Społeczeństwo

Szczur

Wywiad z dziennikarzem, który wcielał się w mafiosa

Antonio Salas – prawdziwe nazwisko nieznane, mężczyzna po czterdziestce. Pracuje jako dziennikarz od wczesnej młodości. Jest autorem książkowych reportaży wcieleniowych: „Dziennik skina”, „Handlowałem kobietami” i „Palestyńczyk”. Antonio Salas – prawdziwe nazwisko nieznane, mężczyzna po czterdziestce. Pracuje jako dziennikarz od wczesnej młodości. Jest autorem książkowych reportaży wcieleniowych: „Dziennik skina”, „Handlowałem kobietami” i „Palestyńczyk”. Marcin Kołodziejczyk / Polityka
Rozmowa z hiszpańskim dziennikarzem Antoniem Salasem, autorem reportażowej książki „Handlowałem kobietami”, o międzynarodowej prostytucji i wcielaniu się w rolę mafiosa.
W Hiszpanii sutener wywozi dziewczynę za miasto, przystawia pistolet do głowy i naciska cyngiel. Mówi: następnym razem tam może być kula.indi.ca/Flickr CC by 2.0 W Hiszpanii sutener wywozi dziewczynę za miasto, przystawia pistolet do głowy i naciska cyngiel. Mówi: następnym razem tam może być kula.

Marcin Kołodziejczyk: – Przez półtora roku żył pan życiem gangstera, żeby od środka opisać, jak w Hiszpanii masowo handluje się kobietami do prostytucji. Co osiągnął pan tą książką?
Antonio Salas: – Było kilkanaście aresztowań w Murcji. Filmy, które nagrałem ukrytą kamerą, w tym ten, jak kupuję dziewczynę z Afryki od jej właściciela-alfonsa, policja użyła jako dowody w śledztwie. Ale procesy ciągle nie ruszyły. W Hiszpanii sprawiedliwość jest bardzo powolna.

Może pańska praca nie miała sensu?
Jestem rozczarowany i zły. W dodatku Mario Torres, meksykański diler narkotyków i kobiet, przeciw któremu zebrałem dowody, uciekł przed aresztowaniem.

W książce, do której materiał zbierał pan siedem lat temu, mówi pan, że nie wierzy już w instytucje państwowe, ale też w małżeństwo, w wierność. Ciągle tak pan uważa?
Teraz robię dziennikarskie śledztwo, w którym znowu zadaję się z ludźmi ze świata zorganizowanej prostytucji i narkobiznesu, i uważam, że te słowa są jeszcze bardziej aktualne, niż kiedy pisałem „Handlowałem kobietami”. Szczególnie jeśli chodzi o społeczną hipokryzję dotyczącą prostytucji.

Napisał pan, że widział w Hiszpanii domy publiczne, gdzie mężczyźni czekali w kolejkach do prostytutek. W Polsce ludzie będą podejrzewać, że to zmyślenie.
W Barcelonie jest burdel, w którym mężczyźni dosłownie pobierają z okienka numerki do prostytutek, jakby szli do kina. W Hiszpanii skala prostytucji jest ogromna. Różnica polega na tym, że Polska, Węgry, Rumunia i inne kraje wschodniej Europy są eksporterami kobiet do prostytucji, a Hiszpania, Włochy, Francja – importerami. Mnóstwo Polek pracuje w hiszpańskich burdelach, mają wielkie powodzenie wśród klientów.

Jest w Madrycie słynny na cały świat park Casa el Campo. Byłem tam wczoraj – za dnia pełno dzieci i staruszków, a nocą istny targ ciał. Władze nie wiedzą?
W hiszpańskim prawie prostytucja nie jest zabroniona, ale zabronione jest czerpanie z niej korzyści materialnej. Dlatego też mafia stosuje różne przekręty – na przykład burdel oficjalnie jest hotelem. Dziewczyny są gośćmi hotelu i mogą robić, co im się podoba. I wszyscy udają, że tego nie widzą.

Właściwie wykonuje pan policyjną robotę. Dlaczego policja się tym nie zajmuje?
Policja i politycy są zamieszani w ten biznes. Policja jest skorumpowana.

Schengen to chyba błogosławieństwo dla handlarzy kobietami?
Jasne, dziewczyny przyjeżdżają do Hiszpanii autobusami, bez żadnych problemów. A kobiety spoza Schengen – z Afryki, Ameryki Łacińskiej – jako turystki mają trzymiesięczne wizy. Czas mija, prostytutki stają się nielegalne – ich właściciele wykorzystują to, żeby je jeszcze bardziej uzależnić od siebie: jak cię złapie policja, będziesz miała kłopoty.

Więcej teraz Polek?
Na pewno, ale trudno się dokładnie zorientować. W tym świecie wszyscy kłamią: handlarze, policja i same prostytutki.

W książce opisał pan, jak proponuje Susy, kobiecie z Afryki, że odkupi ją od właściciela-alfonsa i będzie mogła wrócić do siebie, ale ona nie chce. Dlaczego woli być niewolnicą?
Większość dziewczyn, które zostają prostytutkami, pochodzi z dołów społecznych. Są bardzo przesądne, a handlarze zniewalają je poprzez strach. Ten strach różnie się materializuje – Afrykanki boją się czarów voodoo, a dziewczyny ze wschodniej Europy, że mafia skrzywdzi ich rodziny w kraju albo że zostaną grupowo zgwałcone. W Hiszpanii sutener wywozi dziewczynę za miasto, przystawia pistolet do głowy i naciska cyngiel. Mówi: następnym razem tam może być kula.

Mówi pan, jakby bycie prostytutką było stanem umysłu.
Coś się w tych dziewczynach psychologicznie załamuje. To przecież niemożliwe, żeby zachować zdrowie psychiczne, kiedy ma się od pięciu do piętnastu stosunków seksualnych codziennie.

Po książce o handlu kobietami niemal natychmiast, na sześć lat, wcielił się pan w terrorystę; książka „Palestyńczyk” wyszła rok temu. Widzę, że wciąż bawi się pan różańcem – to część roli?
Ten różaniec nazywa się tasbih. Jednym z głównych elementów mojego śledztwa było przejście na islam. Jestem teraz muzułmaninem.

Prawdziwym? Wierzy pan w Allaha?
Islam to nie tylko religia – to filozofia życia. Pracując nad „Handlowałem kobietami” zadawałem się z ludźmi, którzy dużo pili i palili – ja też musiałem. Byłem więc w okropnym stanie fizycznym. Po latach bycia muzułmaninem w pracy stwierdziłem, że zostaję przy tym. Wiara to teraz część mnie.

Dlaczego pakuje się pan w takie historie? Udawał pan także skina. To jest misja?
Praca to całe moje życie. Pracuję w ten sposób, więc nie mogę mieć innego. Ale jeśli piszą do mnie setki ludzi: skini, którzy po przeczytaniu mojej książki odeszli z bojówek, nawrócone prostytutki, młodzi uciekinierzy z terrorystycznych obozów szkoleniowych w Bejrucie – to czuję, że moja robota ma sens.

Kim pan właściwie jest pod tą maską? Znajomi wiedzą, kim pan jest?
Kiedy po bombach w Madrycie w 2004 r. zostałem Mohammadem Abdallahem, moja postać nie mogła pojawić się znikąd, ale musiała pojawić się w miarę szybko. Musiałem zbudować Abdallahowi wiarygodną historię. Czasem staram się pójść do kina czy restauracji, ale w prywatnym życiu tylko niewielu przyjaciół wie, kim jestem. Rodzice wiedzą. Mam status świadka koronnego. Mam przyznaną ochronę policyjną, moi rodzice też. Dlatego muszę żyć w niewielkim środowisku.

Po każdej książce coraz więcej ludzi chce pana dopaść. Internet huczy od plotek na ten temat.
Tak, wiem. Salas to Żyd, agent Mosadu, gej. Plotki tylko mi pomagają, bo wszystkie są chybione. Spowodowały bałagan. Byli ludzie, którzy na mnie polowali, ale zgubili się w Internecie.

Boi się pan?
Kiedy prowadzę śledztwo dziennikarskie, boję się, że zostanę odkryty, ale praca powoduje, że nie myślę o tym. Prawdziwe problemy zaczynają się z chwilą publikacji książki – wszystkie te maile z groźbami powodują, że zaczynam się bać. W dniu, w którym mnie odkryją, moja praca będzie skończona. Wcześniej czy później popełnię błąd, który spowoduje, że mnie odkryją. To tylko kwestia czasu.

Psychika panu nie szwankuje?
Do tej pory jakoś udawało mi się unikać psychologicznych konsekwencji tej pracy. Ale przy pracy nad „Palestyńczykiem” stwierdziłem, że muszę pójść do psychiatry. Oczywiście nie mogłem mu powiedzieć, kim jestem. Po czterech sesjach psychiatra zaproponował mi, żebym w ramach terapii napisał książkę.

rozmawiał w Madrycie Marcin Kołodziejczyk

Antonio Salas – prawdziwe nazwisko nieznane, mężczyzna po czterdziestce. Ukrywa swoją tożsamość od 12 lat. Pracuje jako dziennikarz od wczesnej młodości. Jest autorem książkowych reportaży wcieleniowych: „Dziennik skina”, „Handlowałem kobietami” i „Palestyńczyk”, oraz reportaży telewizyjnych. Pracuje nad czwartą książką. Znajomi mówią, że w restauracjach zawsze siada plecami do ściany i bacznie przygląda się wchodzącym. Wysyłają go na wakacje, ale nie chce jechać, bo pracuje.

„Handlowałem kobietami” ukazuje się w Polsce. W Hiszpanii książka wywołała skandal polityczny i obyczajowy. Autor opisuje mechanizmy działania światowej mafii handlu kobietami. Europa Wschodnia, w tym Polska, jest jednym z głównych rejonów werbowania kobiet do ­prostytucji.

Polityka 15.2012 (2854) z dnia 11.04.2012; Coś z życia; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Szczur"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną