Polski natchniony katolicyzm

Krzyż polski
Cuda, jak ten w Sokółce, są szczególną specjalnością polskiej wiary. Obok natchnionych mistyków, wiernych radykalniejszych od papieża i praktykujących ateistów. Oto nasz katolicyzm.
Warszawa marsz zwolenników natychmiastowej intronizacji Jezusa Chrystusa na króla Polski.
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

Warszawa marsz zwolenników natychmiastowej intronizacji Jezusa Chrystusa na króla Polski.

Cudowna hostia z Sokółki.
Piotr Mecik/SE/EAST NEWS

Cudowna hostia z Sokółki.

Chrystus krwawiący z Krosna.
Darek Delmanowicz/PAP

Chrystus krwawiący z Krosna.

Kamień z Lichenia ze śladami stóp Matki Boskiej.
Filip Ćwik/Newsweek/Reporter

Kamień z Lichenia ze śladami stóp Matki Boskiej.

Matka Boska na szybie wiejskiego domu w Lipnikach.
Zdzisław Lenkiewicz/PAP

Matka Boska na szybie wiejskiego domu w Lipnikach.

Centrum Sokółki na wszelki wypadek zamknięto na dwa dni. Wzdłuż ulic wyznaczono parkingi dla autokarów. Nie było wiadomo, ilu się spodziewać pielgrzymów, ale liczono na wielu. Miejscowa parafia św. Antoniego doczekała się uhonorowania swojej cudownej hostii. Trzy lata temu upuszczony na podłogę komunikant pokrył się małą czerwoną plamą.

Formalnie Kościół wciąż jeszcze cudu nie uznał – takie sprawy trwają. Ale dwóch niezależnych patomorfologów z Białegostoku napisało, że „przysłany materiał wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina”. Co prawda, w tym samym czasie kilku innych naukowców zwracało uwagę, że identyczne zjawisko – coś jak krwisty ślad na podłożu węglowodanowym – daje zwykła bakteria zwana pałeczką krwawą.

Jednak tabloidy zdążyły już odtrąbić, że jest prawdziwy cud – i stał się cud. Ponad tysiąc wiernych zaczęło zbierać się regularnie na mszach w kościele św. Antoniego. W niedzielę 2 października było ich kilka tysięcy. Patrzyli, jak po dywanie z kwiatów arcybiskup białostocki niesie cudowną hostię na ołtarz do tabernakulum. Mówili: siostro – bracie, zamiast: pani – panie, jak to zwykle przy cudach. Modlili się na kolanach. Płakali. Od metropolity białostockiego usłyszeli, że zostali wybrani. Że to wśród nich rodzi się na nowo nadzieja dla świata, bo Bóg jest wśród swojego ludu.

Lud

Polski katolicyzm wyróżnia się w Europie. Statystycznie bryluje ze swoimi 92–97 proc. oficjalnych katolików. Praktycznie jakby też: kościoły pustoszeją nieznacznie. Może trochę gorzej jest w kwestii powołań zakonnych, np. liczba kandydatek do życia klauzurowego oraz nowicjuszek spadła w 10 lat o połowę. Za to liczba przystępujących do komunii wzrasta. Wzrasta też atencja dla krzyża. Tej jesieni w warszawskim szpitalu im. Orłowskiego samotnie leżący w sali pacjent poprosił rodzinę o zdjęcie krzyża ze ściany. Pielęgniarka nakazała natychmiast odwiesić go na miejsce. Pacjent argumentował, że widok jest mu przykry – krzyż kojarzy mu się z cierpieniem przybitego do drewna człowieka. Ale nie został zrozumiany. Pielęgniarki, naradziwszy się, uznały, że zdjęcie krzyża ze ściany to profanacja, i zawiesiły z powrotem. Konflikt nie eskalował, ale tylko dlatego, że nowi pacjenci dokwaterowani do sali przegłosowali sprawę: życzą sobie mieć ten krzyż na ścianie – i koniec.

Badacze zwracają uwagę, że gdy porównać dzisiejszy polski katolicyzm z przedwojennym, nie widać istotniejszych różnic. Stworzony w latach 30. przez socjologa Stefana Czarnowskiego kwestionariusz cech typowych dla religii ludowych wciąż pasuje jak ulał, na czele z traktowaniem wiary jako wyznacznika narodowości (albo więcej – naszości) oraz z silnym kultem maryjnym i ogromnym wpływem elementów o charakterze magicznym. Lud musi zobaczyć, zostać wstrząśnięty cudem, by lepiej poczuć, że wierzy.

A cuda to polska specjalność. Sokółka to już mniej więcej 20 sanktuarium formalnie nieuznane przez Kościół, ale czczone z oddaniem przez katolików. Jest Oława z płaczącą Matką Boską na działkowej altance, którą w szczytowym momencie popularności odwiedzało nawet 200 tys. osób. I Kępa Gostecka z miejscem po odcisku na trawie stóp Matki Boskiej Róży Duchownej Prześladowanych i Terroryzowanych. A także Wykrot, Szczecin, Okonin, Tolkmicko, Ruda, Łask, Łaziska, Skoczowa czy Leżajsk.

Kościół próbował z początku blokować te cuda. W 1999 r. metropolita wrocławski posunął się wręcz do nałożenia interdyktu na wiernych modlących się w Oławie – ale bezskutecznie. Wierni jeździli dalej. Kościół więc po cichu, bez ostentacji, zmienił front. Już nie walczy z cudami, raczej wchłania nieuznane sanktuaria, biorąc stawiane wysiłkiem wiernych budynki pod opiekę. Deleguje księży do odprawiania mszy, zwykle raz w tygodniu. Zresztą nietrudno o takich, którzy równie gorliwie jak wierni wierzą w cuda.

Dr Ariel Zieliński z Torunia, badacz mirakularyzmu, szacuje liczbę osób regularnie wizytujących nieformalne sanktuaria na kilkaset tysięcy. Jeśli doliczyć wiernych odwiedzających sanktuaria oficjalnie uznane – jak Częstochowa, Św. Lipka czy Gierzwałd – może być nawet 1–4 mln ludzi. Z tendencją rosnącą, bo popyt na cuda się wzmaga. Tylko w ostatnich miesiącach ludzie tłumnie gromadzili się także w Krośnie pod figurą z krwawiącą koroną (krew po badaniach okazała się farbą), w Różanie i Żyrardowie, gdzie Matkę Boską widziano na drzewie, a także w Terespolu – bo płakała ikona.

Wizjonerzy

Niepotwierdzone cuda nie stanowiłyby pewnie aż takiego kłopotu dla hierarchów, gdyby nie kolejny element polsko-katolickiego folkloru – towarzyszący tym cudom wizjonerzy. Odbiorcy przekazów z góry, zwykle od Maryi, Jezusa albo kogoś ze świętych. Czczeni przez wiernych prawie na równi z samymi cudami. Zwykle pełnią jednocześnie funkcję założycieli cudownych sanktuariów.

Gdy w 1993 r., w uznaniu dla polskiego wkładu w dziedzinę mistycyzmu, wizjonerzy ze świata zjechali się do Oławy, było ich w sumie 12. Dziś tylko w Polsce jest około 20–30. Trudno powiedzieć, ilu na pewno, bo coraz częściej ukrywają się pod pseudonimami, których niekiedy być może używają wymiennie. Treści ich wizji i przekazów są łudząco podobne. Przyszłe kataklizmy, nawoływania do modlitw, rozliczanie polityków z obrony życia poczętego. Przestrogi przed Żydami, masonami, Niemcami, rozluźnianiem obyczajów, aborcją, eutanazją, a niekiedy także wyższym duchowieństwem. Forma – prosta. Matka Boża z Oławy mówi na przykład tak: „Mój synu, krążą różne orędzia, przekaż, że Matka Boża w butach nie chodzi, a takie orędzie krąży i są na nim narysowane buty. To jest oszczerstwo. Przekaż, aby ten, kto to rozpowszechnia, przeprosił Pana Jezusa i Matkę Bożą…”.

Orędzia prowadzą ze sobą rodzaj dialogu. Uwiarygodniają jednych wizjonerów (Matka Boska potwierdza, że w innych konkretnych orędziach też się wypowiedziała). Dyskredytują innych. Potem znów uwiarygodniają.

Wyjątkiem jest William Kamm, którego aktualnie większość polskich wizjonerów przestała uwiarygodniać. Także oficjalny Kościół ogłosił kamykowców sektą. Co jednak nie przeszkadza wiernym. Kamm, podpisujący się Mały Kamyk, mieszkający w Australii, mąż i ojciec, dostaje wizje od błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Z pomocą oddanych wiernych wizje te tłumaczy z angielskiego na polski – i drukuje. Jak pisze dr Ariel Zieliński, wyznawców Kamma jest w Polsce około tysiąca – ale z tendencją rosnącą. Wizjoner z powodzeniem zakłada w Polsce kolejne domy modlitwy pod prywatnymi adresami wyznawców.

Zrzeszeni

Podczas gdy na świecie katolicyzm postrzegany jest jako nurt chrześcijaństwa najbardziej tradycyjny, a więc zbierający ludzi zniechęconych nowymi trendami, jak posługa kobiet czy choćby udzielanie komunii na rękę, w Polsce dla wielu okazuje się zbyt liberalny. Poglądy Kamma są ultratradycyjne, łącznie z tym, że niewiasty nie powinny chadzać w spodniach. Na niepodległość wybijają się też właśnie zwolennicy intronizacji Chrystusa Króla (ponad 1,2 tys. osób), których najważniejszym dokonaniem jest postawienie w Świebodzinie gigantycznego posągu. Albo ksiądz Natanek (ponad 1 tys. wyznawców) – wykluczony przez Kościół z grona czynnych księży doktor teologii, domagający się m.in. uznania nadrzędności prawa Bożego nad prawem państwowym.

Na bardziej tradycyjny próbują też po swojemu zmieniać świat wyznawcy Radia Maryja. Ponad 900 tys. słuchaczy, w tym ok. 200 tys. członków Rodziny, od 15 lat karmionych przez rozgłośnię wizją Polski, którą trzeba ratować. Tu i teraz, bo „premier zobowiązał się w Izraelu, że nasi biedacy zapłacą bogatym Żydom za mienie zabrane im przez Niemców”, „trwa germańska inwazja na Polskę”, „nadciąga straszliwa homoseksualna cywilizacja śmierci i trzeba ratować kraj” – to próbka z ostatnich tygodni. Starzy, często samotni ludzie żyją w nieustannym poczuciu zagrożenia. Upewniani, że świat potrzebuje ich czynu. To zresztą kolejny polski paradoks, że w kraju, gdzie ponad 90 proc. stanowią katolicy, rosnąca grupa ludzi czuje się wyszydzana i prześladowana właśnie z powodu swego katolicyzmu i narodowości polskiej.

Walczą więc. Przez kilka lat procesów sądowych artystki Doroty Nieznalskiej – na każdej rozprawie. Na procesach piosenkarki Dody. Pod siedzibą Telewizji Polskiej, protestując przeciw pokazywaniu satanisty Nergala. Od przepychanek pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu zaczęła się wręcz seria ataków na dziennikarzy mediów uznanych za nie nasze. Podczas lipcowej pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę po raz pierwszy niewiele zabrakło do linczu. Tadeusz Rydzyk rzucił w eter zza ołtarza, że nieprzyjazne media są – i trzeba na nie uważać. Nieopodal modlących się stał wóz transmisyjny Polsat News. Nagle tłum wokół dziennikarzy zgęstniał, zaczęły się wyzwiska, w końcu jeden z mężczyzn wyrwał dziennikarce mikrofon i uderzył ją w twarz, a jedna z kobiet zabrała jej notatki. Uszkodzono kamerę, operator został pobity drzewcem od flagi. Zdołali się wyrwać i uciec. Powiadomili policję. Prokuratura bada sprawę z oskarżenia prywatnego. Dziennikarze przyznają, że choć pracują w zawodzie od ponad 10 lat, to był ten pierwszy raz, gdy naprawdę bali się o życie.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną