Skok na bank

Skok Pchełki
Początkowo Adam chciał napaść na bank 1 września, w rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej. Ale po namyśle przełożył napad na 2 września.
„Miałem 18 sztuk naboi, zrobiłem je sam. Próby strzelania nimi w lesie wypadły pozytywnie”.
Andreas Herrmann/PantherMedia

„Miałem 18 sztuk naboi, zrobiłem je sam. Próby strzelania nimi w lesie wypadły pozytywnie”.

Z Koszalina, gdzie mieszkam, pojechałem do Darłowa autostopem. Wybrałem to miasto, bo pochodzi z niego moja była dziewczyna. Po podjęciu decyzji o napadzie pojechałem do Darłowa z moją obecną dziewczyną. Niby na pizzę, lecz naprawdę, żeby przejść drogą, którą będę się udawał na napad, i tą, którą będę po napadzie uciekał. Chciałem zobaczyć, czy nie prowadzi się tam jakichś robót, czy coś się nie zmieniło. Postanowiłem uciec z centrum miasta w kierunku rzeki i kładki, gdzie jest zwykle mniej ludzi. Dziewczyna o niczym nie wiedziała.

W szkole podstawowej Adam był mały, drobny i irytujący. Coś go wyróżniało, trudny do określenia rys. Słowem, nie jak inne dzieci. Nadawał się na ofiarę. Klasa lubi mieć kogoś takiego. Poszturchiwano go, wyśmiewano i przezywano Pchełką. Poskarżył się nam, mówi ojciec, więc interweniowaliśmy.

Wtedy jeszcze umiał. Jak się jednak skarżyć ojcu, że się jest kozłem ofiarnym w klasie, gdy się jest nastolatkiem, ojcu, który jest świetnym facetem. Na medal. Funkcjonariusz straży granicznej. Pracujący całymi dniami. Taki mus. A bardziej – taki styl przyswojony od dziecka w rodzinie ciężko pracującego krawca.

Bezwzględnie surowo uczciwy. Odpowiedzialny. Studia rozpoczął w wieku 40 lat, a prócz nich liczne kursy dokształcające z ekonomiki i organizacji transportu. Fachowiec pierwsza klasa.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj