Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Jaki kraj – taki skandal

Skandalik obyczajowy, jaki obiega polskie media, każe przypomnieć o sprawie naprawdę poważnej, która wstrząsnęła Ameryką, a była nią rozwiązłość i niepohamowany temperament seksualny Billa Clintona. W odróżnieniu od polskiego tenisisty Clinton niewątpliwie był osobą publiczną, najpierw gubernatorem, potem prezydentem. „Są rzeczy gorsze niż zdrada” – mówiła Hillary Clinton, która jeszcze zanim wyszła za mąż, wiedziała, że jej ukochany kocha się nie tylko z nią. Warto przeczytać opublikowaną niedawno w Polsce książkę „Hillary Clinton” pióra Carla Bernsteina (tego, który wraz z Bobem Woodwardem odkrył aferę Watergate i przyczynił się do upadku prezydenta Nixona).

Clinton nie był specjalnie wybredny. To chyba w ogóle dotyczy erotomanów. Po latach okazało się, że niektóre jego partnerki milczały do końca, inne, jak Paula Jones, pozywały go do sądu o ogromne odszkodowania za molestowanie i zniesławienie. Jej prawnicy gotowi byli wnieść oskarżenie, że „gubernator Clinton zsunął bokserki i namawiał Paulę do seksu oralnego”. Jeszcze inne, jak Monika Lewinsky, potrafiły schować w domu sukienkę z „płynami ustrojowymi” prezydenta, na dowód ich stosunków. Niefrasobliwość Clintona była zdumiewająca. Policjanci z ochrony gubernatora dobrze wiedzieli, dokąd i w jakim celu się udawał. Potem chętnie (i niekoniecznie bezinteresownie) opowiadali o tym rozszalałym mediom, fantazjując obficie.

Clinton nie był pierwszym seksoholikiem w Białym Domu, John Kennedy nie był inny, ale za czasów JFK nikt nie ośmielił się tych spraw wyciągać. Od lat 60.

Polityka 25.2013 (2912) z dnia 18.06.2013; Felietony; s. 102
Reklama