Stoch zwycięzcą na dużej skoczni

Kruczek i orły
Stoch jest pierwszym Polakiem (i trzecim skoczkiem na świecie), który na jednych igrzyskach dwa razy zdobył złoto.
Kamil Stoch, zdobywając w Soczi dwa złote medali, przeszedł do historii polskich skoków.
Michael Dalder/Reuters

Kamil Stoch, zdobywając w Soczi dwa złote medali, przeszedł do historii polskich skoków.

Łukasz Kruczek (dziś ma 38 lat) skoczkiem został z konieczności. Zaczynał, jak młodszy od niego o dwa lata Adam Małysz, od kombinacji norweskiej i nawet nieźle się zapowiadał.
Mateusz Jagielski/SE/EAST NEWS

Łukasz Kruczek (dziś ma 38 lat) skoczkiem został z konieczności. Zaczynał, jak młodszy od niego o dwa lata Adam Małysz, od kombinacji norweskiej i nawet nieźle się zapowiadał.

Jedno z ulubionych powiedzeń Kruczka brzmi: kto stoi, ten się cofa.
Marek Dybas/REPORTER/EAST NEWS

Jedno z ulubionych powiedzeń Kruczka brzmi: kto stoi, ten się cofa.

Kamil Stoch prowadził już po pierwszej serii konkursu na dużej skoczni w Soczi, skacząc 139 metrów. Liderem pozostał, choć w drugiej serii skoczył nieco bliżej – 132,5 m, metr krócej od Noriakiego Kasaiego. Wygrał niewielką różnicą punktów. To już drugi złoty medal dla Stocha w tych igrzyskach i – w sumie – czwarty dla Polski. Stoch przeszedł do historii jako pierwszy Polak, który podczas jednych igrzysk olimpijskich wywalczył wszystko, co się dało, w konkursach indywidualnych. Wielki sukces polskiej reprezentacji.

***

 

Trener Łukasz Kruczek podjął się trudnego zadania: udowodnić, że skoki narciarskie w Polsce nie skończyły się na Adamie Małyszu.

W listopadzie, po słabym początku pucharowego sezonu, trener Łukasz Kruczek zwołał naradę drużyny. Powiedział: jeśli moja dymisja ma pomóc, jestem gotów odejść. Ale dyskusji nie było – zawodnicy stanęli za nim murem. Znaleźli się jednak malkontenci, którzy przekonywali: trudno, żeby były słaby zawodnik był autorytetem dla młodych. – Dobrymi trenerami w skokach niemal bez wyjątku są przeciętni zawodnicy. Mają coś do udowodnienia – uważa Rafał Kot, były fizjoterapeuta kadry i współpracownik Kruczka.

Podskakujący student

Łukasz Kruczek (dziś ma 38 lat) skoczkiem został z konieczności. Zaczynał, podobnie zresztą jak młodszy od niego o dwa lata Adam Małysz, od kombinacji norweskiej i nawet nieźle się zapowiadał. Ale wtedy, w połowie lat 90., Polski Związek Narciarski nie miał pieniędzy. Trenerzy wyjeżdżali do pracy na Zachód. Kadry narodowe klecono w pośpiechu przed mistrzowskimi imprezami. W końcu trzeba było zdecydować: albo kombinacja, albo skoki. Wybrano skoki.

Łukasz zawęził więc specjalizację. Sukcesów nie miał ani przed wybuchem małyszomanii, ani w jej trakcie. Najlepszy wynik w karierze: trzecie miejsce w zawodach drużynowych Pucharu Świata. Poza tym regularnie kończył udział w zawodach na pierwszej serii. Apoloniusz Tajner, dziś prezes PZN, wtedy szkoleniowiec kadry: – Kilka razy odsunąłem go od drużyny, bo zaniżał poziom. Trenował właściwie sam, konsultując się telefonicznie. Jak robił postępy, wracał.

Głośniej o Kruczku robiło się co dwa lata, przy okazji uniwersjady – akademickich mistrzostw świata studentów, zawodów półamatorskich. Na trzech kolejnych zdobył cztery złote medale. Start w uniwersjadzie to był dla Kruczka trochę rozkaz, a trochę obowiązek, bo wśród skoczków narciarskich był jedynym studentem (katowicka AWF). Koledzy wybierali zawodówki, przekonani, że trzeba mieć fach w rękach, bo skoki im chleba nie dadzą. Ale Łukasz był typem umysłowym.

Trenerom nie podobało się, że wtrącał się do ich pracy i przebąkiwał, że sam siebie wyszkoliłby lepiej. Koledzy ze skoczni odnosili wrażenie, że jako student zadziera nosa. Miał ksywę Mega, bo robił wrażenie, jakby pozjadał wszystkie rozumy.

Na minie po Finie

Tuż po studiach Łukasz dostał propozycję asystowania Austriakowi Heinzowi Kuttinowi w pracy z kadrą juniorów. Kuttin, były mistrz świata, doświadczenie trenerskie miał niewielkie, ale wniósł do polskich skoków powiew profesjonalizmu. – Rozpisał pracę z podziałem na role, zwrócił uwagę na różne drobiazgi, niezbędne, by konkurować ze światem. Znaleźli z Łukaszem wspólny język, bo obaj są pragmatyczni – opowiada Rafał Kot.

Kruczek dodaje: – Nie można mówić, że Heinz przeszczepił do Polski system austriacki, bo do tego trzeba by nie tylko naszego odpowiednika tamtejszej kuźni talentów w Stams, lecz również finansowania kariery młodych skoczków przez rodziców. Ale Heinz nauczył mnie, że trener musi nie tylko szkolić, ale też szukać nowinek sprzętowych, współpracować z naukowcami i umieć wyciągać wnioski z podglądania rywali.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną