Społeczeństwo

Poszarpane struny

Jelenia Góra po morderstwie harfistki

Harfa to instrument w orkiestrze niezbędny, lecz wykorzystywany nie zawsze i rzadko pierwszoplanowy. Harfa to instrument w orkiestrze niezbędny, lecz wykorzystywany nie zawsze i rzadko pierwszoplanowy. Mirosław Gryń / Polityka
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał w mocy wyrok dożywocia dla Michała M. Mężczyzna ponad półtora roku temu w Filharmonii Dolnośląskiej zabił dwie osoby. 30-letni skazany o zwolnienie warunkowe będzie mógł się ubiegać po 40 latach.
Pierwszy koncert w Filharmonii Dolnośląskiej po podwójnym zabójstwie zagrano we wtorek 12 marca. Orkiestra nie wystąpiła.Forum Pierwszy koncert w Filharmonii Dolnośląskiej po podwójnym zabójstwie zagrano we wtorek 12 marca. Orkiestra nie wystąpiła.

[Tekst ukazał się w tygodniku POLITYKA w marcu 2013 r.]

Harfistki tak pracują. Ogrywają różne orkiestry. Śpią w wynajmowanych pokojach. Spotykają wyjątkowych artystów albo cudownych ludzi. Czasem złych.

Victoria (obca pisownia imienia uwarunkowana rodzinną tradycją) bardzo chciała zagrać w Meksyku. I zagrała. Zdeterminowana w spełnianiu swoich marzeń – mówią poetycznie muzycy. Sama zorganizowała recital, swój i kolegi flecisty. Przekonała Ambasadę RP, żeby objęła patronat w ramach inauguracji Roku Lutosławskiego. Jak na 25-letnią studentkę, niebagatelne dokonanie. Koledzy z warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego schodzili się do niej na konsultacje, z której strony za coś takiego się zabrać. To było miesiąc przed Jelenią Górą.

Pędziwiatr, czyli Michał M., zawsze stawiał się w pracy na czas. Bardzo szybko chodził. Techniczni przychodzą na siódmą, muzycy na dziewiątą, filharmonia to precyzyjny mechanizm – jeden trybik nawali, reszta się blokuje. W piątek, 8 marca, techniczni stali pod drzwiami odgrodzonymi policyjną taśmą jako pierwsi. Jeden szybko zauważył, że nie ma Pędziwiatra. Drugi syknął: Może to Michał zrobił? Ale pierwszy zaraz zaczął go strofować: Jak może myśleć coś takiego.

Potem znaleźli w filharmonii list: „Wszystko przez hazard. Poległem. Szukajcie mnie w piwnicy”. Sam Pędziwiatr jechał już jednak pociągiem relacji Wrocław–Kraków. Po kilku godzinach miał się znaleźć w innym pociągu: Katowice–Wrocław. Tam złapała go policja. Dość szybko przyznał się do podwójnego zabójstwa. Nie wiadomo, po co tak krążył.

***

Harfa to instrument w orkiestrze niezbędny, lecz wykorzystywany nie zawsze i rzadko pierwszoplanowy. Strunowy – szarpany. Bardzo trudny. 48 strun, a znaczenie ma sposób dotyku, miejsce muśnięcia, pociągnięcia. Siedem pedałów do zmiany tonacji.

Kierunek harfa kończy kilka–kilkanaście osób rocznie. Prawie wyłącznie kobiety. Takie trochę mniszki, a trochę cyganki, które jeszcze w szkołach spędzają samotne godziny w ćwiczeniówkach. Wielkie uzdolnienie w grze na tym instrumencie wykazywała tragiczna monarchini Maria Antonina, o czym wykładowcy wspominają mimochodem studiującym harfistkom. O Victorii mówią, że grała z wielką miłością i pasją. Wrażliwa. Ciągnęła ją też literatura. Może po mamie – filolożce i tłumaczce – poszła na polonistykę. Mówią też, że uwielbiała orkiestry, współpracowała z wieloma, polecały ją sobie nawzajem. Nie miała męża, chłopaka, spraw, które hamowałyby ją przed pożeraniem muzyki. Witkacowski typ – wielkie przymglone oczy, wyraziste rysy.

Choć w filharmoniach nie ma etatów dla harfistów, to zleceń nigdy nie brakuje. Miasta wręcz zabiegają, szukają. Gdy z Jeleniej Góry zadzwonili do biura koncertowego Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina (klucz: wieloletnia współpraca, liczne prowadzone razem projekty), czy ktoś z harfistów mógłby wesprzeć ich marcowy koncert, oczywiste było, by zapytać Victorię, jedną z dwóch studentek ostatniego roku. 27 lutego zagrała ostatni koncert – u siebie, na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie. „Niemieckie Requiem” Brahmsa. Monumentalne dzieło: orkiestra symfoniczna, organy, dwa chóry, soliści. „Objaw mi, Panie, jaki jest koniec mój, jaka jest miara dni moich, abym poznał, jak jestem znikomy” – śpiewano.

 

Nigdy nie była w Jeleniej Górze. Miała wolny termin. Promieniała. No i ta wyjątkowa sala, zaprojektowana na wzór słynnego berlińskiego Cyrku Karajana: amfiteatralna, fotele dla widzów otaczające orkiestrę, doskonała akustyka, niepowtarzalny klimat. Miejscowi melomani, ale też dużo turystów spędzających weekendy w Karpaczu i Szklarskiej Porębie.

W Filharmonii Dolnośląskiej pomyślano akurat propozycję o charakterze lżejszym – koncercie „Muzyczne pary”, dla przyjemności chcących muzycznie uczcić Dzień Kobiet. „Cyrulik Sewilski” Rossiniego, „Romeo i Julia” Czajkowskiego, „Tristan i Izolda” Wagnera, „Koncert na klarnet i orkiestrę smyczkową” Coplanda. Bilety po 30–40 zł – wyprzedane. 300 miejsc w głównej sali – zajęte. Honorarium dla doangażowanego muzyka standardowe – około tysiąca złotych.

***

Michał M. rozstawiał instrumenty, pulpity, nuty. Techniczny. W filharmonii pracował od trzech lat. Sumienny, rzetelny, ale trochę napięty. Dorabiał w ośrodku dla niepełnosprawnych, gdzie posadę załatwiła mu partnerka; w Jeleniej Górze mówią staroświecko – konkubina. Starsza od Michała. 12-letni syn dotknięty autyzmem, z napadami agresji. Chciała Pędziwiatra wyprowadzić na prostą, bo nie tylko przegrywał pensję na zakładach i automatach w sąsiadującym z filharmonią kasynie, ale też pił.

Ileś lat wcześniej brał. Rodzice wysłali go wtedy do katolickiego ośrodka odwykowego we Włoszech.

Jeszcze wcześniej we Wrocławiu, gdzie mieszkał, dorobił się kartoteki – rozbój. Kolegom chwalił się, że sprawdza się w ustawkach, w barwach ukochanego Śląska Wrocław. I że, jak go czasem ktoś zaczepi, szturchnie przykładowo na ulicy, to nie ma zmiłuj. „Przepraszam” nic nie załatwi.

Gdy zgłosił się do filharmonii, miał 26 lat. Opowiadał, że wcześniej uczył włoskiego w szkole językowej, a nauczył się języka pracując we Włoszech. Nie mówił, co tam robił, co to była za szkoła. Nie mówił, że ma na policji kartotekę. Tylko że – jak to w szkole – płacą mu za godziny, a on potrzebuje stałej pracy. No i chce zamieszkać w Jeleniej Górze z partnerką. Znał się na tenisie i szachach. Z ludźmi z filharmonii po godzinach grał w piłkę; we Wrocławiu był w amatorskiej drużynie.

Technicznym może być każdy, byle miał trochę siły. Trzeba ustawić instrumenty, rozłożyć i złożyć pulpity. Czasem coś naprawić, odpowietrzyć kaloryfer, pomalować ścianę. Jak się po Michała zadzwoniło, od razu przybiegał. Postawny, grzeczny, porządnie wyglądający. Jak trzeba było go postawić do przedzierania biletów, też pasował. Licealistki zagnane na koncerty przez szkoły zwykle go zaczepiały. Ale on, jak profesjonalista: zero reakcji, zero komentarza. Także potem, już na zapleczu, z kolegami.

 

Raz chce rzucić pracę, nie zjawia się przez kilka dni. Wraca. W filharmonii go przyjmują. Szkoda by było chłopaka.

Tej konkubinie czasem się ulewało na Michała M. Nie wpuszczała do domu. Na mieście mówią, że dekował się wtedy właśnie w filharmonii. Czasem nawet w towarzystwie. W filharmonii oficjalnie nic o tym nie wiedzą.

***

Victoria przyjeżdża do Jeleniej w środę. W czwartek ma próbę. Pędziwiatr przynosi jej nuty. Harfistka raczej go nie zauważa – tak powinno być, dobrego technicznego nie widać.

Śpi w pokoju 209, jednym z trzech pokojów gościnnych w filharmonii. Muzykom tam wygodnie, nie trzeba się nigdzie tłuc po nocy. Choć też trochę nieswojo w opustoszałym gmaszysku. Kilka razy Victoria dzwoni do mamy. Ostatni raz późno wieczorem. Że ta sala filharmonii faktycznie jest świetna, z zespołem dobrze się gra. Na pewno będzie fajny koncert – nazajutrz.

Pędziwiatr w tamten czwartek wieczorem był świeżo po wypłacie. Pił w pubie obok pracy. Ze strażnikiem wypalił papierosa. Potem zatłukł młotkiem noszonym stale w plecaku, między jednym miejscem pracy a drugim. Do harfistki przyszedł później. Na drzwiach nie ma śladów włamania. Robił tak, żeby ją bolało. Wyszedł po kilku godzinach.

Zmienił swoje zakrwawione ubrania, ale nie krył się przed monitoringiem.

W tym liście, który zostawił w filharmonii, napisał jeszcze, że A., czyli konkubina, nie jest temu winna.

Śledczy mówią, że ta zbrodnia to czyste zło – brak motywu, brak sensu w kolejnych krokach, brak zaburzeń.

***

Pierwszy koncert w Filharmonii Dolnośląskiej po podwójnym zabójstwie zagrano we wtorek 12 marca. Orkiestra nie wystąpiła. Gościnnie śpiewał Chór Armii Aleksandra Pustovalova. Jak zwykle ściągnął komplet widzów.

Trybiki w mechanizmie, którym jest filharmonia, mówią, że ten mechanizm oliwi zaufanie. A gdy kolega z piętra okazuje się zbrodniarzem, zaufanie znika. Ale próby filharmonijnych muzyków ruszają od poniedziałku 18 marca. Dyrekcja zadbała o zajęcia z psychologiem dla chętnych, a także zapewniła możliwość wzięcia urlopów. Nikt nie potrzebował.

W czwartek 21 marca muzycy mają wystąpić pod kierunkiem Kazimierza Korda. Ćwiczył kiedyś w sali filharmonii i zapragnął koniecznie do niej wrócić. W programie jest „Requiem” Mozarta, ale zaplanowane od dawna. W okresie przedwielkanocnym często gra się utwory żałobne.

Pokój 209 został uprzątnięty. Jak to zwykle: ekipa zakładu pogrzebowego na zlecenie policji.

Harfa, własność Filharmonii Dolnośląskiej, oczekuje w magazynie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną