Społeczeństwo

Gimbaza

Nowa mowa

Czyli gimnazjum. Dosłownie: baza, do której zjeżdżają gimbusy – w tym wypadku nie tylko te rozumiane jako pojazdy, ale raczej indywidua objęte jednym ze szczebli nowego polskiego systemu edukacyjnego. Wojciech Orliński, który na łamach „Gazety Wyborczej” zjawisko opisał niedawno dość szeroko, zdefiniował gimbazę jako „określenie całej demografii najmłodszych nieokrzesanych nastolatków”. Co nie zmienia faktu, że często wystarczy powiedzieć „gimnazjum przyszło”, żeby wzbudzić postrach, zaciekawienie lub zażenowanie, żeby podniosło się ciśnienie, ręce opadły, a głąb przestał się kojarzyć z kapustą.

Reklama

Czytaj także

Historia

Gasiłem getto. Świadectwo człowieka, który w czasie powstania w getcie pracował jako polski strażak

Któregoś dnia widziałem tak potworne wydarzenie, że prawie zemdlałem.

Janusz Ostrowski
04.11.2009
Reklama