Społeczeństwo

Liga Miszczów

Ajax, Milan, Juventus w polskiej okręgówce

Ludowy Klub Sportowy Galakticos Solna (lider wrocławskiej klasy B). Ludowy Klub Sportowy Galakticos Solna (lider wrocławskiej klasy B). Iks Galakticos - solna / Materiały prywatne
W sobotę do was przyjadą Galakticos, do nas Juve. Ajax zagra z Zenitem, a nie tak dawno Benfica mierzyła się z Milanem. To wszystko w Polsce, przez cały rok.
Na boisku Interu Zdrój.Archiwum Interu Zdrój/Materiały prywatne Na boisku Interu Zdrój.

Gdy Robert Lewandowski wyjawi w końcu, gdzie zagra w przyszłym sezonie, polskiego kibica tradycyjnie szlag trafi, że polskie kluby w Europie nic nie znaczą, bo gdyby znaczyły, toby w końcu awansowały chociaż do fazy grupowej Champions League.

Kibica pocieszyć trudno. Łatwiej rozśmieszyć, bo po co nam starać się o awans do czegoś, co od dawna mamy? Są jeszcze w Polsce drużyny, przy których nazwach Legia, Lech i Wisła wyglądają na prowincjonalne marki.

Benfica kontra logika

Jest we wsi takie powiedzenie: „Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się Benfica”. Nie Benfica Lizbona. Benfica Klisino. Klisino to wioska pod Głubczycami w województwie opolskim. Lizbona – wiadomo przecież. W Lizbonie o Klisinie nigdy nie słyszeli, za to dla Klisina Lizbona to prawie jak miasto partnerskie. Przez Benfikę. W latach 50. renoma słynnego portugalskiego klubu tak zainspirowała klisinian, że montując swój zespół piłkarski, zapożyczyli jego nazwę. Za komuny lokalne władze nie raz narzekały, że od zachodnich wzorców bardziej akuratny byłby swojski Orzeł, Sokół albo inny Huragan.

Byliśmy pierwszym klubem w Polsce z taką światową nazwą – podkreśla Arkadiusz Pal, prezes i piłkarz Benfiki, występującej w głubczyckiej klasie B (to siódma liga). – Dzięki temu mecz w Klisinie dla każdego rywala był przeżyciem, a pokonanie Benfiki miało inny smak niż zwycięstwo nad, dajmy na to, Troją Włodzienin. Grał u nas kiedyś taki Ukrainiec. Później kolegom chwalił się, że strzelał bramki dla Benfiki. Nie dodawał której.

Porzekadło o logice, a raczej jej braku, odnosi się do stylu gry klisińskiego teamu: mało w niej dyscypliny taktycznej, dużo żywiołu, awantury i ułańskiej fantazji. W tym szaleństwie musi tkwić jednak jakaś metoda, bo choć wioska w Opolskiem liczy niewiele ponad 900 mieszkańców, na meczach Benfiki regularnie zjawia się po 300–400 osób.

Najskuteczniejsi jesteśmy właśnie wtedy, gdy przestajemy grać logicznie. Tylko tak możemy zaskoczyć silniejszych rywali – Pal zdradza arkana taktyki swej Benfiki.

Wszystkich zaskoczyć może cała klubowa nomenklatura w Opolu, która do naszej Ligi Miszczów przykładów dostarcza bez liku. Jeszcze kilka sezonów temu zażartym konkurentem Benfiki w jej lidze był... Milan Gołuszowice. Gdy dochodziło do meczu Benfica-Milan, lokalne gazety pisały o europejskim klasyku. Dziś przeciwnikami zespołu z Klisina są m.in. Sparta „prawie jak Praga” Zawiszyce, FC „prawie jak Barcelona” Pilszcz i Fortuna „prawie jak Düsseldorf” Chomiąża.

Borusja i zatruta Pieczarka

Na Dolnym Śląsku złotymi wspomnieniami w pamięci kibiców zapisały się m.in. Spartak „prawie jak Moskwa” Byczeń, Rapid „prawie jak Wiedeń” Domaniów i Hajduk „prawie jak Split” Kłobuczyn. Ale najmocniej wyobraźnię i tak rozpalają piłkarze galaktyczni. Czyli tacy jak w Realu Madryt (nazywanym czasem Los Galácticos). Jedyne miejsce w Polsce, gdzie można ich spotkać, to Solna, sołectwo w gminie Kobierzyce. Klub Galakticos Solna, a właściwie Ludowy Klub Sportowy Galakticos Solna (lider wrocławskiej klasy B) rezyduje w wyjątkowo ekskluzywnym miejscu – wieś zamieszkuje ze 300 mieszkańców. Gdy do Solnej na mecz przyjeżdżają Błękitni Gniechowice albo Polonia Jaksonów (czyt. Jaksonów, nie Dżeksonów), domy i stodoły się trzęsą od gromkiego „Gala-ktyczniiii do bo-juuu!”.

 

Przeciwnicy czasem kpią, co to za Galakticos, po czym dostają od nas lekcję futbolu. Kto jest naszym Cristiano Ronaldo? Mateusz Garazdowski, najlepszy strzelec. Ale gwiazd jest więcej – zaznacza Jan Szperka, wiceprezes solnego Realu. Jego chłopcy, bez madryckich ilości żelu fryzjerskiego spuścili ostatnio manto BKS Borów. 3:0. Z WKS Wierzbice też było 3:0. Z LZS Zachowice? 4:0. To wyniki niewątpliwie na miarę dumnego szyldu. A szyld skąd?

Trudno to wytłumaczyć, wyszło spontanicznie. Jakbyśmy razem zjawili się... z kosmosu – tłumaczy tajemniczo Szperka. Kiedyś, zanim powstali Galakticos, w Solnej istniał LZS. – Nie chcieliśmy naśladować Realu, jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. A Galakticos brzmi lepiej niż jakaś Pogoń czy Zryw.

Od Zrywu milsza dla ucha też Borussia, tym bardziej w świetle zawrotnych ostatnio osiągnięć klubu z Dortmundu. Polska także ma swoją Borussię (jakkolwiek to brzmi; „Borussia” to przecież po łacinie Prusy). Od 1969 r. działa ochrzczony tak właśnie na cześć drużyny z Zagłębia Ruhry, w Borui Kościelnej. To w Wielkopolsce, niedaleko Nowego Tomyśla. Nasza spolszczona Borusja ma właśnie walczyć o punkty poznańskiej klasy B (siódma liga) z Ogrolem Sielinko. Łatwo nie będzie, Ogrol jest w czubie tabeli. W kwietniu chłopcy z Borui nie dali przecież rady innemu faworytowi rozgrywek, Pieczarce Welichowo.

Zespół mamy niezły, tylko ludzie jakoś się u nas nie garną do kibicowania. Zamiast przyjść na mecz, wolą grillować w ogródku – narzeka Krzysztof Skotarczyk, podstawowy zawodnik Borusji.

Grono wiernych fanów ekipy z Borui liczy sześć osób. A przecież na boisku ciekawsze rzeczy niż na spotkaniu przy łokciu kaszanki i skrzynce piwa. Za to kibice przeciwników nie próżnują. – Na wyjazdach zdarza nam się trafić na taką publikę, że aż strach. Kiedyś gorąco było w meczu z Huraganem Łomnica – kibice rywali trochę sędziego potarmosili – opowiada Skotarczyk.

Derby Mediolanu i Juventus Poraża

Lepiej, gdy widzowie wspomagają swój zespół pieśnią. Gdy dopinguje się drużynę o tak pięknej nazwie jak, dajmy na to, LKS Olimpiakos Tarnogród (klasa A w Zamościu), słowa same składają się w hymn: „Olimpiakos pany, klubie ukochany. Strzelicie trzy bramy, a my sobie pochlamy”. Oficjalna strona klubu duchowo spokrewnionego z greckim Olympiakosem Pireus wzorowo uczy swych kibiców żywiołowego dopingu. Oto inna oficjalna przyśpiewka: „Literka L! Literka K! Literka S! Jak LKS! Kto tego słowa nie szanuje, niech się w d... pocałuje”.

Światowa nazwa zobowiązuje do opiewania piłkarzy na światowym poziomie. Fani Interu Gnojnica (dębicka klasa B) intonują taką piosnkę: „San Siro, San Siro w całej Polsce słynie. Kto tutaj przyjedzie, z porażką odjedzie!”. Swoją drogą słynny klub z Mediolanu mógłby być dumny, bo w naszym kraju naśladują go nie tylko w podkarpackiej wiosce. W klasie C w Rybniku gra Inter Krostoszowice, w klasie B w Kędzierzynie-Koźlu – Inter Mechnica. Kilka lat temu kibice mogli rozkoszować się tam namiastką włoskiej Serie A, gdy ekipa z Mechnicy biła się z… Fiorentiną Nakło. Jeszcze trzy lata temu prym w siódmej lidze w Drezdenku wiedli futboliści Interu Nietoperek, nazywani pieszczotliwie „Batmanami”. Obecnie najmocniejszy z polskich Interów gra w Zdroju, niedaleko Grodziska Wielkopolskiego (poznańska klasa A).

Ale nazwa nie z Mediolanu, tylko dlatego, że w jeden klub złączyło się kilka mniejszych zespołów istniejących w naszej wsi, podzielonej na trzy części. Chcieliśmy uczcić to zjednoczenie. Mogliśmy być Unią albo Jednością, ale Inter wydawał się bardziej godny – wyjaśnia Kamil Kańduła, prezes zdrojowego teamu.

Klubowy herb, zarówno jego kształt, kolorystyka, jak też podobizna lwa przywołują z kolei na myśl godło londyńskiej Chelsea. – Ale to też przypadkowa zbieżność. Po prostu też chcieliśmy lwa, wyszło podobnie. Nasi rywale podśmiewali się z nas: „O, zapachniało Europą”. Więc nasze boisko w Ptaszkowie nazwaliśmy „Bird Arena” – śmieje się Kańduła. Roczny budżet Interu Zdrój to jakieś 25 tys. zł. Czyli 16 tysięcy razy mniejszy od jego włoskiego odpowiednika.

 

Fani futbolu z Italii pewnie zaśmialiby się znad talerza carbonary, gdyby dowiedzieli się, że i w Polonii, przynajmniej teoretycznie, możliwe są legendarne derby Mediolanu, którymi żyje nie tylko stolica Lombardii. Inter Zdrój, Gnojnica czy Mechnica mógłby, np. w Pucharze Polski, zagrać z mazowieckim Milanem Milanówek. A na deser na zwycięzcę czekałby Juventus. Z Poraża. To niedaleko Sanoka.

W latach 70. o Porażu opowiadało się kawały. Sam opowiadałem, jak byłem w wojsku, to mnie nie gonili – mówi Eugeniusz Bańczyk, szef naszego Juventusu (krośnieńska klasa B). Na przykład: „Trasę Wyścigu Pokoju wytyczono przez Poraż, a w jego centrum miała być górska premia. Porażanie nadal sypią we wsi górę”.

Podbieszczadzki Juve poraża podskórną wspólnotą z turyńskim potentatem. Herb jest podobny, barwy też biało-czarne. Snajperowi Damianowi Mielnikowi patrzy z oczu trochę jak legendzie „Starej Damy”, Alessandro Del Pierro. Może i stadion mniej okazały, ale na murawie obrazki znane z telewizji: czasem ktoś symuluje faul na polu karnym, czasem smarknie przez palce albo po strzeleniu bramki ułoży palce w serduszko. Cele polskiego Juventusu też są ambitne: awans do klasy A.

