Jak widać świat, gdy wzrok zawodzi

Równanie z niewidomą
Rozmowa z Elżbietą Narbutt-Eysymontt o tym, jak widać świat, kiedy go już nie widać.
Elżbieta Narbutt-Eysymontt przed ośmiu laty straciła wzrok. Z wykształcenia jest lekarzem weterynarii i dziennikarką; obecnie na emeryturze.
Tadeusz Późniak/Polityka

Elżbieta Narbutt-Eysymontt przed ośmiu laty straciła wzrok. Z wykształcenia jest lekarzem weterynarii i dziennikarką; obecnie na emeryturze.

Ewa Wilk: – To małe czarne, pilotowate to…
Elżbieta Narbutt-Eysymontt: – ...czytacz kolorów. Pomocny, choć żyje własnym życiem i czasem mówi głupoty. Na przykład: fioletowo-różowo-szare. I bądź tu mądra. Rozpoznaje tylko jednolite. Jeżeli jest melanż, to raz przeczyta, że to czarne, raz, że szare. Przy kratce w ogóle głupieje. Ale przynajmniej nie założysz jednej skarpetki białej, drugiej czarnej. Kiedyś tego nie użyłam przed pewnym przyjęciem. Była zima, pantofle zabrałam w siateczce. Nie dość, że oba lewe, to jeden brązowy, drugi czarny. Przyjęcie spędziłam w kapciach gospodyni.

Czyli człowiek nie widzi, ale ważne, żeby go inni dobrze widzieli?
Nie ma wyjścia. Czasami latam do sąsiadów, żeby mi zweryfikowali czytacza. Druga rzecz pomocna to jest gadający program w komputerze. Nie jest tani. A ja nigdy nie załapuję się na żadną dopłatę. Albo okazuję się za stara, albo mam o 20 gr za wysoką emeryturę. Ale najważniejsze: mogę pisać. Komputer to czyta literka po literce, potem – całe słowa, linijki. Jestem na poziomie dość prymitywnym, ale to mi wystarcza. Trzecia bezcenna rzecz to gadający program w komórce. Zdarza się, że włożę telefon do kieszeni spodni, coś głupio nacisnę i w towarzystwie, spod stołu, z okolic moich bioder rozlega się: bateria wymaga doładowania. Kocham tę komórkę.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj