Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Trzy razy tak

TAK dla sprzeciwu pani prof. Barbary Engelking („GW” 4.04) wobec pomysłu usytuowania pomnika Sprawiedliwych obok Muzeum Historii Żydów Polskich, co ma zostać ogłoszone ausgerechnet 19 kwietnia. Jest to podobno inicjatywa Stowarzyszenia Dzieci Holocaustu. Jako jedno z nich uważam, że pomnik taki powinien był stanąć już dawno, i poczuwam się do winy, że go nie ma. Zadbałem tylko, by rodzina państwa Salonek, która mnie ocaliła, miała swoje drzewko w Jerozolimie i medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Niefortunny wybór miejsca wypacza jednak sens pomnika – pisze słusznie prof. Engelking. „Można go odczytać tak, jakby państwo polskie swoim autorytetem deklarowało ostatnie słowo, jak gdyby opowiadało się po stronie tych, którzy wypychają do przodu garstkę sprawiedliwych, chowając się za ich plecami i mówią dziecinnie: »a myśmy pomagali«. Może to być odczytane jako przejaw pychy, która wymaga, by »nasze« było na wierzchu”.

Niestety, państwo polskie ustami swoich najwyższych władz – prezydenta RP i redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” – opowiedziało się za lokalizacją obok muzeum. Rozumiem ich racje, podobnie jak argumenty prof. Adama Daniela Rotfelda, który ogłosił w tejże „Gazecie” swoje votum separatum wobec stanowiska Barbary Engelking. „Nie chcem, ale muszem” jednak napisać, że nawet tak szacowne osoby, jak prezydent i profesor – które niezwykle cenię – mnie nie przekonują. Moim zdaniem miejsce pomnika jest za murem – tam, gdzie nas ratowano.

TAK dla pani prof. Ewy Kuryłowicz, która prowadzi walkę w obronie Powiśla, przed hałasami, smrodami i rykami, jakie do białego rana dobiegają z sąsiednich knajp i klubów.

Polityka 16.2013 (2904) z dnia 16.04.2013; Felietony; s. 96
Reklama