Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Konie umierają, leżąc

Pół świata ratuje konie z Posadowa

Ewakuacja koni ze stadniny w Posadowie. Ewakuacja koni ze stadniny w Posadowie. Pogotowie dla Zwierząt
Znany duński hodowca i trener głodził konie w stadninie w Wielkopolsce. Wydało się. Pół świata postanowiło pomóc.
Koniarze z całej Polski uratowali 60 zwierząt. Cztery konie nie przeżyły.Pogotowie dla Zwierząt Koniarze z całej Polski uratowali 60 zwierząt. Cztery konie nie przeżyły.

Zaczęło się od filmu wrzuconego na YouTube. Stadnina w Posadowie nieopodal Nowego Tomyśla. Pod ścianą, w jednej z pierwszych scen, dwa chude konie. Na środku wielkiego pomieszczenia, na słomie, leży trzeci. Rży żałośnie, kiedy widzi, że zbliża się człowiek. Jest tak słaby, że nie ma siły podnieść głowy, a co dopiero wstać, i w tym miejscu po kilku dniach agonii padnie. – Bo to nieprawda, że konie umierają stojąc – mówi autorka filmu nakręconego telefonem komórkowym Milena Włodarczyk, która pracowała w stadninie.

Długa historia

Posadowo to wieś niewielka, ale dobrze znana nie tylko polskim koniarzom. Wiek temu była tu największa w Europie stadnina. Hodowlę założył w 1770 r. hrabia Melchior Korzobok-Łącki, który miał konie jednej maści: białe z czarnymi grzywami, czarnymi ogonami i pręgą przez krzyże. Co roku osiem tak umaszczonych ogierów kupował od hrabiego dwór berliński. Najsłynniejszym koniem z Posadowa był Farys, ulubiony siwy wałach marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.

Upaństwowiona po wojnie stadnina w Posadowie działała dalej, aż do 2000 r., gdy ją zlikwidowano, bo majątek odzyskali potomkowie. To od nich duński hodowca trzy lata temu wydzierżawił budynki dawnego kompleksu pałacowego. Kiedy w Europie szalał kryzys, postanowił część hodowli przenieść do naszego kraju, by zminimalizować koszty. Tańsza siła robocza, tańsze siano i ziarno, i przede wszystkim – dzierżawa stajni. Duńczykowi nie przeszkadzało, że nie mógł dzierżawić pastwisk dla swoich 300 koni. Trzymał je na biegalniach i w dużych stajniach. Przy sześciu były niewielkie wybiegi, na których z powodu intensywnego końskiego użytkowania nie rosło nawet źdźbło trawy.

Polityka 38.2013 (2925) z dnia 17.09.2013; Kraj; s. 34
Oryginalny tytuł tekstu: "Konie umierają, leżąc"
Reklama