Społeczeństwo

Sukienki w kratę

Co może czekać matkę Madzi, jeśli trafi do więzienia dla kobiet

Kobiety to tylko 3 proc. polskich więźniów. Ich przestępczość ma specyficzną strukturę. W 2004 r. co trzecia skazana była za zabójstwo; teraz to ok. 20 proc. Kobiety to tylko 3 proc. polskich więźniów. Ich przestępczość ma specyficzną strukturę. W 2004 r. co trzecia skazana była za zabójstwo; teraz to ok. 20 proc. Magic Media / Forum
Na początku Katarzyna W., mama Madzi, jako dzieciobójczyni będzie miała w więzieniu przechlapane, bo to samo dno hierarchii. Z czasem współosadzone powinny ją zaakceptować. Kobiece więzienia to osobny świat, w którym rządzą odmienne od męskich prawa.
Kiedy wchodzi się do celi, nie ma wątpliwości, że się jest u kobiet: firanki, kwiatki, różowe maskotki, haftowane serweteczki, obrazki, metalowe prycze przyozdobione falbankami.Mirosław Gryń/Polityka Kiedy wchodzi się do celi, nie ma wątpliwości, że się jest u kobiet: firanki, kwiatki, różowe maskotki, haftowane serweteczki, obrazki, metalowe prycze przyozdobione falbankami.
Zabójczynie kuchenne trzymają się razem. Mają wspólną terapię dla ofiar przemocy i poczucie wspólnego losu.Mirosław Gryń/Polityka Zabójczynie kuchenne trzymają się razem. Mają wspólną terapię dla ofiar przemocy i poczucie wspólnego losu.

Artykuł w wersji audio

Dla władz więzienia dzieciobójczyni celebrytka, której twarz zna cała Polska, to przekleństwo. O anonimowości nie ma mowy, a bezpieczeństwo zapewnić trzeba. Najczęściej początkowo osadza się je w pojedynczych, monitorowanych celach. A więźniarki i tak potrafią zaszczuć. Walą w ściany, miotają przekleństwa i obelgi. Tak też w areszcie śledczym powitano Katarzynę W.

Pamiętam dziewczynę z Katowic, która zabiła swojego synka. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Każda opinia biegłych stwierdzała co innego. To była perfekcjonistka, która przestała sobie radzić w pracy i domu. Opowiadała, że wstała tego dnia i poczuła, że dłużej nie wytrzyma. Poderżnęła gardło synkowi, próbowała zabić męża i popełnić samobójstwo – opowiada Simona Wójtowicz, kierowniczka penitencjarna Aresztu Śledczego w Nisku. – Pamiętam, jak ją do nas przywieźli z innego więzienia. Siedziała w kucki na łóżku kompletnie pognębiona i zastraszona. W poprzednim miejscu nikt z nią nie rozmawiał, nie wolno jej było jeść razem z innymi, wszystko, czego dotknęła, stawało się trefne. Koleżanki z celi nie dotykały nawet podłogi, gdy na niej stała. Schodziły z łóżek dopiero wtedy, gdy ona weszła na swoje. Włożyliśmy mnóstwo pracy, by zaczęła jakoś funkcjonować. Udało się, pracowała nawet w radiowęźle.

Lidia Olejnik, wieloletnia dyrektorka więzienia w Lublińcu, a obecnie szefowa Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Opolu, twierdzi, że bardzo pomocna jest w takich przypadkach kobieca skłonność do rozmowy. Więźniarki mają na to czas. Rozmawiają stale, zwierzają się sobie, a to sprawia, że agresja i niechęć stopniowo zanikają. Ważniejszy staje się człowiek niż paragraf. W Lublińcu mieli nawet przypadek dzieciobójczyni zatrudnionej w kuchni. To było całkowite złamanie więziennej normy, że z dzieciobójczynią się nie jada, a co dopiero mówić o zjedzeniu czegoś, czego dotknęła.

U mężczyzn to by było niemożliwe – przyznaje Paweł Moczydłowski, kryminolog, reformator więziennictwa po 1989 r. – Kobiety są bardziej elastyczne i tolerancyjne. Orientują się na relacje, a nie na kowbojskie historie.

Kawa i papierosy

Dziś także w męskich więzieniach podstawowej hierarchii nie wyznaczają artykuły Kodeksu karnego, ale pieniądze na wypiskę. Podstawową monetą więzienną są od dawna kawa i papierosy. Teraz także karty telefoniczne, bo komórek w celi mieć nie wolno. W więzieniach kobiecych ważne są także ciuchy i kosmetyki, ale ich wartość przelicza się na kawę i papierosy.

Teoretycznie nie wiadomo, kto za co trafił do aresztu czy więzienia. Służba więzienna trzyma te informacje w tajemnicy. Marzena, gdy pierwszy raz w życiu znalazła się w celi i spytała, jakie tu obowiązują zasady, usłyszała: przede wszystkim nie pytasz, kto za co siedzi. To nie pytała. Ale jak tylko któraś wyszła na chwilę, o niczym innym się nie mówiło. Plotki rozchodzą się błyskawicznie, więc wszystkie wiedzą wszystko o wszystkich.

Kobiety to tylko 3 proc. polskich więźniów. Ich przestępczość ma specyficzną strukturę. W 2004 r. co trzecia skazana była za zabójstwo; teraz ok. 20 proc. (wśród mężczyzn zabójcy to ok. 7 proc.). W większości przypadków są to tzw. zbrodnie kuchenne, dokonywane przez ofiary przemocy domowej. W ostatnich latach rośnie liczba rozbojów i kradzieży. Coraz młodsze dziewczyny z wyuczoną agresją wychodzą na ulicę, by rywalizować z mężczyznami. Wzrasta także przestępczość z powodów ekonomicznych: niespłacone kredyty, wyłudzenia, kradzież prądu.

Złodziejki i oszustki lokują się dość wysoko w więziennej hierarchii, bo postrzegane są jako sprytne i zaradne. Chyba że podkradają w celi, wtedy trafiają do grupy najbardziej znienawidzonych. Z kolei dla służby więziennej oszustki to jedna z trudniejszych kategorii osadzonych. Dyrektor aresztu w Nisku Sławomir Lubera mawia, że oszustwo to nie przestępstwo, lecz charakter.

Motają, manipulują, wykorzystują zwierzenia innych – opowiada. – Próbują wkradać się w łaski wychowawców, wiedzą, jak mu się podlizać, a potem opowiadają na oddziale, że go sobie owinęły wokół palca. Mniej doświadczeni pracownicy mogą się na to nabrać. A po wyjściu jadą do męża koleżanki z celi i próbują wyłudzić pieniądze na uchylenie aresztu.

Dzieciobójczynie to także kategoria trudna. Nie tylko dlatego, że trzeba chronić je przed agresją. Według badań przeprowadzonych w polskich więzieniach, są to zazwyczaj kobiety słabo wykształcone, biedne, z przemocowych, pijanych domów, uzależnione od partnera. Najczęściej ukrywają ciążę, rodzą w domu, komórce albo na dworze.

To specyficzna grupa, oporna w kontakcie. Zazwyczaj bagatelizują lub wypierają to, co zrobiły – mówi Lidia Olejnik. – Miałam w Lublińcu dziewczynę, która urodziła dziecko przy stacji benzynowej i porzuciła w kuble na śmieci, na 10-stopniowym mrozie. Nie rozumiała, że zrobiła coś złego, nie udało mi się do niej dotrzeć.

Dół więziennej hierarchii tworzą także skazane z art. 200, mówiącego o doprowadzeniu do obcowania płciowego osoby do 15 roku życia, oraz alimenciary, kobiety, którym odebrano prawa rodzicielskie, takie, które zaniedbywały dzieci albo znęcały się nad nimi.

Damy i więźniary

43 kobiety w Polsce odsiadują karę 25 lat więzienia. Skazanych na dożywocie jest 9. To sprawczynie głośnych, medialnych zbrodni: Monika „Osa” Osińska, zabójczyni Jolanty Brzozowskiej, Małgorzata Rozumecka, skazana za morderstwo dilerów Ery, czy Monika Szymańska, która wraz z kolegami torturowała i zamordowała maturzystę Tomka Jaworskiego. Zimne, egocentryczne socjopatki, trafiały do celi w nimbie silnych kobiet, o skłonnościach przywódczych. Z czasem wtapiają się w więzienne tło i razem z innymi chodzą na kursy krawieckie. Pracownicy penitencjarni przyznają jednak, że skazane na długoterminowe wyroki mają duży wpływ na atmosferę w kryminale. Z czasem stają się ekspertkami od więziennego życia, budzą respekt wśród współosadzonych, udzielają rad nowicjuszkom, pomagają ułożyć stosunki w celi.

Zabójczynie kuchenne trzymają się razem. Mają wspólną terapię dla ofiar przemocy i poczucie wspólnego losu. Bo ich historie są pisane jak przez kalkę. Po latach bicia i upokorzeń coś w nich pęka, łapią nóż, tłuczek do mięsa czy co tam jest pod ręką i walą na oślep. Nie chciały zabić, broniły się. Większość próbuje ratować swoją ofiarę, wzywają pomoc, nie zacierają śladów. Dostają zwykle od 8 do 10 lat, a ostatnio coraz częściej nawet poniżej 8. Chętnie współpracują, nie są zdemoralizowane, nie sprawiają problemów, personel je lubi. Współosadzone także; budzą współczucie, zrozumienie, ale i szacunek. W końcu zabiły swojego kata.

Stosunkowo nowa, ale rosnąca kategoria to damy gospodarcze – kobiety z wyższym wykształceniem, prowadzące działalność gospodarczą, zamieszane w afery czy przekręty, albo takie, którym po prostu powinęła się noga. Jest im bardzo trudno przystosować się do więzienia. Przyzwyczajone do luksusu, trafiają do ciasnej celi, mając do swojej dyspozycji parę metrów kwadratowych. Często starają się wywyższać, zachować autonomię, odmawiając wspólnych posiłków czy spacerów. Afiszują się z drogimi kosmetykami, a resztę to drażni.

Bywa, że zdemoralizowane więzienne dziewczyny poszarpią je na korytarzu czy spacerniaku, bo według nich w kryminale każdy jest równy – opowiada Lidia Olejnik. – Radzę damom, by jak najszybciej zapomniały o wolności i spróbowały wejść w nową rolę. Gdy się nie wywyższają, szybko zyskują duży autorytet i nawet stare recydywistki starają się przy nich kulturalnie wysławiać.

Simona Wójtowicz przyznaje, że z damami – w zależności od ich nastawienia – bywa albo bardzo trudno, albo bardzo łatwo.

One zazwyczaj coś potrafią, znają języki, są wykształcone. Staramy się to wykorzystać, nakłonić je, by dzieliły się tą wiedzą z innymi. Mieliśmy choćby przypadek, gdy pani po filologii polskiej uczyła czytać analfabetkę – opowiada.

Bunt i łzy

Dla każdego pierwszy pobyt w więzieniu jest szokiem, ale kobiety – co do tego specjaliści są zgodni – gorzej od mężczyzn znoszą izolację. Zwłaszcza gdy na wolności zostawiły dzieci. Bardziej tęsknią, przeżywają lęk, jak w domu sobie bez nich poradzą, czy mąż będzie czekał, czy w ogóle będą miały do czego wracać. Paradoksalnie nawet te, które od dawna mają dzieci w domach dziecka albo są skazane za ich zaniedbywanie, nagle przypominają sobie o własnym macierzyństwie. Godzinami piszą i ozdabiają listy, robią zabawki, rzucają palenie, żeby trochę odłożyć i kupić prezent w kantynie.

To może być trochę fałszywy obraz, bo kobiety, które latami zaniedbywały dzieci, nagle chcą się pokazać przed innymi jako wzór matki. Ale może być też tak, że więzienie skłoniło je do refleksji. Mają autentyczne poczucie straty i szczerze próbują nawiązać kontakt – ocenia Lidia Olejnik.

Do wyroku wszyscy koncentrują się na obronie. Dla tych, które na rozprawę czekają w areszcie śledczym, to trudny czas, bo zasady izolacji są tu ściśle przestrzegane. Wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym są limitowane, korespondencję cenzuruje prokuratura. Według Luizy Sałapy, rzeczniczki prasowej Służby Więziennej, po wyroku oswajanie się z więzieniem dzieli się na trzy etapy. Najpierw następuje okres buntu, negowania decyzji sądu, oskarżeń pod adresem wymiaru sprawiedliwości. Etap kolejny to rezygnacja, i ten jest najbardziej niebezpieczny, bo często towarzyszą mu stany depresyjne. Wreszcie – pogodzenie i szukanie niszy, która pozwoli przetrwać czas kary.

Nowe trafiają tu przerażone i w stanie histerii – opowiada Barbara Chamot, psycholożka z Niska. – Trzeba je podtrzymać na duchu, wyciszyć, a przede wszystkim wytłumaczyć, co je czeka. Bo one mają wizję więzienia rodem z amerykańskich filmów: kajdany na nogach, pomarańczowe kombinezony i wszechobecna przemoc.