Żeby tylko chłopaki nie uwierzyły, że dadzą nam ten awans za nazwę i piękne oczy – zastrzega Bańczyk. – No patrz pan, ostatni mecz u siebie gramy z Pakoszówką (trzecie miejsce w tabeli – red.). Tacy pewni byliśmy, a tu dostaliśmy trzy sztuki w plecy i 1:3 się skończyło. Potem ludzie opowiadają, że nasi nie grają, tylko pieniądze biorą. Jak to biorą? Za darmo grają, czasem prosto po robocie na boisko wychodzą. Ale fanów mamy raczej życzliwych, przychodzą z rodzinami, cieszą się, że jest we wsi rozrywka. Ile to można polityką żyć?

Ajax? Ten z Leśniewa?

Jeśli logo Juventusu z Poraża nawiązuje do Juventusu z Turynu, to w przypadku herbu Ajaxu z Leśniewa (wieś na Kaszubach, niedaleko Pucka) wszystko jest jasne na dzień dobry. Podobiznę Ajaksa Wielkiego, bohatera „Iliady” gdzieś już widzieliśmy. Od pierwowzoru z Holandii godło różni się jedynie napisem u dołu. Tu zamiast „Amsterdam” napisane jest „Leśniewo”.

Stroje też mamy identyczne – dodaje Marcin Srok, piłkarz Ajaxu. – A wszystko dlatego, że zawsze chcieliśmy być wylęgarnią młodych talentów.

Talenty z Leśniewa wiedzą, że z piłki trudno wyżyć, gdy kopie się ją na tym poziomie rozgrywkowym (gdańska klasa B). Dlatego najlepszy strzelec kładzie kostkę brukową, podpora drugiej linii pracuje na stacji benzynowej, a bramkarz, zamiast – jak stereotypowy piłkarz – przerwać edukację na etapie szkoły średniej, poszedł na studia.

W połowie czerwca Ajax „prawie jak Amsterdam” zakończy sezon ligowy meczem z Zenitem „prawie jak Sankt Petersburg” Łęczyce. Zapowiada się hit na miarę Ligi Miszczów. W Gdańskiej klasie A przerabiali to dwa tygodnie temu. Celtic „prawie jak Glasgow” Reda przegrał na wyjeździe z FC „prawie jak Porto” Gowidlino. Ale najlepsze fanów nadmorskiego Celtiku czeka w sobotę. To derby z Błyskawicą Reda Rekowo Dolne, mecz na miarę rywalizacji w prawdziwym Glasgow.

Błyskawica jest dla nas trochę jak Rangersi. Z tą różnicą, że nasze mecze nie mają podtekstów religijnych (Glasgow Rangers to klub protestancki, Celtic – katolicki). W każdą niedzielę spotykamy się w jednym kościele – zdradza Jakub Świerzb, prezes i trener Celtiku.

Kandydatów do Ligi Miszczów nie brakuje. Portugalia ma Sporting Lizbona? My mamy Sporting Woskowice Małe (klasa B Kluczbork III). Francja ma Olympique Marsylia? My – Olympic Słupia (klasa A Skierniewice). W Anglii jest Manchester United? U nas GC United Gassy (klasa B Warszawa III). W Serbii Partizan Belgrad? U nas Partyzant Kazimierz (klasa A Opole V). W Hiszpanii Racing Santander? U nas Racing Maniów Wielki (z przerwami we wrocławskiej klasie B). Aż dziw bierze, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł turnieju happeningu, w którym zagrałyby wszystkie te zespoły z małych lig. Na przykład w proteście przeciwko mizerii naszego eksportowego futbolu.

Polityka 20.2013 (2907) z dnia 14.05.2013; Ludzie i style; s. 124
Oryginalny tytuł tekstu: "Liga Miszczów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną