Święta z jajem w roli głównej

Wielkanoc z przepiórką i strusiem
Można je jeść w wielu postaciach: w szklance z oliwą, sadzone, różne gatunki jajecznicy, faszerowane, na twardo, omlet z okruszkami trufli. No i warto eksperymentować z jajami innymi niż kurze.
Jajko od tysiącleci było symbolem nowego czy odradzającego się życia.
Lawton/EAST NEWS

Jajko od tysiącleci było symbolem nowego czy odradzającego się życia.

Co dobrego za stołem?
Marek Raczkowski/Polityka

Co dobrego za stołem?

Przez dziesięciolecia straszono nas cholesterolem, który przyczynia się do miażdżycy czy choroby wieńcowej. Jego nadmiar w ludzkim organizmie miał powstawać przez zgubny apetyt na jaja. Przekonanie o ich szkodliwości utrwaliło się tak dalece, że Polacy należą do nacji jadających najmniej jaj. Większość wierzy bowiem, że dwa lub co najwyżej trzy tygodniowo to maksimum tego, co zniesie nasz organizm. Tymczasem np. Japończycy zjadają co najmniej jedno jajko dziennie i są społeczeństwem zdrowszym niż inne.

Badania prowadzone przez naukowców na brytyjskim University of Surrey wykazały dobitnie, że nie tylko można, lecz wręcz należy zjadać dwa lub nawet trzy jajka dziennie. Dostarczają one bowiem ludzkiemu organizmowi m.in. cholinę chroniącą wątrobę, aminokwasy niezbędne do odbudowy komórek i tkanek, fosfolipidy (np. lecytynę) konieczne dla sprawnego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego, liczne minerały oraz witaminy.

Podobne badania prowadzi także prof. Tadeusz Trziszka z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, którego wywiad dla „Gazety Wyborczej” zbulwersował wielu dietetyków i lekarzy. Profesor bowiem, podobnie jak Brytyjczycy, Kanadyjczycy i Japończycy, lansuje teorię o dobrym wpływie jaj na ludzki organizm. Sam – jak twierdzi – zjada kilka jaj dziennie i nie wpływa to absolutnie na poziom cholesterolu w jego organizmie. Nadmierną ilość tzw. złego cholesterolu powoduje zaś jedzenie czerwonego mięsa, ciastek i słodyczy, a także niehigieniczny tryb życia, czyli palenie papierosów, nadwaga i brak ruchu.

Łatwo dałem się przekonać uczonym. Zwłaszcza że od lat jadam wyłącznie jaja od znajomych kur z sąsiedzkiego gospodarstwa na Kurpiach. Jedyne odstępstwo, jakie robię w tej dziedzinie – parę razy do roku kupuję jajeczka przepiórcze. Są bowiem przepyszne i rzeczywiście inaczej smakują. Raz też – a eksperyment ten powtórzę i w tym roku – kupiłem, wracając z Mazur i przejeżdżając obok hodowli tych wielkich ptaków, jajo strusie. Starczyło ono na posiłek dla całej rodziny, w tym i młodzieży z dużym apetytem.

Wielkanoc to święta z jajem w roli głównej. Stanowi ono zarówno ozdobę świątecznego stołu jako pisanka, kraszanka czy po prostu malowanka, jak i jako tradycyjne danie. Jajko od tysiącleci było symbolem nowego czy odradzającego się życia. Można jednak przy świątecznej okazji pomyśleć o zmodyfikowaniu naszego jajecznego menu o niezbyt popularne w polskiej kuchni jajeczka przepiórcze lub gigantyczne jajo strusia.

Jajka przepiórcze – jak twierdzą dietetycy i lekarze – pomagają w leczeniu anemii, cukrzycy, bronchitu, choroby wątroby i nerek, amnezji i bólu głowy. Zawierają one pięć razy więcej potasu, 4,5 razy więcej żelaza, 2,5 razy więcej witamin B1 i B2 niż jajka kurze. Są też szczególnie korzystne dla dzieci ze względu na mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia alergii. W Japonii każdy uczeń codziennie dostaje na obiad dwa przepiórcze jajka. Łatwo je także przyrządzić. Aby je ugotować na miękko, wystarczy wrzucić do wrzącej wody na jedną–dwie minuty, nie bojąc się, że pękną. Na twardo jaja przepiórcze gotuje się przez 5 minut.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną