Psychiatryczna hipochondria

Psychochondria
W ubiegłorocznych badaniach CBOS jedna trzecia Polaków wyznała, że martwi się o swoje zdrowie psychiczne. Prawdziwy problem w tym, że często niesłusznie.
Tworząca definicje coraz to nowych zaburzeń psychiatria przeżywa ciągły problem z rozstrzygnięciem, co jest zdrowiem, a co chorobą.
hikrcn/PantherMedia

Tworząca definicje coraz to nowych zaburzeń psychiatria przeżywa ciągły problem z rozstrzygnięciem, co jest zdrowiem, a co chorobą.

W 2011 r. w poradniach dla osób z zaburzeniami psychicznymi leczyło się w Polsce prawie 1,5 mln osób.
Tomas Rodriguez/Corbis

W 2011 r. w poradniach dla osób z zaburzeniami psychicznymi leczyło się w Polsce prawie 1,5 mln osób.

Czy jestem chora psychicznie? Internet podpowie. Setki, a może i tysiące Polaków, jako przerywnik między służbowymi mailami i raportami wypełniają np. Skalę Depresji Becka, kwestionariusz SLC-90, mierzący nasilenie najczęstszych objawów psychopatologicznych. Tysiące pozostałych zbierają diagnozy na forach, od podobnych sobie internautów. „Moje objawy: nawet kiedy jestem w otoczeniu ludzi, którzy są mi przyjaźni, czuję się samotna; czasem odczuwam dziwny lęk; obgryzam paznokcie i nie mogę się powstrzymać. Co mi może być? Potrzebuję specjalisty?” – pyta autorka, awansem podpisująca się Schizophrenic. Kto inny waha się, czy może koleżanka zapadła na borderline, bo ma wahania nastroju i robi co innego, niż mówi. „Jak Twoja koleżanka jest niezrównoważona i często wybucha z błahych powodów i ma niestały obraz swojej osoby – to może mieć borderline” – pada autorytatywna odpowiedź. (Tak naprawdę borderline to poważne zaburzenie osobowości, wykształcające się pod wpływem zaburzeń rozwojowych lub traum z dzieciństwa – nie można na to nagle zapaść).

Internista dawał

To ludowe ożywienie psychiatryczne widać w gabinetach. Do dr. Władysława Sterny, psychiatry z Gorzowa Wielkopolskiego, przychodzą ostatnio pacjenci od progu zgłaszający objawy depresji, które recytują płynnie, jak dobrze wykutą lekcję. Albo w ogóle z wydrukami ulotek leków: „Poproszę taki i taki” – mówią, jak do ekspedienta za ladą. „Dlaczego?” – pyta lekarz. „Jak to dlaczego? Bo potrzebuję”. – To trochę znak czasów. Presja edukacji prodepresyjnej przekracza chwilami granice zdrowego rozsądku. Wynik w Skali Depresji Becka trzeba umieć zinterpretować, odnieść go do właściwej grupy porównawczej. Zapewniam panią, że jeśli ja bym wypełnił tę skalę, ot, tak – też uzyskałbym trochę punktów. Powiem więcej: jeśli ktoś ma tych punktów zero, to się o niego martwię – dodaje dr Sterna.

Wspomniana edukacja prodepresyjna – uwrażliwiające kampanie społeczne, spoty, billboardy – rozkręciła się wraz z rozwojem oferty leków antydepresyjnych (ich rynek w Polsce wart jest już prawie 300 mln zł). Fakt, coraz bezpieczniejszych, nieuzależniających tak jak dawniej stosowane benzodiazepiny czy barbiturany, i masowo przepisywanych nie tylko przez psychiatrów, ale też przez lekarzy pierwszego kontaktu czy ginekologów w ramach rutynowego wsparcia pacjentek w okresie menopauzy. Raz jeszcze z repertuaru pacjentów gabinetu psychiatrycznego: – Przychodzi kobieta, która była u mnie raz, dwa lata wcześniej. I pyta: „To jak doktorze, odstawić ten lek?”. „Jaki?”. „No ten, co mi pan dwa lata temu zapisał”. „Ależ ja przepisałem tylko jedno opakowanie”. „Wiem, ale ja sobie powtarzałam, internista dawał”. Za ucieczką w lek lub choćby w lekarską diagnozę stoi też jeszcze szersza ogólnoludzka skłonność – im kto bardziej współczesny, tym bardziej preferuje szybkie i łatwe metody wychodzenia z życiowych wiraży. A łyknięcie pigułki czy przyjęcie etykietki chorego, nawet jeśli nie zawsze przyjemne, zwykle jest szybkie i łatwe. Pozwala zrobić unik.

Według najświeższych danych GUS z 2011 r., w poradniach dla osób z zaburzeniami psychicznymi i uzależnieniami leczyło się blisko 4 proc. – ponad 1,4 mln osób.

Reksio na Prozacu

– Psychiatryzacja to wariant medykalizacji – zjawiska kulturowego, w które wpisuje się rosnące znaczenie medycyny dla sportu, urody, prawa i innych dziedzin życia – wyjaśnia prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i terapeuta z Krakowa. – O codziennych problemach też mówi się i myśli w kategoriach psychiatrycznych czy psychopatologicznych. To, co dawniej było żałobą, dziś jest depresją, dziecko, które dawniej było niegrzeczne, dziś choruje na ADHD, ktoś – dawniej nieśmiały – dziś cierpi na zaburzenie – lęk społeczny. Niby to tylko zmiana słownikowa, ale konsekwencje – społeczne i indywidualne – ma zasadnicze. Dobre i złe. Ktoś faktycznie dotknięty ADHD czy depresją, dzięki wzrostowi popwiedzy o tych udrękach, kiedyś bagatelizowanych, ma szansę na fachową pomoc. – Gorzej, gdy ktoś, kto powinien przeżyć żałobę po śmierci bliskiej osoby, na wejściu dostaje Prozac, a ktoś, kto miał przezwyciężyć swoje zawstydzenie – inny, niwelujący dolegliwości specyfik – zauważa prof. de Barbaro. W odległej perspektywie leki przeciwdepresyjne, hamując między innymi odczuwanie stresu, mogą działać wręcz antyterapeutycznie. Bo tym, co popycha do zmiany życiowej, na ogół jest cierpienie. – W USA jeden z leków był reklamowany: „Masz kłopoty z teściową? Z przyjaciółmi? Bo przeszedłeś na emeryturę? Zażyj!”. Na szczęście jedna z przyrządowych organizacji amerykańskich zakazała tej reklamy – kontynuuje krakowski psychiatra.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną