jak poprzednik. Jednak już w listopadzie poprosił o zgodę na rozwiązanie współpracy i wyrejestrowanie Iwony, ponieważ kobieta odeszła z pracy – jak twierdził – we wrześniu.

To prawda, odeszła z urzędu, ale już 15 lutego 1989 r. Michałowski nie mógł więc odbyć z nią spotkania w pokoju służbowym 7 sierpnia, a Węgrzyn – we wrześniu. Napisali fałszywe notatki i raporty. Ten drugi, dzisiaj ważny świadek prokuratora Biura Lustracyjnego IPN Jarosława Skroka, Ireny Gietki nawet na oczy nie widział.

Twierdzi, że szczególnie napastliwy był chorąży Michałowski. Groził jej, że jeżeli nie podejmie współpracy z organami, wyleci z roboty. Po jednej z takich rozmów poszła do swojego kierownika i opowiedziała mu wszystko. Napisała prośbę o rozwiązanie umowy o pracę i podjęła – z początkiem 1989 r. – gorzej płatną pracę biurową w przedsiębiorstwie ZREMB.

Dziś Irena Gietka walczy przed sądem o przywrócenie do pracy w IPN. Czeka ją jeszcze Sąd Lustracyjny (prok. Skrok założył tam sprawę, ale jeszcze się nie zaczęła). Bo to nie IPN, ale Sąd Lustracyjny powinien orzec, czy Irena Gietka skłamała. I z wypowiedzeniem należało czekać do rozstrzygnięcia sądowego.

Prokurator jako dowodu użył teczki założonej przez SB, chociaż musiał wiedzieć, że jest, przynajmniej w części, kłamliwa. Miał przecież dostęp do akt personalnych Ireny Gietki, wiedział, kiedy odeszła z pracy na Pradze Północ i od kiedy nie mogła spotykać się z porucznikami Michałowskim i Węgrzynem. Oskarżył ją o kłamstwo lustracyjne mając świadomość, że podpiera się fałszywkami. Według esbeckich raportów, z k.o. Iwona odbyto 14 spotkań konspiracyjnych i pobrano dwa zobowiązania o zachowaniu w tajemnicy treści rozmów. Nie ma nawet śladu zobowiązania do współpracy! Prokurator uznał, że zobowiązania do zachowania w tajemnicy są tożsame ze zobowiązaniami do współpracy. O tym, że nie są, mógł dowiedzieć się od kolegów z IPN, historyków badających skomplikowane losy Polaków w PRL.

Prokurator nie wziął też pod uwagę zeznania przełożonego funkcjonariuszy Janusza Ołowskiego: „Irena Gietka mogła nie wiedzieć, że jest zarejestrowana jako kontakt operacyjny (...). Według mojej wiedzy urzędnik państwowy miał wtedy obowiązek udzielania informacji SB”.

W latach 80., wykonując dyrektywę ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka, SB tworzyła gigantyczną siatkę agentów. Funkcjonariuszy oceniano pod względem liczby zwerbowanych współpracowników. Zdarzało się, że fałszowali raporty i werbowali martwe dusze. Więc skromna urzędniczka Irena Gietka dwukrotnie padła ofiarą esbeków. Raz, kiedy uciekając przed nimi zmieniła pracę na gorszą. I po latach, gdy dopadł ją prokurator Skrok.

IPN to bezkompromisowa instytucja. W policji funkcjonariusz podejrzany o złe czyny jest zawieszany w obowiązkach do czasu prawomocnego wyroku sądowego. W IPN za podejrzenie o kłamstwo lustracyjne wyrok wydaje się na miejscu i bez odwołania.

 

Imię i nazwisko zainteresowanej ujawniamy za jej zgodą.

Polityka 26.2011 (2813) z dnia 20.06.2011; Coś z życia; s. 96
Oryginalny tytuł tekstu: "Polowanie na Iwonę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną