Indianin znad Biebrzy - fotograf natury

Cień orła, szelest wilka
Legenda mówi, że kiedy miał 10 lat, wyszedł do lasu. Zamieszkał w szałasie i nigdy już stamtąd nie wrócił. Darek Karp – Indianin znad Biebrzy, znany na świecie fotograf natury.
Indianin czy nie, Karp zyskał w świecie renomę jako fotograf przyrody.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Indianin czy nie, Karp zyskał w świecie renomę jako fotograf przyrody.

Legenda głosi, że jako mały chłopiec poszedł w las i został na bagnach aż do dziś.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Legenda głosi, że jako mały chłopiec poszedł w las i został na bagnach aż do dziś.

Książki Maya, Coopera i Szklarskiego, które pochłaniał od przedszkola, z czasem uzupełniły przechowywane pod poduszką albumy Puchalskiego.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Książki Maya, Coopera i Szklarskiego, które pochłaniał od przedszkola, z czasem uzupełniły przechowywane pod poduszką albumy Puchalskiego.

Darek Karp pracuje dla prestiżowych agencji: angielskiej NPHA i amerykańskiej Animals, Animals.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Darek Karp pracuje dla prestiżowych agencji: angielskiej NPHA i amerykańskiej Animals, Animals.

Drukuje w centrali National Geographic, w magazynach niemieckich i francuskich.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Drukuje w centrali National Geographic, w magazynach niemieckich i francuskich.

Jego zdjęcia orlików grubodziobych zrobiły spore zamieszanie wśród polskich ornitologów.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Jego zdjęcia orlików grubodziobych zrobiły spore zamieszanie wśród polskich ornitologów.

Darek Karp - fotograf natury - ma wśród fachowców poważanie.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Darek Karp - fotograf natury - ma wśród fachowców poważanie.

Karpiowie mieszkają w Domu Trapera stojącym w lesie, wśród bagien.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Karpiowie mieszkają w Domu Trapera stojącym w lesie, wśród bagien.

Kiedy Darka Karpia widzą dzieci z miasta, stają z otwartymi buziami - jakby zobaczyły Winnetou.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Kiedy Darka Karpia widzą dzieci z miasta, stają z otwartymi buziami - jakby zobaczyły Winnetou.

Żona Beata i córki: Abigaile, Iza i Asia. Mają fajne dzieciństwo - uśmiecha się Darek.
Grupa Przyjaciół Karpia/Polityka

Żona Beata i córki: Abigaile, Iza i Asia. Mają fajne dzieciństwo - uśmiecha się Darek.

Zmarznięta ścieżka biegnie między ścianą sosen, prześwietlonych miękkim blaskiem porannego słońca, a szklistym od lodu rozlewiskiem, wzdłuż lasków, łąk, olsów, brzezin, krzaków i haberdzi. Zwierząt tu zatrzęsienie: łosi, jeleni, wilków, rysi, jenotów, a ptaków bez liku – są orły, sokoły, jastrzębie, błotniaki, krogulce, cietrzewie, puchacze. Czerwone Bagno – 40 km dziczy między Puszczą Augustowską a Biebrzańskim Parkiem Narodowym – to prawdziwy raj dla fotografa natury.

W pobliskim przysiółku Tajenko ludzie mówią o Darku Karpiu niewiele. – Żyje odosobniony, w lesie, na bagnach – z żoną i trojgiem dzieci. Czy on w ogóle studnię ma? – skrobie się w głowę sołtys Sobolewski.

Helena Sikorowa, która mieszka na skraju puszczy, czasem zagląda do Karpiów. – To miły chłopak, grzeczny, uszanowany i tak pięknie wygląda jako Indianin! – składa ręce w geście zachwytu. Kiedy wnuczka Sikorowej szła do komunii razem z córką Karpiów, Darek wszedł do kościoła w białym lnianym płaszczu, haftowanej tunice ze skóry jelenia i ręcznie robionych mokasynach; za pasem miał paradny tomahawk. – Cała wieś się patrzyła. A ja to byłam wniebowzięta...

Anna Gniedziejko, u której Wódz kupuje czasem jajka, wspomina, że dał jej w prezencie kalendarz ze zdjęciami zwierząt. – To sławny człowiek jest. Ornitolog albo coś takiego. Ale żyje jak nasi dziadowie…

Zmarznięta ścieżka skręca w bok. Przez tyralierę sosen widać dwa tipi, leżące w pryzmie łódki kanu, stertę porąbanego drzewa, a na końcu podwórka drewnianą chatę w stylu trapersko-indiańskim. Darek zbudował ją sam – pod wpływem natchnienia.

W Domu Trapera pachnie igliwiem i żywicą. Jest duży pokój dziecięcy z Internetem, sypialnia, salon z kominkiem i – a jakże – telewizorem. Wokoło stoją samodzielnie zrobione drewniane meble, na ścianach wiszą skóry zwierząt, tomahawki, noże, wizerunki plemiennych wodzów, wokoło leżą gniazda, rogi, czaszki, pióra, wypchane łasice, jest także czarno-biała fotografia młodego wojownika – który wygląda groźnie, majestatycznie i trochę nieziemsko.

Indianin czy nie, Karp zyskał w świecie renomę jako fotograf przyrody. Pracuje dla prestiżowych agencji: angielskiej NPHA – reprezentującej stu najlepszych fotografików natury – i amerykańskiej Animals, Animals. Drukuje w centrali National Geographic, w magazynach francuskich i niemieckich. Ma wśród fachowców poważanie.

Legenda głosi, że jako mały chłopiec poszedł w las i został na bagnach aż do dziś. Że przez tę swoją pasję nie ukończył szkół. Że jako pierwszy w Polsce udokumentował życie orłów. Że więcej wiedzą o nim w Londynie i Nowym Jorku niż w Augustowie czy Suwałkach.

I ty zostaniesz Indianinem

Od strony bagien szczekają psy, zarosłą ścieżką nadciąga mały pochód. Pierwsza idzie 13-letnia Asia, dalej 11-letnia Iza, a 2,5-letnia Abigaile wisi ojcu na szyi. Darek jest w klasycznym stroju północnoamerykańskich Indian. Na ramiona spadają mu długie, jasne włosy, przetykane gdzieniegdzie ostrą srebrną nitką.

Starsze dziewczynki grają w gry komputerowe. Abi siedzi przed telewizorem i ogląda bajki. Darek nastawia obiad, parzy kawę, posypuje pachnącą szarlotkę białym welonem cukru pudru. – Jakkolwiek patrzeć – uśmiecha się – mają fajne dzieciństwo.

Dzieciństwo Darka to była droga z kocich łbów, którą biegał do sklepu z kanką na mleko. To była droga do szkoły, którą pokonywał niespiesznie z tekturowym tornistrem na plecach. I droga do drewnianego kościółka, w którym służył do mszy. Chodził drogami wśród pachnących łąk, skrzeczących bajorek, umykających saren, dzikich ptaków. Natura wyrastała tuż za płotem.

Kiedy miał 10 lat, wyruszył na pierwszą samotną wyprawę do Puszczy Augustowskiej. Zabrał z domu jedzenie, nóż, tomahawk, na uroczysku zbudował szałas, rozpalił ognisko. – A potem byłem przerażony. Nie wiedziałem, że las nocą żyje. Poprzez ciemności dochodzi trzask łamanych gałęzi, pohukiwanie sów, łopot skrzydeł, odgłosy walki. I chociaż nie zmrużyłem oka, wierzyłem, że ta noc mnie zahartuje...

Książki Maya, Coopera i Szklarskiego, które pochłaniał od przedszkola, z czasem uzupełniły przechowywane pod poduszką albumy Puchalskiego. Najpierw rysował i notował, potem kupił enerdowskiego pentacona, żeby zapisywać swoje przeżycia. Powoli i niezdarnie wchodził w świat przyrody. Budował punkty obserwacyjne na czubkach sosen. Wdrapywał się bez asekuracji, budował domki, w których spędzał setki godzin. – Kiedyś zaglądnąłem do gniazda z czapelkami, nachyliłem się, jedna z nich walnęła dziobem w obiektyw. Aparat spadł, ja za nim, zatrzymałem się w locie na gałęziach.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną