Związki partnerskie a dzieci

W związku z dzieckiem
W projekcie ustawy o związkach partnerskich największe kontrowersje budzi króciutki przepis o tym, kto po śmierci partnera powinien opiekować się jego osieroconym dzieckiem.
Zdaniem pomysłodawców związków partnerskich, również ta instytucja służyłaby ostatecznie ochronie dzieci – prawa dzieci niemałżeńskich powinna ona wręcz wzmocnić.
Matteo Bagnoli/Flickr CC by SA

Zdaniem pomysłodawców związków partnerskich, również ta instytucja służyłaby ostatecznie ochronie dzieci – prawa dzieci niemałżeńskich powinna ona wręcz wzmocnić.

Zwolennicy związków partnerskich utrzymują, że co najmniej 20 tys. polskich dzieci wychowuje się w związkach homoseksualnych, w których jeden z opiekunów jest biologicznym rodzicem. Gdy ów rodzic umrze nagle, może się zdarzyć, że dziecko – mogąc pozostać pod kuratelą partnera – trafi do domu dziecka.

W związku partnerskim – wedle projektu ustawy – osamotniony partner mógłby nadal opiekować się dzieckiem, tyle że dzieci ponadtrzynastoletnie musiałyby wyrazić na to zgodę. Potrzebna byłaby też zgoda drugiego żyjącego rodzica biologicznego. Jak podkreślają przeciwnicy ustawy – byłby ten przepis furtką do adoptowania dzieci przez pary homoseksualne.

Na temat tego, czy partnerzy, w tym homoseksualni, mogliby wystąpić o adopcję zupełnie obcego dziecka, ustawa milczy. Według badań opinii, 95 proc. Polaków jest temu przeciwnych. Nawet liberalni twórcy nowej ustawy mają wątpliwości. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka PO: – Nie uważamy, że homoseksualny opiekun dziecka byłby gorszy, ale przy braku społecznej akceptacji zafundowalibyśmy dzieciom w takiej rodzinie kolejny stres. A tego nie chcemy.

Jednak niezależnie od tego, jak ostatecznie wyglądać będzie ustawa o związkach partnerskich, drzwi do adopcji homoseksualnych zostały już otwarte. Uchwalona w tym roku ustawa o pieczy zastępczej (czyli wszelkich formach opieki nad osieroconymi dziećmi) jasno definiuje, kto może zostać rodzicem zastępczym: osoby odpowiednio przeszkolone, stabilne i odpowiedzialne. Sądy rodzinne nie mają prawa dyskryminować nikogo ze względu na preferencje seksualne. Zresztą, jak niby miałyby je sprawdzać? Jeśli chodzi o adopcję, to może się o nią starać także osoba samotna. I jej tożsamość płciowa nie powinna mieć dla sądu znaczenia.

Jeśli zaś zdarzają się takie nieszczęścia, że dziecko trafia do sierocińca, choć ma troskliwego opiekuna, to wynikają one z błędu sędziowskiego lub z niewydolności systemu opiekuńczego. Sąd rodzinny ma bowiem obowiązek zadbać o dobro dziecka i pozostawić je pod opieką osoby, z którą jest ono emocjonalnie związane. Ta więź musi być zdrowa, a osoba odpowiedzialna. Każda sprawa powinna być indywidualnie rozpatrzona, a preferencje płciowe kandydata na rodzica nie mogą mieć znaczenia.

Inne przepisy proponowanej ustawy o partnerstwie nie budzą już takich emocji. Oto spis podobieństw i różnic między małżeństwem i projektowanym partnerstwem w kwestii opieki nad dziećmi:

• inaczej niż małżonek partner nie nabywałby automatycznie praw ojcowskich. Musiałby uznać dziecko partnera lub sądownie ubiegać się o ojcowskie prawa;

• rodzice biologiczni, żyjący w związku partnerskim – tak jak w małżeństwie – równo powinni dzielić się opieką nad dzieckiem i łożyć na jego wychowanie, aż stanie się pełnoletnie. Nawet gdy się rozstaną;

• partner-rodzic, który odchodzi, powinien płacić dziecku alimenty. Opuszczony partner, inaczej niż małżonek, nie miałby jednak prawa do alimentów na swoje utrzymanie, tak więc sytuacja finansowa dziecka mogłaby być w tym przypadku gorsza niż małżeńskiego;

• razem ze swoim rodzicem dziecko mogłoby się starać o rentę po zmarłym partnerze;

• w związku partnerskim opiekun mógłby wziąć urlop opiekuńczy nad chorym dzieckiem,

• bez problemów pytać o zdrowie dziecka w szpitalu albo o jego postępy w szkole.

Partner oficjalnie będzie rodziną. Tyle że nowoczesną – tłumaczy Katarzyna Piekarska z SLD, przyznając jednocześnie, że podstawową cechą nowoczesnej rodziny byłby brak trwałości. Kiedy partnerzy uznają, że ich związek nie jest satysfakcjonujący – wystarczy wizyta u notariusza lub jednostronne oświadczenie woli. Wtedy, po sześciu miesiącach, nowoczesna rodzina przestałaby istnieć.

Małżeństwo zakłada trwanie na dobre i na złe, konieczność opieki nad małżonkiem i potomstwem. By uzyskać rozwód, trzeba się wciąż sporo natrudzić. Istotą związku partnerskiego jest natomiast przekonanie, że człowiek ma prawo żyć kolejno z wieloma partnerami, a dziecko może być wychowywane przez wielu opiekunów.

Badania psychologiczne dotyczące życia w rodzinach, w których rodzice zmieniają partnerów (tzw. multipartnerships), nie pozostawiają wątpliwości, że skomplikowane relacje między przyrodnim rodzeństwem, kolejnymi partnerami rodzica, częste przeprowadzki niedobrze wpływają na sytuację emocjonalną dzieci. Zwłaszcza że rodziców raczej nikt nie edukuje, jak przeprowadzać dzieci przez życiowe zawirowania suchą nogą.

Jednak konkubinat czy – nazwijmy to po polsku – wielopartnerstwo stały się po prostu zbyt oczywistym faktem społecznym, by państwo zamykało na to oczy. Pozostaje możliwie skuteczna ochrona dzieci. Służy jej wprowadzony ostatnio przepis rozwodowy: jeśli rozstająca się para ustali między sobą właściwy sposób opieki nad potomstwem, państwo zwróci połowę kosztów postępowania. To nagroda za odpowiedzialność.

Zdaniem pomysłodawców związków partnerskich, również ta instytucja służyłaby ostatecznie ochronie dzieci – prawa dzieci niemałżeńskich powinna ona wręcz wzmocnić. Państwo, konstytuując związek partnerski, komunikowałoby obywatelom: żyjcie, jak chcecie, ale opiekujcie się swoim dzieckiem.

W cyklu o związkach partnerskich do tej pory ukazały się: „Pary po nowemu” (POLITYKA 25), rozmowa z ministrem Bartoszem Arłukowiczem (26), „A teściowa?” (27).

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną