Kim jest warszawski podpalacz samochodowy?

Chłopiec z zapałkami
Prawdopodobne, że to Jacek T. od dwóch lat notorycznie podkłada w Warszawie ogień pod samochody. I co z nim zrobić? Zamknąć w areszcie, więzieniu czy wysłać na terapię?
Jacek T., podejrzany o podpalenia samochodów w Warszawie, spędził w areszcie 11 miesięcy.
Todd Gipstein/National Geographic Society/Corbis

Jacek T., podejrzany o podpalenia samochodów w Warszawie, spędził w areszcie 11 miesięcy.

Zniszczenie mienia o dużej wartości jest zagrożone karą do 10 lat więzienia.
billerr/Flickr CC by 2.0

Zniszczenie mienia o dużej wartości jest zagrożone karą do 10 lat więzienia.

W nocy z 23 na 24 lutego 2013 r. ktoś podpalił dwa auta na ul. Oleandrów. Następnej nocy na tej samej ulicy zapłonęło pięć samochodów. Tej drugiej nocy patrol policyjny zainteresował się mężczyzną siedzącym na pobliskim przystanku. Był nim Jacek T. lat 24, były student politologii, syn znanego adwokata, zagorzały kibic Legii Warszawa. Ekipa śledcza przywiozła psa tropiącego. Powąchał Jacka i poprowadził funkcjonariuszy na ul. Oleandrów, tam gdzie dogaszano auta. Według prokuratury to mocny dowód, świadczący, że sprawcą podpaleń był właśnie syn adwokata. Kilka tygodni wcześniej, dokładnie 9 stycznia 2013 r., decyzją sądu, po 11 miesiącach odsiadki, zwolniono go z aresztu. Prokuratura zarzucała mu podpalenia.

A konkretnie, że:

• 31 marca 2011 r. próbował podpalić boczne drzwi do siedziby Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, a wieczorem tego samego dnia podpalił kartony na osiedlu Gocław – zatrzymano go wtedy i zwolniono do domu. Przyznał się.

• W nocy z 20 na 21 kwietnia 2011 r. podpalił trzy auta w Ursusie. Zatrzymany niemalże na gorącym uczynku, przyznał się i znów został zwolniony.

• 21 lipca 2011 r. trzy samochody na ul. Oleandrów (następne w sierpniu). Nie przyznał się.

• W nocy z 6 na 7 stycznia 2012 r. podpalenia samochodów w Ursusie – nie przyznał się.

• Późnym wieczorem 18 lutego 2012 r. podpalił siedem samochodów na ul. Nowowiejskiej, Natolińskiej i Oleandrów. Nie przyznał się. Został aresztowany.

Akt oskarżenia był gotów już w sierpniu 2012 r. Policja twierdziła, że podejrzewa go o co najmniej 50 podpaleń samochodów. Badano akta starych zdarzeń, porównywano modus operandi sprawcy. Na razie jednak nie postawiono mu dodatkowych zarzutów. Za podpalenia aut w Ursusie w 2011 r. już ponad rok temu akt oskarżenia skierowano do sądu, ale rozprawa jeszcze się nie zaczęła. Podobnie jak w sprawie ubiegłorocznych pożarów. Śledztwo w sprawie najnowszej serii płonących aut na ul. Oleandrów dopiero się zaczęło.

Dzieciak w innej skórze

Z aresztu, pod koniec 2012 r., przysłał do naszej redakcji list. Pisał o bezsensie środka zapobiegawczego, jakim jest areszt śledczy. Siedział z kryminalistami. Czas mijał, a prokuratura praktycznie nie wykonywała już żadnych czynności. Chciałby, żeby sprawa jak najszybciej trafiła do sądu, bo co innego odbywać zasądzony wyrok, a nie siedzieć za kratami dla prokuratorskiej wygody. Ton jego listu był rozsądny, a opis aresztanckiej codzienności dramatyczny.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną