Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Alik

Aleksander Gudzowaty należał do najbardziej barwnych i oryginalnych ludzi, jakich spotkałem. Poznałem go na drugiej półkuli, w Chile, gdzie wśród Polonii krążyły o nim legendy. Jedna z nich na pewno była prawdziwa. Mianowicie Alik (jak nazywały go osoby z jego otoczenia) miał w Santiago wuja, Mieczysława Saburę. W czasach Polski Ludowej Sabura wspierał Alika, przysyłając mu od czasu do czasu niewielkie, ale w Polsce, kiedy dolar stał wysoko, pomocne sumy. Po upadku PRL, kiedy już wszyscy mieli paszporty, a niektórzy także pieniądze, „Gudzio” pojechał do Santiago de Chile i odwiedził wuja. „Każdy przelew od Ciebie zapisywałem – powiedział. – W sumie przez te lata uzbierało się tego tyle a tyle dolarów, które niniejszym Ci zwracam z podziękowaniem”. Kiedy po wyjściu Alika Sabura zajrzał do koperty, znalazł tam sumę… 10-krotnie wyższą od tej, jaką wysłał.

Wśród Polonii chilijskiej Gudzowaty znany był z dobrego serca. Do końca wspierał rodzinę Saburów, a także zaprzyjaźnioną z nimi rodzinę państwa Kwiatkowskich, którzy żadnymi jego krewnymi nie byli. Marian Kwiatkowski był duszą i animatorem życia polonijnego w Chile, założycielem Koła Polaków im. Jana Pawła II. Byli to wszystko ludzie w zaawansowanym wieku. Alik każdego roku wysyłał panu Marianowi bilet lotniczy do Polski. Z czasem, po śmierci pana Sabury i pani Kwiatkowskiej, wdowa Janina Sabura i owdowiały Marian Kwiatkowski pozostali na świecie sami. Aleksander Gudzowaty sprowadził oboje do Polski. Pani Janina zamieszkała w jego domu w Mariewie, a Marian Kwiatkowski urządzony został w pobliskim hospicjum, gdzie wkrótce zmarł.

To są fakty z życia Aleksandra Gudzowatego, szerzej nieznane. Wszyscy wiedzą, że był milionerem, „oligarchą”, jednym z najbogatszych Polaków i pionierów przedsiębiorczości.

Polityka 08.2013 (2896) z dnia 19.02.2013; Felietony; s. 96

Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Reklama