Marzena przyznaje, że trochę tak było. Kiedy już wiedziała, że pójdzie siedzieć, próbowała się czegoś dowiedzieć na forach internetowych, ale panował tam pełen chaos. Nie miała zielonego pojęcia, co wolno w więzieniu, a czego nie; ma zabrać ubranie czy może dadzą pasiak. Wyobrażała sobie sforę degeneratek, które będą ją gnębić. Zaplątała się finansowo. Działalność gospodarcza jej nie wypaliła, ale nie powiedziała rodzinie ani słowa. Kredyty, oszustwa, wyłudzenia; brnęła z jednego przestępstwa w drugie. Niby wszystko drobne wyroki, ale jak się zsumowały, wyszło ponad 10 lat. Odpowiadała z wolnej stopy i trzymała wszystko w tajemnicy. Kiedy przyszło pismo, że ma się zgłosić do więzienia, żeby odbyć karę, mąż był w takim szoku, że nawet się z nią nie pożegnał. Ma kategorię P – pierwszy raz karana.

W celi przejściowej trafiłam na dziewczyny, które też były pierwszy raz. Gadałyśmy całymi nocami i było jakoś lżej – wspomina. – Potem siedziałam z długodystansowymi i to też było w porządku. Doświadczone, przyzwyczajone do więzienia, dawały poczucie bezpieczeństwa. Ale moje obawy nie były całkiem bezpodstawne. Do pracy chodziłam z recydywistkami od rozbojów. Sprzątałyśmy pomieszczenia administracyjne, a one podkradały tam, co się da. Zapowiadały, że jak je wydam, to mnie zniszczą. Kiedy dostałam w twarz, i to naprawdę konkretnie, poprosiłam, by mnie z nimi rozdzielili. Teraz jest w porządku. Jakoś się ustabilizowałam.

Marzena odsiedziała dopiero 7 miesięcy. Żeby nie zwariować, dzieli czas na etapy-cele: do pierwszego widzenia z mężem, które oboje przepłakali, nie mówiąc ani słowa, do kolejnych odwiedzin, do zakończenia sprawy, do świąt, pierwszych bez czwórki dzieci, które zostały w domu; przeżyć i nie rozpaść się. Teraz czeka na wyrok łączny. Może sąd da mniej niż te 10 lat, ale się nie nastawia z lęku przed rozczarowaniem.

Przyjaźń i kochanie

Kiedy wchodzi się do celi, nie ma wątpliwości, że się jest u kobiet: firanki, kwiatki, różowe maskotki, haftowane serweteczki, obrazki, metalowe prycze przyozdobione falbankami. Rozpaczliwe próby stworzenia namiastki domu. I harmider, znacznie większy niż na oddziałach męskich. W ciasnocie łatwo wybuchają kłótnie o wszystko. Wychowawcy muszą natychmiast wygaszać spory. Kobiety z reguły odbywają karę w systemie półotwartym, chyba że stopień demoralizacji lub względy bezpieczeństwa przemawiają za zamkniętym. Cele w ciągu dnia nie są zamykane, skazane mogą pracować na zewnątrz i brać udział w zajęciach organizowanych poza terenem jednostki. W systemie otwartym cele nie są zamykane także w nocy, nie ma limitów odwiedzin, a skazana może mieć przy sobie pieniądze (te z systemu półotwartego mają specjalne konta). Więzienne uniformy zniknęły już dawno. Chodzi się po cywilnemu i więźniarki bardzo dbają o to, by dobrze wyglądać. Ubierają się starannie, układają fryzury, robią makijaż; na korytarzu trudno odróżnić je od personelu. To jakoś pomaga zachować godność.

To dla nich bardzo ważne – mówi Lidia Olejnik. – Pamiętam, jeszcze w czasach mundurków, robiły cuda, żeby nie wyglądać tak samo. Skracały, zdobiły, robiły rozcięcia. Nie wolno było mieć kosmetyków, to się malowały długopisami czy zdrapaną ze ścian sproszkowaną farbą.

Nawet w czasach PRL w kobiecych więzieniach nie grypsowano na taką skalę jak w męskich. Były tzw. puszkujące, bo tak się kobieca grypsera nazywała, głównie młode dziewczyny, które przynosiły ten obyczaj z poprawczaków. Gitmany, w odróżnieniu od frajerzyc, próbowały naśladować męską formułę odsiadki. Trochę się tatuowały. Zdarzały się połyki, agresja, samookaleczenia. Dziś to raczej rzadkość.

W tamtych czasach wytworzyła się także w więzieniach ideologia nawijających – mówi Paweł Moczydłowski. – Rodzaj agresywnego „feminizmu”, według którego wszyscy mężczyźni to s...syny, piją, biją i są całkiem zbędni. Tylko bycie z drugą kobietą ma sens.

Wśród nawijających były „żony” i „mężowie”, podkładaczki, czyli więźniarki, które potrafiły skombinować dobra deficytowe i – nie dochowując zasady wierności – podrywały na nie coraz to inną koleżankę, oraz popaprańce – nawijające, które mimo to próbowały za pomocą grypsów flirtować z facetami (czyli „je popaprało”).

Te układy w jakiejś szczątkowej formie przetrwały do dziś – twierdzi Paweł Moczydłowski. – Ale większa otwartość, dostępność widzeń, kontakt ze światem zewnętrznym sprawia, że nie ma już takiego ciśnienia izolacji jak dawniej.

Związki homoseksualne w kobiecych więzieniach to jednak nadal codzienność i to na wiele większą skalę niż w męskich. Mają swoją specyfikę; nie są wymuszone, seks nie jest w nich narzędziem dominacji, przemocy czy poniżenia. Są nastawione na emocjonalną bliskość. Takie trochę: czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie, oddzielone miękką, płynną granicą.

Listy i telefony

Mijając Annę na ulicy, nie sposób się domyślić, że to podwójna dzieciobójczyni. Ładna, dyskretnie umalowana dwudziestoparolatka w drodze na lekcje w wieczorowym liceum. Miała 18 lat, kiedy poznała starszego, żonatego faceta. Romans, ciąża, ukrywana przed wszystkimi, domowy poród, zsyp na śmieci. Nikt się nie dowiedział. Za drugim razem miało być podobnie, ale domyśliła się przyjaciółka i doniosła policji, że była ciąża, a dziecka nie ma. Anna dostała 15 lat. Część kary odbywała w systemie zamkniętym. Teraz przeniesiono ją do półotwartego, dlatego może chodzić do szkoły.

Dla wielu skazanych kobiet, gdy już wejdą w trzeci etap odsiadki, czyli pogodzenie i szukanie niszy, więzienie jest okazją, by trochę ogarnąć własne życie. Przejść terapię dla uzależnionych, skończyć porzucone szkoły. W Nisku mają nawet dziewczynę, która dojeżdża na studia magisterskie do Warszawy. Idea, że więzienie ma służyć wyłącznie izolacji, to przeszłość. Chodzi o to, by przygotowywało do życia na wolności. Podczas odbywania kary kobiety zapisują się na kursy obsługi kas fiskalnych, florystyki, kosmetyczne, stylizacji paznokci, obsługi komputera, fryzjerstwa. Malują, haftują, robią zabawki. Pracują jako wolontariuszki w domach dla upośledzonych dzieci, osób starszych i przewlekle chorych. Biorą udział w programach terapeutycznych, gdzie uczą się, jak radzić sobie z własnym życiem i funkcjonować w społeczeństwie.

Mają stały kontakt z psychologiem, wychowawcą. Bez przerwy chcą rozmawiać – opowiada Simona Wójtowicz. – Dlatego trzeba uważnie postawić granicę, by nie zmieniło się to w rodzaj uzależnienia od szukania wsparcia i zrzucania problemów na innych. Zwłaszcza że dla wielu dziewczyn pochodzących z patologicznych rodzin więzienie jest pierwszym miejscem, gdzie otoczono je zainteresowaniem i opieką.

One nawet wychodzą inaczej niż mężczyźni. Za facetem zamyka się brama i szlus; nie pisze, nie dzwoni. Do Niska na Boże Narodzenie przychodzi góra kartek z życzeniami od dawnych podopiecznych. A telefon psychologów dzwoni bez przerwy: co słychać, czy pan Jurek już wyleczył kręgosłup, jak wytłumaczyć synowi, żeby nie wagarował. Ale to mężczyźni częściej wracają. Prawie połowa więźniów to recydywiści. Wśród kobiet – co czwarta.

 

Gdzie garują

Pozbawione wolności kobiety przebywają w 22 jednostkach penitencjarnych. Są to 4 areszty śledcze: w Ostródzie, Kamieniu Pomorskim, Lesznie i Nisku, 4 zakłady karne: w Grudziądzu, Czersku, Krzywańcu i Lublińcu. W 14 jednostkach męskich są wydzielone oddziały dla kobiet. Przy zakładach w Grudziądzu i Krzywańcu działają Domy dla Matki i Dziecka, gdzie skazane mogą przebywać razem ze swoim dzieckiem do czasu, gdy ukończy ono trzy lata. Ogółem skazanych i tymczasowo aresztowanych jest około 2500 kobiet. Najwięcej za kradzieże (450), zabójstwa (430) i rozbój (306).

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną