Ludzki pot – pociąga i odpycha zarazem

Jadę do ciebie, nie myj się
W przeszłości prawie się nie myto, bo uważano, że grozi to ciężkimi chorobami. Wszystko ma pachnieć, jak pachnie. Im silniej, tym lepiej. Dziś nie wyobrażamy sobie życia bez dezodorantu.
W 1888 r. pojawił się w USA pierwszy dezodorant, rozpoczynając nowy rozdział w walce z potem.
Getty Images/Flash Press Media

W 1888 r. pojawił się w USA pierwszy dezodorant, rozpoczynając nowy rozdział w walce z potem.

Jeszcze w końcu XIX w. kąpiel uważano za ryzykowną, brano ją zwykle na polecenie lekarza. Włosów się nie myło, ale czyściło suchym ręcznikiem i rozczesywało.
Rue des Archives/Tall/Forum

Jeszcze w końcu XIX w. kąpiel uważano za ryzykowną, brano ją zwykle na polecenie lekarza. Włosów się nie myło, ale czyściło suchym ręcznikiem i rozczesywało.

Dezodorant stał się jednym z głównych gadżetów codzienności i tematem rozważań socjologicznych, które coraz częściej zajmują się przedmiotami codziennego użytku. Dezodorant odziera nas z zapachu ciała, zatykając pory różną chemią, która odpada potem wraz ze złuszczającym się naskórkiem. Co przywodzi na myśl praktyki z ubiegłych wieków względem dzieci na przykład, które nacierano łojem, sproszkowanym ołowiem, papką pudru z winem i innymi maziami, żeby morowe powietrze, szalejące w okolicy, nie przeniknęło przez skórę. Po jakimś czasie łój z brudem odpadał sam płatami albo można go było, gdy stawał się sztywny, nieco odskrobać. Dzieci nigdy nie myto, bo mogłoby to sprowadzić na nie choroby, pozbawiając warstwy ochronnego brudu. Nie tylko dzieci.

Lecznicza moc

Naukowcy sprzed dwóch wieków i późniejsi dowodzili, że mężczyźni zażywający kąpieli tracą wigor, stając się podobni eunuchom, woda może uszkodzić płód myjących się ciężarnych, zgubna jest też w czasie połogu. Pannom grozi bezpłodnością. Ludzie chodzili zatem spowici w chmurę własnych zapachów. Pewien ciężko chory arystokrata posadzony wśród mocno pachnących sobą dziewic odzyskał zdrowie, naturalne zapachy miały bowiem moc leczniczą. Owe dziewice nie myły się, uchowaj Boże, nigdy. Również po wypróżnieniach podcierały się jedynie, jak wszyscy, mchem, słomą, liśćmi oraz rękami, które to – jak i nogi – myły tylko w razie niezbędnej konieczności, co zalecali lekarze. Niełatwo sobie wyobrazić, co mianowicie taką koniecznością wtedy być mogło.

Mycie się nie tylko groziło ciężkimi chorobami, rozmiękczając ciało, przez co miały one łatwy dostęp do jego wnętrza. Było sprzeczne z naturą. Każdy narząd, dowodził jeden z ówczesnych medyków, ma określony ciężar, sposób wzrastania i roztacza wokół siebie właściwy sobie zapach. Pogląd ten przez dwa stulecia, aż do końca XVIII w., powtarzali jak mantrę lekarze. Wszystko ma pachnieć, jak pachnie. Im silniej, tym lepiej, intensywność zapachów świadczy bowiem o sile, rasie i powabie osobnika.

Zapach spod pach ma siłę iście uwodzicielską, nie mówiąc już o zapachu spermy. Pewien arystokrata z zamku nad Loarą miał tę wydzielinę tak silnie pachnącą, że damy w jego obecności mdlały z żądzy. Krzepki woniejący mężczyzna, tracąc czas na czyszczenie ciała – pisał XVII-wieczny higienista – zniszczyłby siłę swego czaru. Kobieta także powinna strzec zapachu, nic bowiem nie budzi pożądania bardziej niż woń krwi menstruacyjnej i innych płynów ciała (krew ta ma moc niezwykłą, może warzyć mleko i psuć mięso, ale to z niej powstaje w macicy mleko, którym matka karmi z piersi dziecko).

Kobiety zawsze lubiły się jednak czymś mazać, mężczyźni też nie byli od tego, jak dowodzi przykład Egipcjan. Nacierali się olejkami – wyciągami z pachnących ziół, kwiatów i korzeni, co przejęły od nich Grecja i Rzym, gdzie kąpano się i też nacierano do woli.

Możni pachnieli inaczej

W Europie, w której stanem naturalnym było śmierdzieć, olejki, choć przywożone przez krzyżowców już w XII w., nie miały wzięcia. Kobiety gustowały w innych zapachach – w piżmie, substancji z gruczołu piżmowca, cybecie – z gruczołu przy odbycie kotowatego drapieżnika, ambrze wydzielanej z przewodu pokarmowego kaszalota. Były to ciężkie, przenikliwe wonie, nie na tyle jednak, żeby przykryć te naturalne. I tak jak gorset miał uwypuklić okrągłości ciała – pisze Alain Corbin w książce „We władzy wstrętu” – tak mazidła odzwierzęce powinny podkreślać zapach potu i wydzielin damy. Należało je nakładać od pępka w kierunku macicy, gdyż „wciągają wówczas swoją wonią macicę w dół po wstrząsach doznanych w czasie ataków duszności i waporów, odczuwanych przez damę” – tłumaczył medyk.

Szczególne upodobanie do piżma miała Józefina Bonaparte. Jej buduar pachniał wydzieliną piżmowca jeszcze przez 60 lat od czasu ostatniej aplikacji. Czasem się widać myła, choćby pudrem ryżowym, skoro cesarz wysłał jej z drogi list: „Jadę do ciebie, nie myj się”. Czy piżma używała Maria Walewska, tego nie wiemy, ale że się nie myła, to pewne. Kąpała się natomiast od czasu do czasu Barbara Radziwiłłówna i tym właśnie zgubnym nałogiem tłumaczono jej śmierć w rozkwicie lat. Mydło – wtedy mieszaninę wody z popiołem, czyli ług – uznawano za równie szkodliwe jak wodę, bo zmywało naturalną warstwę ochronną skóry.

Ponieważ śmierdzieli wszyscy, nie śmierdział nikt. Coraz bardziej natomiast śmierdziało otoczenie. Rozwijające się miasta, w których nocniki wylewano na ulicę, pełne łajna, odchodów ludzkich, śmieci i wszędobylskiego robactwa, przenikał ścinający z nóg odór. Subtelni, a majętni zaczęli się bać, że odór ten wypchnie ich naturalny zapach, który odorem wszak nie był. Smród – jak pisze Georges Vigarello w książce „Czystość i brud” – zaczął wadzić, lecz mniej niż smród sam w sobie, a bardziej – przejaw nieobyczajności. Noszenie niezmienianej miesiącami koszuli pod wierzchnim ubraniem było na porządku dziennym, liczyło się bowiem to, co na zewnątrz. Brud gasł w oczach patrzących pod haftami, szamerunkami, kokardami bogatego stroju.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną