Nie dawaj prezentów na cmentarzu

Złość aż po grób
Grób miał być podarunkiem od Janiny D. dla zmarłej przyjaciółki Stefanii. W podzięce za wielkie serce oraz lata wsparcia. Pochowano Stefanię. A teraz mają ją z grobu eksmitować.
Grób, w którym Michał D. spoczął czasowo wraz ze Stefanią, od początku podobno nie był docelowy.
Martina Maul/PantherMedia

Grób, w którym Michał D. spoczął czasowo wraz ze Stefanią, od początku podobno nie był docelowy.

Perspektywy pośmiertne dla Stefanii są czarne: eksmisja z grobu, zapewne do kwatery o niskim standardzie.
Łukasz Rayski/Polityka

Perspektywy pośmiertne dla Stefanii są czarne: eksmisja z grobu, zapewne do kwatery o niskim standardzie.

Zalety grobu były oczywiste: mieścił się na zabytkowym cmentarzu Witomińskim w Gdyni, w uroczym miejscu nieopodal lipy. Wady prawne wydawały się błahe: w momencie darowania był już zasiedlony, spoczywał w nim Michał D., małżonek obdarowującej, ale sytuacja miała ulec zmianie w najbliższym sezonie jesienno-zimowym, kiedy to zgodnie z przepisami można przeprowadzać ekshumacje. Janina D. od lat planowała przenieść męża dwie alejki dalej, do grobowca rodzinnego. Zdążyła mu tam nawet postawić granitowy pomnik.

Grób, w którym Michał D. spoczął czasowo wraz ze Stefanią, od początku podobno nie był docelowy. Zakupiony został w latach 90. jako lokata kapitału. Michał D. zarabiał wówczas w walutach obcych jako marynarz, rodzina miała oszczędności, które Janina D. ulokowała właśnie w tej mogile, bo wszyscy znajomi tak inwestowali. Zakup przeprowadziła w tajemnicy przed Michałem. Mąż wyznawał bowiem w tej kwestii pogląd fatalistyczny: kupienie grobu przed śmiercią to kuszenie złego. Zwłaszcza gdy ma się już jeden – wspólny z teściami, ale zdolny pomieścić jeszcze nawet sześć osób. Z miejscem na dwa niezależne pomniki.

Mimo swej niewiedzy w kwestii zakupu grobu Michał D. zmarł nagle, krótko po transakcji, w lipcu 1993 r. Janina D. powie później, że właśnie śmierć męża tak ją przytłoczyła, że zamiast pochować go od razu z rodzicami (przerażona formalnościami związanymi z obecnością innych osób w krypcie), położyła go w lokacie kapitału.

Pogrzeb zrobiła wystawny i tak popadła w pierwsze długi. Potem jeszcze bardziej nie wystarczało jej na życie bez wsparcia mężowskiego. Z powodu rosnącego wciąż zadłużenia straciła mieszkanie. Wylądowała na ulicy. Okazało się wówczas, że ze wszystkich przyjaciół została jej już tylko Stefania P., wieloletnia sąsiadka, jeszcze z Gdyni. Stefania wspierała ją finansowo i rzeczowo, na jakiś czas wzięła pod swój dach. Załatwiła meldunek – u swojej córki w Rumi. A gdy Janina próbowała dziękować, Stefania obstawała, że tak się właśnie robi, bo trwająca ponad 50 lat przyjaźń zobowiązuje.

Prezent

Stefania P. też zmarła nagle, w lipcu 2004 r. Do jej córek przyszła wówczas Janina D.: chciałaby się odwdzięczyć za te lata pomocy, a wie, że to już naprawdę ostatnia możliwość. Zważywszy na swoją sytuację finansową za wiele nie może, ale ma dobry grób. A przecież Stefania chciała leżeć na cmentarzu Witomińskim. Więc może córki zgodziłyby się, aby Stefanię położyć na chwilę koło jej męża Michała? Jesienią przeniesie się męża do rodzinnego grobowca i wówczas Stefania będzie miała kwaterę dla siebie. Janina od dawna planuje przenosiny męża, tylko dotąd wciąż były inne priorytety finansowe.

Córki się zgodziły. Notariusz spisał umowę, w której Janina D. przekazuje nieodpłatnie grób murowany na cmentarzu Witomińskim jednej z dwóch córek Stefanii, Małgorzacie W., czyniąc ją jedyną dysponentką grobu. W umowie tej Janina zobowiązuje się również w najbliższym możliwym terminie zabrać męża z grobu na drodze ekshumacji i przenieść do grobowca rodzinnego. Na to samo zezwala Małgorzacie W. – tak na wszelki wypadek.

Ale sezon zimowy 2004 przeminął, a ekshumacji nie było. Bo Janina znów nie dała rady finansowo. Zaangażowała się w budowę pomnika dla męża nad grobowcem rodzinnym, żeby ludzie nie deptali po Michale, skracając sobie drogę obok grobu jej rodziców. Córki Stefanii mówią, że nie naciskały, bo kwatera była przecież darowana, a Janina szerokim gestem sama wzięła na siebie i koszt, i kłopot ekshumacji. Nie wypadało się upominać.

Powód

Aż w listopadzie 2005 r., odwiedzając mamę we Wszystkich Świętych, córki Stefanii spotkały nad jej grobem obcą kobietę, która przestawiła im się jako D., synowa leżącego w tej samej mogile Michała. Pani D. była bardzo wzburzona, że kogoś teściowi dochowali do grobu i odgrażała się, że jej mąż tak tej sprawy nie zostawi.

Córki pani P. zwróciły się do Janiny D. z prośbą o wyjaśnienia. Ta uspokajała: syn przedślubny Michała istnieje rzeczywiście, lecz jej zdaniem to mógł nie być nawet syn biologiczny. Nie utrzymywał kontaktów. Nie opiekował się ojcem w chorobie. Nie było go na pogrzebie. Objawił się już post factum, dołożył coś tam ze spadku na pomnik, a potem znowu zniknął na lata.

Andrzej D., syn Michała, nad swoją nieobecnością w życiu ojca ubolewa, ale przyczyn jest skłonny upatrywać w postawie jego żony Janiny. Ojciec prosił, by przychodzić do niego tylko przed szesnastą, gdy żony nie było w domu. Na pogrzebie syn był nieobecny fizycznie, lecz tylko z tego powodu, że stał akurat w porcie libijskim, będąc marynarzem, i dowiedział się o tej śmierci zbyt późno, by złapać jakiś lot. Za to spotkali się z wdową Janiną D. po podziale spadku. On, syn, oddał jej wszystko, co dostał po ojcu, na porządny pomnik. Na dzisiejsze jakieś 2,5 tys. zł.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną