Awers Ona mówiła o nim tata. On o niej mamuśka. Zasługi wobec państwa: troje dzieci, jedenaścioro wnuków. Całe życie razem w dosłownym znaczeniu – nikt we wsi nie widział, żeby kiedykolwiek poszli gdzieś bez siebie.
Rewers Tamtego dnia, kiedy to się stało, też poszli razem z rana na drogę. Miało przejeżdżać wesele. On robił bramę, to znaczy stanął w poprzek drogi, zagradzając przejazd. A ona czekała z boku, pilnie obserwując. Młodożeńcy dali dwie butelki, co ona skrupulatnie wyłapała.
Awers To była miłość od pierwszego wejrzenia. Był rok sześćdziesiąty pierwszy, on – stróż na kolei, lat 22, ona – pomoc kuchenna w ośrodku wypoczynkowym w miasteczku, o dwa lata starsza od niego. Mieli podobny stosunek do życia – afirmatywny. Z miejsca ślub.
Rewers Zamieszkali przy jego rodzicach. Którzy też byli pijący oraz zabawowi. Mamuśka i tatuś poszli tym samym śladem, porodziły się dzieci, zajęli się nimi sąsiedzi.
Właściwie nie wiadomo, dlaczego te dzieci tak im się udały. Jedno – aż w Warszawie, drugie – parę wsi dalej. Przyzwoite zawody, regularne dochody.
Idący w ruderę dom po jego rodzicach uratował ich najmłodszy syn. Gdy się ożenił, zrobili sobie pokój nad tatą i mamuśką, na poddaszu. Porodziły się dzieci. Po trzecim synowa liczyła, że wróci do pracy. Że dziećmi, jak to w lokalnym zwyczaju, zajmie się mamuśka, która akurat przeszła na wcześniejszą emeryturę. Jednak zaraz po tym tacie zlikwidowali miejsce pracy na kolei. A w zamian dostał świadczenie. Dużo wolnego czasu i regularne pieniądze – przed mamuśką i tatą otworzyły się nowe, wspólne perspektywy życiowe.