Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Żagań kopie

Żagań chce zarobić na Wielkiej Ucieczce

Scena kopania tunelu (który przykryty jest pleksiglasem). Reżyser (w białej koszuli) daje znak: Akcja! Scena kopania tunelu (który przykryty jest pleksiglasem). Reżyser (w białej koszuli) daje znak: Akcja! Stanisław Ciok / Polityka
To jest miasto bohaterów, mówi Burmistrz, trzeba ich tylko wydobyć na światło dzienne.
Żagań stawia na promocję poprzez historię.Stanisław Ciok/Polityka Żagań stawia na promocję poprzez historię.
Jeden z żagańskich chłopaków udający alianckich lotników, po lewej żołnierz z dykty.Stanisław Ciok/Polityka Jeden z żagańskich chłopaków udający alianckich lotników, po lewej żołnierz z dykty.
Teraz już ludzie więcej wiedzą o mieście, mówi Dyrektor, ale niedokładnie. Od lewej Dyrektor muzeum i Burmistrz.Stanisław Ciok/Polityka Teraz już ludzie więcej wiedzą o mieście, mówi Dyrektor, ale niedokładnie. Od lewej Dyrektor muzeum i Burmistrz.

Reżyser prosi o dodatkową lampę w tunelu.

Jolly chaps w białych kalesonach, lotnicy Królewskich Sił Powietrznych internowani w żagańskim Stalagu Luft III, kopali tunel, żeby uciec Niemcom w 1944 r. Zorganizowani byli doskonale: pod ziemię schodzili przez piec w baraku numer 104, jechali na przodek wózkami po torach zrobionych z desek prycz, powietrze płynęło do nich wężem z puszek po mleku. Tamten tunel – zwany Harrym – już nie istnieje.

Akcja, mówi Reżyser. Teraz kopie przed kamerą Przyszły Żołnierz, żagański chłopak, który chce być zawodowym wojskowym. Na brzegu wykopu czeka jego brat – akcji nie tworzy, bo za młody, posiada mundur radzieckiego kadeta, nie ŕ propos. W tunelu gorąco, przykryty jest on pleksiglasem – to tunel turystyczny, zbudowany przez szkołę mechaniczną. Ludzie kupują bilet do Muzeum Obozów Jenieckich w Żaganiu, włażą do tunelu, refleksję mają sloganową: czuć historię. Kiedyś na radzie miasta Burmistrz zagaił o promocji Żagania – jest marketingowcem, czyli raczej wie, co się dobrze sprzeda. Chór, zgłaszali rajcy, znany chór żeński Octava wypromuje Żagań. Fajnie, że babki chcą śpiewać, zgodził się Burmistrz. Ale potem mówił głównie o Stalagu Luft III, gdzie czuć historię. Chodziło o pieniądze na film dokumentalny o Wielkiej Ucieczce. Dlaczego nie na chodniki, pytała opozycja.

Reżyser daje znak, Przyszły Żołnierz przerywa kopanie. Miasto dokłada się do filmu.

Historia żagańska jest zastana, niepolska, mówi Dyrektor muzeum.

Ludzie napływowi, powojenni, ziemię dostawali. Dlatego może Australijczycy, Anglicy i Amerykanie mają filmy dokumentalne o wielkiej ucieczce tunelem, a Polacy dopiero swój robią. Hollywoodczycy nakręcili fabułę już w 1963 r. – chcieli kręcić w Żaganiu, ale Polska Ludowa się nie zgodziła, więc w Monachium. Słynna jest scena pościgu z tego filmu: kapitan Virgil Hilts – zwany The Cooler King – ucieka przed Niemcami na motorze. W prawdziwym stalagu cooler mówiło się na karcer. Film był przebojem na świecie, w Polsce także – tylko właśnie mało kto wiedział, że to historia żagańska. Ja o stalagu dowiedziałem się w wieku 29 lat, przyznaje Burmistrz.

Teraz już ludzie więcej wiedzą o mieście, mówi Dyrektor, ale niedokładnie. W spisie bohaterów żagańskich jest astronom Kepler, ale on mieszkał tu tylko dwa lata. Są pisarze Dumas i Balzac, kompozytor Liszt – dlatego, że bywali w żagańskim pałacu w gościach – ale jeszcze nie było tu Polski. Kiedy wreszcie w 1971 r. otwarto muzeum stalagu, w nazwie znalazło się słowo martyrologia. Jak obóz, to martyrologia – tak wówczas upamiętniała władza – każdy obóz kojarzyć się musiał z niemieckim ludobójstwem na miarę Auschwitz-Birkenau. U wejścia wciąż stoi pomnik: naga, chuda postać wygięta w dramatycznym spazmie. Że w Stalagu Luft III działały teatry, kabarety i chóry, baraki były dzielone na izby i skanalizowane, wyżywienie niezłe, komendantem obozu był weteran lotniczy z I wojny Friedrich von Lindainer-Wildau, który wobec alianckich jeńców lotników przestrzegał konwencji genewskiej – wspominać nie wypadało.

Nowym bohaterem Żagania jest Hydraulik.

Przebiera się na muzealnym parkingu w mundur komendanta von LindaineraWildau. Natychmiast przybywa mu powagi, prostuje się, ręce zakłada za plecami. Dwa lata temu Hydraulik założył Stowarzyszenie Historyczne Sagan. Sagan, czyli Żagań, ale zanim nastała tu Polska. I teraz zdarza się, że chodzą ulicami młodzi ludzie z SHS, przebrani w hitlerowskie mundury. Albo krasnoarmiejcy; albo polskie wojsko – to ludowe, wojenne – najłatwiejsze do udawania, bo ubiorowo to była własna inicjatywa, brakowało mundurów. Ale włożyć pierwszy raz na siebie mundur niemiecki, mówi Hydraulik, to jest przeżycie dziwne, moje pokolenie wychowane jest raczej na tym, że Niemca się tłucze. Przechodzą przez Żagań młodzi hitlerowcy. Potem idą Rosjanie, wśród nich dwie dziewczyny, nazywane przez kolegów Maruśkami. Polacy – nasi, ale z Ruskimi nadeszli ze wschodu. W Żaganiu nam historia mocno namieszała, mówi Hydraulik przebrany za komendanta Stalagu Luft III, był Wehrmacht, z wyzwoleniem przyszli Rosjanie, a potem pojawili się osadnicy z polskiej armii.

Kto idzie, zależy od frontu, wyjaśnia Przyszły Żołnierz, jak jedziemy rekonstruować bitwy, jest telefon od organizatora, kogo trzeba najbardziej. Bo zwykle Niemców za dużo, a brakuje Armii Czerwonej, która by z nimi zwyciężyła. Niewyczerpaną podaż mundurów oferuje Internet – szyte są współcześnie, na wzór tych z epoki. Najtańsze rosyjskie. Najdroższe niemieckie. Niemcy mieli bogate wyposażenie, mówi Hydraulik, to pociąga chłopaków. Padają chłopaki w szpanerskich niemieckich mundurach pod naporem masy radzieckiej, tuż po pierwszym Urrrrra! Niewiele mają zabawy. Padają nawet chętnie dobrzy Niemcy z dzisiejszego Cottbus, którzy udają swoich dziadków. U nich w kraju symbole hitlerowskie zabronione, u nas tylko niemile widziane. Publika bije brawo. Po rekonstrukcji Hydraulik szuka butów i prywatnego zegarka – te rzeczy zawsze rytualnie łupią mu zaprzyjaźnieni czerwonoarmiści.

Idą więc Niemcy przez miasto. Miasto przyzwyczajone do munduru, bo wojskowe, z wojska głównie żyjące, żona Hydraulika jest zawodowym żołnierzem. Maruśki idą, to czasem ktoś krzyknie: Katyń!, patriotycznie. Zależy od frontu. Alianci ostatnio jeżdżą do muzeum kręcić dokument.

 

 

Uwieczniamy się w filmie za darmo, mówi von Lindainer-Wildau.

Kręcimy, mówi Reżyser. Alianccy lotnicy szyją w barakach cywilne ubrania z koców, potrzebne do ucieczki tunelem. W 1943 r. były w Stalagu kopane trzy tunele: oprócz Harrego, jeszcze Tom i Dick. Toma odkryli Niemcy. Dick się nie udał, bo w miejscu jego zaplanowanego wylotu rozbudowywał się obóz. Budowę każdego zatwierdzał obozowy Komitet X, zatwierdził około stu projektów ucieczek. Lotnicy sił Jej Królewskiej Mości nie pracowali, nudzili się, ucieczki były sportem, wydarzeniem towarzyskim dla jolly chaps. Uciekali z żagańskiego stalagu przebrani za inspektorów Czerwonego Krzyża, mówi Dyrektor muzeum, albo podczepieni pod ciężarówkami. Wpadali, ale zyskiwali sławę. O koleżeńskim stosunku szefostwa obozu do jeńców świadczy drukowane obwieszczenie: zawiadamia się, że ucieczka z obozu przestaje być sportem (no longer a sport).

Tunel Harry miał 110 m długości. Uciekać miało 200 ludzi, ale akcja angażowała aż 600. Ktoś musiał głośno śpiewać w obozowym chórze, żeby zagłuszać hałasy przekopywania się. Ktoś musiał wystawiać Szekspira w teatrze, by dało się wsypać 70 ton ziemi pod siedzenia widowni. Musiał szyć ciuchy cywilne – oddzielnie dla uciekających pociągiem i pieszo. Akurat angielski lotnik ze Stowarzyszenia Historycznego Sagan wynosi ziemię w woreczkach ukrytych pod płaszczem – jak w oryginale. Pizza będzie po zdjęciach, mówi Kierowniczka Produkcji – prywatnie żona Reżysera.

Reżyser i Kierowniczka też się zamieszali w żagańską wielohistoryczność.

Długo mieszkali w Kanadzie, filmy kręcili w 87 krajach, aż kupili dwór pod Żaganiem i tu osiedli. Pałac – kiedyś należący do rodziny von Kottwitzów – w stanie przedagonalnym. Goście Reżyserów dziwili się ich śmiałej mieszkaniowej wizji. Ostrożnie pytali: A co tu będzie? Teraz dwór ożył, nawet do jego stajni wróciły konie. Ściany pałacu, lubi mówić Kierowniczka Produkcji, szepcą głosami pokoleń poprzednich lokatorów – jest to uczucie niezwykłe, odżywiające wyobraźnię. Dostojni Niemcy zyskują w domowym języku pary filmowców oswojone imiona: najstarsza pani von Kottwitz to babcia Kotwicowa, Charlotte jest Szarlotką. Koresponduje się i podejmuje obiadami związanych z pałacem krewnych Otto von Bismarcka.

Na żagańską wielohistoryczność składa się historia sagańskich rodów, tuż obok drugowojennej, stalagowej i wielkoucieczkowej, tuż obok współczesnej, żagańskiej – zagrożonej brakiem wykwalifikowanej kadry dla małych firm z miasta i odchudzaniem jednostki wojskowej. Żagań ma najsłynniejszy w Polsce poligon, wojsko to największy tutejszy pracodawca. Ale i tak jest lepiej niż za czasów armii niezawodowej, przekonuje Burmistrz. Zawodowy żołnierz z miastem się wiąże, bo tu zostaje na dłużej. Żołnierz zasadniczy natomiast, o którym mawiało się, że napędza koniunkturę – raczej ją hamował. Na przykład upiwszy się, żołnierz ten – dużą grupą przepustkową – demolował kosze na śmieci i latarnie. Powodował wysokie koszty, a wino zwykle pijał najtańsze.

Burmistrza na startowanie w wyborach namówił Hydraulik.

Burmistrz przyznaje, że się zdziwił, gdy go pierwszy raz wybrano w 2002 r. Dziennikarskie telefony indagujące: Jak się pan czuje?, odbierał żartobliwie. Miał 30 lat, pracował w banku. Za dwa lata wypadała 60 rocznica ucieczki ze Stalagu Luft III, sprawa wymagała marketingu. Burmistrz dzwonił do byłego dyrektora muzeum i pytał: Co planujecie? Ano, przyjadą kombatanci, będą kiełbaski – od słowa marketing dyrektor wolał słowo akademia. Na szybko wysyłaliśmy zaproszenia do ambasad, opowiada Burmistrz. Odpowiadali z wyrzutem: Co pan, Burmistrzu, na dwa tygodnie przed wysyła? Ale byli, rocznica się udała, promowanie Żagania za pomocą tunelu Harry wypalało. Burmistrz trafiał do spisu współczesnych bohaterów żagańskich. Pomysł na film dokumentalny też był Burmistrza, Burmistrz dzwonił do Reżysera.

Obecnie Burmistrz jest bohaterem lokalnej prasy z powodu dużej podwyżki pensji, jaką przyznała mu rada miejska, ale to już nie marketing historyczny, tylko Żagań na żywo.

Dyrektor muzeum jest piątym pancernym załogantem czołgu Rudy 102.

Napisał książkę o „Czterech pancernych i psie”, prezesuje fanklubowi serialu. To też historia żagańska, tu dzieło kręcili w latach 60. Dyrektor, jeszcze jako zwykły slawista, przyjechał do Żagania z Wrocławia. I został. Cicho, ale skutecznie wchodził w żagańskie środowisko – najpierw dogadał się z jednostką wojskową, całe dnie tam spędzał uwalany smarem, naprawiał czołg T-34, model taki sam jak Rudy 102. Następnie nauczył się go prowadzić, czyli został Grigorijem Saakaszwilim. Może iść do jednostki, odpalić, pojechać czołgiem na rekonstrukcję bitewną.

Najpierw Dyrektor poznał Burmistrza i Hydraulika – są w tym samym wieku. Potem pojawił się w jego orbicie Reżyser ze scenariuszem dokumentu o filmie „Czterej pancerni i pies” – zrobili go w 2009 r. Dyrektor przejął Muzeum Obozów Alianckich w Żaganiu dwa miesiące temu – wygrał konkurs. Zastanawiają się z Burmistrzem, jak tę lokalną historię sprzedać publice i Burmistrz mówi: może niech zwiedzający kopią ziemię do worków, na workach da się pieczęć muzealną? Albo czołgiem Dyrektora niech będzie wolno się przejechać za opłatą? Ożywić tu trzeba, mówi Dyrektor, żeby nie było tak archaicznie muzealnie.

Ostatnio była grupa angielskich policjantów na motorach, jechali trasą Wielkiej Ucieczki. Przyjeżdżają też Amerykanie, Norwegowie, Australijczycy. W 2004 r. Anglicy dokopali się do tunelu Dick, znajdowali puszki po mleku, przez które dostarczano powietrze kopaczom. Anglicy zbudowali replikę baraku Stalagu Luft III. Im sprzedawać historii nie trzeba – kolej na Polaków.

Nauczyciel wyczytał, że niektórzy jeńcy stalagu nosili fulary do mundurów.

Maruśka, koleżanka ze Stowarzyszenia Historycznego Sagan, wiąże mu ten fular. Dziewczyn w obozowych scenach filmu Reżysera nie trzeba, ale w ogóle w filmie będą. W mundurach i prywatnie. Ludziom z grupy stworzonej przez Hydraulika już się role wojenne wymieszały z piwem pitym w cywilu, w żagańskim pubie – zostali przyjaciółmi, a rekonstrukcje ich stylem życia. Nauczyciel poszukuje w Internecie ładownicy do pistoletu Mauser, co wzbogacić ma jego image w sekcji niemieckiej. W sekcji wojsko polskie, to ludowe, Nauczyciel zdobywał ostatnio Kołobrzeg. Wyskoczył do ataku na Niemców, miał przeżyć, ale nadepnął na własny płaszcz i się wywalił. W powietrzu słychać było eksplozję, więc wolno było wstać – przyjąwszy, że to podmuch przewrócił atakujących. Polacy mieli wygrać. Zawsze jest nas mniej, mówi Przyszły Żołnierz, a i tak zawsze zwyciężamy hitlerowca.

Wiosną 1944 tunelem Harry uciekło z żagańskiego stalagu 80 alianckich jeńców. Pierwsi, którzy wychodzili w lesie, dawali znać kolegom, że odległość jednak źle wymierzona i tunel kończy się za blisko ogrodzenia obozu. Miało uciec 200, ale Niemcy odkryli podkop. Hitler był wściekły – osobiście podpisał Sagan Befehl – rozstrzelać 50 schwytanych lotników, w tym sześciu Polaków z dywizjonów Królewskich Sił Powietrznych. Sprawców tej zbrodni wojennej alianci tropili aż do późnych lat 60.

Akcja, mówi Reżyser.

Żagańskie chłopaki z grupy Hydraulika, udający alianckich lotników, udających polskich robotników, uciekają przez las. Słychać: Halt, halt! W 1944 r. do domów dotarło tylko trzech uciekinierów Stalagu Luft III w Żaganiu: dwaj Norwegowie i Holender.

Wystąpili (w kolejności pojawiania się):
Burmistrz – Sławomir Kowal, Reżyser – Andrzej Karol Słodkowski, Przyszły Żołnierz – Piotr Frąckowiak, Dyrektor muzeum – Marek Łazarz, Virgil Hilts – Steve McQueen (w filmie „Wielka Ucieczka”, 1963 r.), Hydraulik, Friedrich von Lindainer-Wildau – Jarosław Krzystoń, Maruśki – Karolina Kraśnicka, Marta Bielejewska, Kierowniczka Produkcji – Elżbieta Ciszewska-Słodkowska, Nauczyciel – Marcin Truchlewski i inni.

Polityka 27.2011 (2814) z dnia 28.06.2011; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Żagań kopie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną