Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Z archiwum X

Poeta nie żyje, wiersze aresztowane

Jakub Serf vel Naftali Herc Kon, 1959 r. Jakub Serf vel Naftali Herc Kon, 1959 r. AP / EAST NEWS
Za swoją niepokorną twórczość Jakub Serf vel Naftali Herc Kon przesiedział w sumie kilkanaście lat, najpierw w sowieckich łagrach, potem w peerelowskim więzieniu. Do dziś dorobek poety znajduje się pod kluczem jako część akt sądowych.
Grupa żydowskich pisarzy z gazetą w języku jidysz 'Tshernovitser bleter' w 1928 lub 1929 r. Od lewej Itsik Manger , Josef Lerner, S. A. Sofer, Naftali Herc Kon.Archiwum prywatne Grupa żydowskich pisarzy z gazetą w języku jidysz "Tshernovitser bleter" w 1928 lub 1929 r. Od lewej Itsik Manger , Josef Lerner, S. A. Sofer, Naftali Herc Kon.
Jeden z wierszy poety.Czarek Sokołowski/AP/EAST NEWS Jeden z wierszy poety.

Pochodził z rumuńskich Czerniowiec, pisał w jidysz. W trakcie studiów filozoficznych w Austrii w 1929 r. lub w 1930 r. wybrał się nielegalnie do Polski i tu oczarował literacki salon żydowski, a także poznał swoją przyszłą żonę Lizę Goldman. Przedwojenna Polska nie była jednak gościnnym miejscem dla komunizujących Żydów, dwukrotnie go aresztowano i nakazano wyjazd. Dzięki znajomościom dostał wizę sowiecką i osiadł w Charkowie. Jego flirt z komunizmem zakończył się dość szybko: w 1938 r. skazano go na trzy lata łagru za działalność nacjonalistyczną skierowaną przeciwko władzy. W 1949 r. dostał kolejne 25 lat, ale na mocy amnestii wyszedł z więzienia po siedmiu latach, został nawet zrehabilitowany. Łagry zdewastowały go fizycznie i psychicznie (w aktach jest m.in. opinia lekarzy psychiatrów mówiąca o uszkodzeniu mózgu wywołanym biciem w głowę kamiennym blokiem), niemniej nie przestawał pisać. Zapisywał swe wiersze na szklanej tabliczce papierosem lub pastą do zębów, a gdy nauczył się ich na pamięć, ścierał je, robiąc miejsce nowym. Dopiero w Polsce, dokąd przyjechał latem 1959 r., spisał je na papierze. – To było odrodzenie wszystkiego, także warsztatu pisarskiego. Odnowił masę znajomości i korespondencję z pisarzami żydowskimi za granicą – mówi mieszkająca w USA córka poety Ina Lancman.

Szpieg i grafoman

Środowisko żydowskich literatów w Polsce przyjęło go z otwartymi ramionami, dostał pomoc w  urządzeniu się na warszawskich Bielanach, brylował na wieczorkach poetyckich, pisał do żydowskich gazet, podróżował do Rumunii, Węgier, Bułgarii i Czechosłowacji. Utrzymywał kontakty z dyplomatami izraelskimi, co wzbudziło podejrzenia Służby Bezpieczeństwa. Już w grudniu 1960 r. prokuratura wojskowa wytoczyła Konowi proces o szpiegostwo. W mieszkaniu przeprowadzono rewizję, zarekwirowano maszyny do pisania i  wszystkie zapiski poety. W akcie oskarżenia przeciwko Konowi nie ma jednak mowy o  szpiegostwie, lecz o  sporządzeniu i  kolportażu materiałów „szkalujących organa władzy państw socjalistycznych, a przez to mogące wyrządzić istotną szkodę interesom Państwa Polskiego”, za co poetę skazano na rok więzienia.

Akta procesowe to niezwykłe źródło wiedzy o  mechanizmach peerelowskiej sprawiedliwości. W  czasie procesu Konowi przez długi czas odmawiano opieki psychiatrycznej, próbowano go też zdeprecjonować jako poetę. W aktach sprawy znajduje się m.in. opinia urzędu cenzury, który oceniał zabezpieczony dorobek Kona. „Są to zionące nienawiścią pamflety polityczne wymierzone przeciw polityce narodowościowej Związku Radzieckiego i Rumuńskiej Republiki Ludowej – napisano w opinii. – Całość materiałów pisana jest z pozycji żydowskiego nacjonalisty, który kiedyś w  przeszłości być może był komunistą lub sympatyzował z ruchem lewicowym, a obecnie stał się syjonistą. Całość materiałów świadczy raczej o tym, że autor nigdy nie miał nic wspólnego z ruchem komunistycznym, lecz dla nadania większej autentyczności niektórym utworom tego rodzaju biografię dorobił”.

Dr Magdalena Ruta, badaczka literatury jidysz, z Uniwersytetu Jagiellońskiego: – Po wojnie przez Polskę przewinęło się ok. 50 twórców literatury jidysz różnej rangi. Czytając  ich twórczość, zwracamy uwagę nie tylko na stronę artystyczną, ale także na okoliczności, w jakich tworzyli. Z jednej strony zmagali się z doświadczeniami Zagłady, z drugiej żyli w ustroju totalitarnym, który również kulturze jidysz wyrządził wiele krzywd. W tym kontekście należy także oceniać twórczość Herca Kona, która może być ciekawym źródłem badania ogólnej historii, a także specyfiki doświadczenia żydowskiego tamtych czasów. Wśród odkrywanych wierszy mogą być rzeczy naprawdę ciekawe, również pod względem artystycznym. Mogą być, bo na razie żaden literaturoznawca twórczością Kona się nie zajął.

Sprawę aresztowania Kona przemilczała polska prasa, odnotowano to jedynie za granicą. Gdy wyszedł w 1962 r. z więzienia, jego wierszy nie chciały publikować nawet żydowskie gazety, wstrzymano druk jego książki, a władze nie pozwalały mu opuścić Polski aż do 1965 r. Dopiero w Izraelu opublikował zbiór wierszy, w tym odtworzone z pamięci utwory powstałe w łagrach. Zmarł w 1971 r., mając 61 lat.

 

 

Kopie za klejnoty

Prywatne śledztwo córek poety Iny Lancman i Vity Serf zaczęło się w 2005 r., gdy zwróciły się do IPN o informacje na temat ojca. Po dwóch latach IPN przysłał do mieszkającej w Nowym Jorku Iny zaświadczenie, że Herc Kon jest osobą pokrzywdzoną. Znalazły się też dokumenty potwierdzające, że poeta był prześladowany w PRL. W sumie ok. 2 tys. stron. – Wiedzieliśmy, że prowadzono sprawę karną, ale nie wiedzieliśmy, czy akta nadal istnieją, jaką mają sygnaturę – wspomina Tomasz T. Koncewicz, pełnomocnik córek Kona. Poszukiwania ruszyły pełną parą, gdy pod koniec zeszłego roku pełnomocnik otrzymał od Sądu Okręgowego w Warszawie informację, że akta sądowe znajdują się w Archiwum Państwowym m.st. Warszawy. Ryszard Wojtkowski, dyrektor stołecznego archiwum, przyznaje, że o dorobku Kona nie wiedział. – Mamy 21 km akt, w których znajdują się dokumenty z Warszawy i województwa mazowieckiego, nie wszystkie dokładnie opisane. Nie mogę znać zawartości każdej teczki.

Spór spadkobierczyń z archiwum toczy się o 15 tomów akt zawierających wyłącznie poematy, wiersze, notatki oraz prywatną korespondencję poety. Reszta, czyli trzy tomy, to akta procesu, jaki wytoczono poecie na początku lat 60., choć i te zawierają materiały prywatne. Problem w tym, że archiwum traktuje wszystkie 18 tomów jako akta sprawy i na razie nie dopuszcza zwrotu literackiej spuścizny poety. Według archiwum, dokumenty te są częścią państwowego zasobu archiwalnego, będącego pod prawną ochroną i nie jest ono w stanie „miarodajnie wyodrębnić części zgromadzonych przez sąd dowodów jako mających znaczenie w obrębie życia prywatnego”. Rodzinie poety archiwum oferuje więc „wierne reprodukcje” dokumentów. – Nie możemy się na to zgodzić. To tak jakby komuś skradziono klejnoty, a oddano kopie – uważa Ina Lancman.

Wiosną tego roku pełnomocnika poinformowano telefonicznie, że archiwum boi się precedensu. Nie mogąc doczekać się oficjalnej odpowiedzi, wystąpił na drogę sądową o nakazanie archiwum wydania spuścizny literackiej poety. Dyrektor stołecznego archiwum widzi to tak: – Do pełnomocnika nie wysłaliśmy żadnego pisma odmawiającego wydania tych dokumentów. Niuans oddaje sens strategii archiwum: nie wydaliśmy, ale też nie mówimy, że nie wydamy.

Trwały stan prawny

By lepiej zrozumieć zawiłości procesowe wokół literackiej spuścizny Kona, trzeba prześledzić serię wyroków wydanych w tej sprawie w latach 60. i obecnie. W 1963 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok pierwszej instancji, choć uznał poetę winnym wysłania za granicę artykułu „Socjalizm plus Syguranca”, opisującego obozy polityczne i obozy pracy dla Żydów w ówczesnej Rumunii (dokąd pojechał jako wysłannik wychodzącej w Polsce w języku jidysz gazety „Fołks Sztyme”). – Istnieje różnica między wyrokiem sądu wojewódzkiego, który orzekł, że cała twórczość Serfa ma charakter szkalujący, a wyrokiem Sądu Najwyższego w sprawie poety, który uznał, że za szkalowanie można uznać tylko upubliczniony artykuł. Oznacza to, że pozostała twórczość nie miała żadnego znaczenia dla odpowiedzialności karnej i w momencie prawomocnego zakończenia postępowania podlegała niezwłocznemu wydaniu właścicielowi – przekonuje mecenas Koncewicz.

Przy okazji wydawania wyroków żaden z sądów nie odniósł się do tego, co należy zrobić z zabranymi z jego domu materiałami. Dopiero w grudniu 1963 r. ówczesny sąd wojewódzki, odpowiadając na wniosek adwokata poety o zwrot jego dorobku, uznał, że „stanowią one dowód rzeczowy w sprawie i wobec tego powinny pozostać w aktach sprawy jako ich integralna część”.

Sprawę dorobku badały już dwie instancje sądowe. W czerwcu tego roku warszawski Sąd Okręgowy nie przyznał spadkobierczyniom racji, bo jego zdaniem postanowienie z grudnia 1963 r. w istocie pozbawiło poetę jego dorobku. Przychylił się tym samym do stanowiska Archiwum Państwowego m.st. Warszawy, które przed sądem dowodziło, że postanowienie z grudnia 1963 r. „stworzyło trwały stan prawny” i dlatego archiwum „w sposób formalnie poprawny weszło w posiadanie dokumentacji”. Archiwum przyznaje jednak, że nie może swobodnie dysponować przechowywanymi materiałami, bo jest jedynie ich depozytariuszem.

Wiersze kategorii A

Pełnomocnik złożył zażalenie do Sądu Apelacyjnego, w którym przekonywał, że Herc Kon i jego córki prawa własności jednak nie utracili. Twierdził również, że o ile zatrzymanie spuścizny literackiej w 1963 r. można tłumaczyć obowiązującym wówczas ustrojem i pokazowym charakterem procesu, o tyle Rzeczpospolita Polska i jej sądy muszą przywrócić równowagę i elementarne poczucie sprawiedliwości oraz godności zakłócone w czasach bezprawia PRL. Sąd Apelacyjny przyznał rację córkom, że orzeczenie o „pozostawieniu w aktach sprawy” nie wywołuje żadnych skutków własnościowych ani nie oznacza, że nie można tego wzruszyć, jak błędnie uznał sąd niższej instancji. Stwierdził zarazem, że akta sprawy Herca Kona są „materiałami archiwalnymi wchodzącymi do narodowego zasobu archiwalnego jako źródło informacji o wartości historycznej o działalności organów państwa”. Dlatego akta te podlegają ustawie o archiwach, więc ich dysponentem jest naczelny dyrektor archiwów państwowych, a nie sąd.

Sąd odsunął od siebie podjęcie decyzji w sprawie. Rzeczy prywatne wbrew prawu nie zostały niezwłocznie zwrócone właścicielowi po procesie 50 lat temu, a dziś sąd powinien to naprawić, a nie zasłaniać się archiwum – twierdzi pełnomocnik.

Zdaniem sądu jedynie wznowienie postępowania w sprawie Kona mogłoby zmienić los dokumentów, na przykład na drodze kasacji. – Wnioski o rehabilitację i kasację mamy przygotowane, ale to dla nas ostateczność, podobnie jak skarga przeciwko Polsce do Strasburga. W świetle jednoznacznego orzeczenia Sądu Apelacyjnego najprostszy jest wniosek do archiwum o niezwłoczne wydanie prywatnej własności – uważa pełnomocnik, dodając, że o sposobie działania archiwum w tej sprawie poinformował ministra kultury. Jak dotąd bez odpowiedzi.

Na razie końca sprawy nie widać. Zdaniem specjalisty od postępowania karnego prof. Stanisława Waltosia z UJ zdrowy rozsądek przemawia za tym, by dorobek literacki poety został przekazany spadkobierczyniom. Spore szanse na sukces dla rodziny poety widzi też mecenas Andrzej Herman, pełnomocnik rodziny Branickich toczących sądowy spór o zwrot pałacu w Wilanowie i pozostających tam pamiątek rodzinnych. – Podejrzewam jednak, że archiwum będzie traktować tę sprawę jak gorący kartofel – uważa. Sporne dokumenty opatrzone są archiwalną kategorią A, czyli należy przechowywać je wieczyście. Dyrektor Wojtkowski dodaje, że każda zainteresowana twórczością poety osoba może się z nią w archiwum zapoznać. Tyle że córki Naftalego Herca Kona chcą je po prostu odzyskać.

– Gdyby nasz ojciec dożył „nowej Polski” wystąpiłby o zwrot jego prywatnych materiałów. Nie dożył, więc zrobimy to za niego. I dla niego.

Przy pisaniu artykułu korzystałam m.in. z tekstu Karen Auerbach „Naftali Herc Kon – żydowski poeta w Polsce Ludowej”, opublikowanego w „Midraszu”, we wrześniu 2007 r.

Polityka 43.2011 (2830) z dnia 19.10.2011; Coś z życia; s. 98
Oryginalny tytuł tekstu: "Z archiwum X"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną