Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Cele macierzyństwa

Na przepustkach wszystko się burzy. Opowieści więziennych matek

Więź z biologiczną matką od pierwszych momentów życia dziecka jest niezbędna do jego prawidłowego rozwoju. Więź z biologiczną matką od pierwszych momentów życia dziecka jest niezbędna do jego prawidłowego rozwoju. Sylwia Grochowska
Opowieści matek, które z własnym dzieckiem odbywają lub odbyły wyrok w więzieniu.
W pokojach są łóżeczka ze szczebelkami, sosnowe mebelki, pluszowe misie, a w oknach kolorowe firany.Sylwia Grochowska W pokojach są łóżeczka ze szczebelkami, sosnowe mebelki, pluszowe misie, a w oknach kolorowe firany.
Matki z dziećmi mieszkają w odrębnych pawilonach.Sylwia Grochowska Matki z dziećmi mieszkają w odrębnych pawilonach.
Dziecko może przebywać w więzieniu do ukończenia trzeciego roku życia. Zdaniem psychologów nie jest ono świadome, że znajduje się w zakładzie karnym.Sylwia Grochowska Dziecko może przebywać w więzieniu do ukończenia trzeciego roku życia. Zdaniem psychologów nie jest ono świadome, że znajduje się w zakładzie karnym.
Dzieci przygotowuje się do wyjścia na wolność. Matka wychodzi z nim na przepustki do domu lub jest ono „urlopowane” na kilka dni do domu osób, z którymi zamieszka.Sylwia Grochowska Dzieci przygotowuje się do wyjścia na wolność. Matka wychodzi z nim na przepustki do domu lub jest ono „urlopowane” na kilka dni do domu osób, z którymi zamieszka.

Dzień dziecka

Katarzyna W., lat 30. Skazana na 15 lat więzienia za morderstwo. Odsiedziała już 10.

W szkole pisałam pracę na temat uzależnień od narkotyków, a potem sama popadłam. Gdy urodziłam pierwsze dziecko, miałam 17 lat. No dobrze, zostaniemy razem, zdecydowaliśmy z jego ojcem. Później zdradzał mnie, zawiódł. Ale to nie ja zabiłam…

Na jednej z więziennych przepustek zapoznałam się z chłopakiem młodszym ode mnie o cztery lata i znowu poczułam się szczęśliwa. Zaszłam w ciążę. Jest pierwszym moim mężczyzną, który wykazał się odpowiedzialnością. Mówi, że wykradłby mnie stąd, gdyby mógł. Wydaje majątek na karty telefoniczne, zarobił specjalnie pieniądze na wyprawkę dla naszego synka i wysłał do więzienia. Przyjeżdża co tydzień, choć na chwilę. Synek od razu idzie do ojca, lepszy ma kontakt z nim niż ze mną. Zaręczyliśmy się w Wigilię, w moim domu, na przepustce.

Przy pierwszym dzieciaku mało co wiedziałam. Kontakty z innymi matkami miałam sporadyczne. Jak poszłam do więzienia, zajęła się nim moja mama. Tutaj wymiana doświadczeń jest dobra. Czuję się tak, jakbym ze dwadzieścioro dzieci sama wychowała. Ząbkowanie, kolka, znam się na tym. Kobiety uczą się od siebie nawzajem, na przykład niekładzenia dziecka w rajstopach do spania. Niektóre to życiowe niedorajdy, nie wycierają dzieciom buzi, trzeba im przypominać o zmianie pieluch. Kadra więzienna dużo pomaga. Oni tu mają wprawę, przeszli już tysiące maleństw. Mamy tu też multum literatury pomocnej w rozwoju dziecka.

Mój synek ma dwa lata. Czasem mi ucieknie pod prysznic, wrzuci maskotkę do toalety, schowa się za drzwi i chichocze. Radosny. Od małego był pocieszny. Nawet słówka z angielskiego mój synek powtarza, powoli będę mu ściągać płyty, by go osłuchać z tym angielskim.

Tutaj dwuletnie dziecko ma dzień ułożony. W domu, na przepustkach, wszystko się niestety burzy. Jak wygląda nasz dzień? O szóstej rano mój synek się budzi. Sadzam go na nocnik, on się bawi, ma stertę zabawek, malowanki też, żeby tylko siedział trzy minuty. Ale ile awantury, aby usiadł! Ubieram go. O siódmej idę wydać posiłek dla mam, a jego zaprowadzam do świetlicy. Potem ogarniam pokój i przygotowuję synka do przedszkola. On ma śniadanie o ósmej, karmię go. A ile proszenia, by zjadł chleb! Lubi, jak się go prosi. Je najbrudniej ze wszystkich, ręką wybiera kartofelek. Ale mówi całymi zdaniami. Mama, chodź popatrzeć, woła, kiedy czegoś chce. Potem idzie do przedszkola, do maluchów. A ja sprzątam pokój. Wydaję środki czystości dla mam, wymieniam pościel. I zajmuję się pracami plastycznymi. O dwunastej odbieram dziecko z przedszkola. Wydaję obiad dla matek. Od dziewiątej do dwunastej i od czternastej do siedemnastej jest spacer. Potem synek ciągnie mnie na bajkę. W świetlicy są malowanki, uczymy się trzymania nożyczek. Na razie jeszcze zjada farbki. Bawi się z rówieśnikami. Autko, autko, powtarza w kółko. O siedemnastej dzieci mają kolację. Potem się bawią, jest czytanie książeczek. O osiemnastej apel wieczorny i kąpiel dzieci. Potem trzy, cztery bajeczki czytamy. Wierszyki mówię swojemu, przy myciu śpiewamy: „Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda, tak się zaczyna nasza przygoda”. O dziewiętnastej mój synek już śpi, do rana.

A kobiety idą na dyżury, jedna myje korytarze, inna kuchnie. Sprzątamy codziennie, bez względu na wszystko.

Rekompensata

Łucja T., lat 47. Skazana za przestępstwo finansowe na 3,5 roku. W połowie listopada 2013 r. uzyskała warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Znalazłam się w więzieniu, bo ufałam mężowi. Byliśmy małżeństwem trzy lata. Był moim drugim mężem, na początku adorował mnie, dosłownie fruwał na wysokości lamperii, aby mnie zdobyć. A ja pragnęłam jakiegoś oparcia, wyszłam za niego. Okazało się, że jest despotą oraz że robi nieciekawe interesy ze wspólnikiem, wyprowadził strasznie duże pieniądze z firmy, którą kierował, i mnie w to wciągnął. Wklepywałam faktury i robiłam przelewy, byłam w firmie księgową i wszystkie transakcje przechodziły przez moje ręce.

Śledztwo i proces trwały trzy i pół roku. Kiedy było mi ciężko, moje drogi skrzyżowały się z dawnym dobrym znajomym. Wsparł mnie. Zamieszkaliśmy razem. Wkrótce zaszłam w ciążę, mając 43 lata. Byłam w ósmym miesiącu ciąży z Emilką, gdy dostałam rozwód. Córeczka miała niecałe dwa miesiące, kiedy sąd skazał mnie na blisko cztery lata odsiadki. Prosto z sali rozpraw funkcjonariusze zabrali mnie do więzienia w Łodzi.

Trzy lata byłam w tym więzieniu, co przeszłam… Krzyczałam, tupałam, pisałam po prokuraturach, do prezydenta, aby jeszcze raz wczytano się w wyrok. Nic nie wskórałam.

Słyszałam o zakładzie karnym dla kobiet z dziećmi w Grudziądzu, ale myślałam, że są tam tylko te, które rodzą w więzieniu. Nie wiedziałam, że istnieje jeszcze więzienie w Krzywańcu, gdzie mogłabym przebywać wraz z córką, na własną prośbę. Po miesiącu dostałam krótki rozkaz, że mam się pakować, wywieźli mnie do Grudziądza. Przy przyjmowaniu na oddział pierwsze, co usłyszałam, było dla mnie bardzo budujące: przecież pani może wziąć dziecko i odbywać z nim wyrok do trzeciego roku życia.

Z dzieckiem w więzieniu jest zupełnie inaczej. Świadomość, że się ma dla kogo wstawać rano, rodzi chęć do walki. O wszystko. Brak wolności i rodziny rekompensuje ten mały dzieciak. Zdarzają się ciężkie sytuacje. Jest się w jednym pomieszczeniu ze skazaną, z którą nigdy w życiu by się nie rozmawiało. Trudne dla mnie były kipisze więzienne, czyli przeszukania pokojów. Wtedy mój kawałek domu przewracany był do góry nogami. Pierwszy, drugi, dziesiąty raz… Ja tego mam serdecznie dość! – krzyczałam. Bardzo mi wtedy pomagała wychowawczyni. Pani T. łagodnie mi tłumaczyła: trzeba się pogodzić z tym, na co nie mamy wpływu.

W więzieniu stałam się asertywna. Spotkałam tam dwie, trzy osoby bardzo wartościowe, pochodzące z normalnego domu, w zbliżonej sytuacji do mojej, wmanewrowane w jakieś zło. Mówili mi, że mam dobry wpływ na innych. Chciałabym też otrzymać dobro. Ono wraca. Emilka daje mi tyle miłości, jest bezpośrednia, mądra. Zwracałam uwagę innym więźniarkom, jeśli ktoś się źle zachowywał, przeklinał, upominałam: tu są dzieci.

Mam 26-letniego syna w Holandii i 21-letnią córkę, której w czasie mojego pobytu w więzieniu pomagali finansowo dziadkowie. Czekała na mnie. Chcę ci pomóc, być przy tobie, powtarzała. Zamieszkałyśmy razem. Emilkę zapisałam do publicznego przedszkola.

Co będzie teraz

Justyna Kisiel, lat 28. Skazana za kradzieże samochodów na 3 lata. Na początku grudnia 2013 r. wyszła z dzieckiem z więzienia.

Pochodzę z niepełnej rodziny, mieszkaliśmy przy babci, z mamą i wujkiem. Miałam 13 lat, kiedy z domu uciekłam – przez alkohol. Piła moja mama i inni. W Polskę uciekłam, pojechałam w świat, do Wrocławia stopem. Byłam bezdomna przez 15 lat. Poznawało się różnych ludzi, spało po klatkach schodowych. Miałam krótkie momenty stabilizacji. W Warszawie handlowałam na stadionie, wyjechałam do Holandii na plantacje tulipanów. Zaczęłam kraść samochody, przemycałam auta z Polski do Czech. Zostałam ujęta, kiedy miałam 20 lat. Pierwszy raz zostałam wtedy skazana na dwa lata i cztery miesiące. Wyszłam z więzienia, ale powróciłam do przestępstwa. Urodziłam pierwsze dziecko, Krystiana. Popadłam w picie, dlatego w 2008 r. oddałam dzieciaka na wychowanie kuzynce, która wyjechała za granicę. Nie utrzymuję z nimi kontaktu, nie pytam, nie będę wnikać w życie kuzynki. Mam nadzieję, że syn jest szczęśliwy.

W 2011 r. urodziłam drugiego synka w warunkach ponownej izolacji. Dziecko ma na imię Mateusz. Jest teraz fajnie, bo mam dla kogo żyć. W więziennym Domu Matki i Dziecka uczyłam się być dobrą mamą. I cierpliwości. Ojciec Mateusza wysyłał nam paczki, ale były to groszowe sprawy. Raz przyjechał na widzenie. Ale lepiej nie mieć odwiedzin, bo człowiek się potem nastawia. Zaczyna mieć nadzieję na lepsze. Nie wiążę z tym człowiekiem przyszłości.

Na dwa tygodnie przed końcem kary dostałam warunkowe zwolnienie. Załatwiłam sobie miejsce w Domu Samotnej Matki w Nowym Stawie. Moja mama, wujek – czy oni jeszcze żyją, nie wiem. Nie kontaktuję się. I nie ciągnie mnie. Wiem, że na wolności mogą dojść nowe problemy. Obawiam się, że będzie ciężko przystosować Mateuszka do życia. W więzieniu nie widział przecież autobusów, marketów. Dlatego wybrałam na nasze miejsce zamieszkania małe miasteczko, nie ma tam tramwajów, obwodnic, tłumu ludzi. Jest mały kościółek, przyjazne przedszkole dostosowane do potrzeb dziecka, Biedronka. Tylko chciałabym mieć pracę. Skończyłam podstawówkę, zrobiłam kurs obsługi wózków widłowych. Pójdę z Mateuszem do Biedronki i żeby mnie było stać na batonik i misia mu nie musieć odmówić.

Nie posiadam domu, mieszkania, samochodu, nic. Czasem myślę, że to dobrze. Bo to następny byłby problem. Martwić się, że zostanie mi odebrane. Wyjechałam z więzienia z dwiema walizkami ubrań i zabawek. Cieszę się z tego, że będę mogła tam zawsze zadzwonić. Są tam pani psycholog, wychowawca, pani dietetyk i kierowniczka, cztery babki, które potrafią pomóc, wesprzeć, a kiedy trzeba – potrząsnąć człowiekiem. Zrób to tak, bo… To robisz źle, bo…. Czułam się tam bezpieczna. Ciepło miałam i o nic się nie martwiłam. Jak będzie teraz?

Z dzieckiem w więzieniu

Pomysł na macierzyństwo za kratami (dla wielu nadal kontrowersyjny) pojawił się w końcu lat 40. XX w. U jego podstaw leży przekonanie, że do prawidłowego rozwoju psychofizycznego i emocjonalnego dziecka niezbędne jest pielęgnowanie więzi z biologiczną matką od pierwszych momentów życia dziecka – bez względu na to, w jakiej sytuacji znajduje się matka.

W Polsce kobiety skazane na karę pozbawienia wolności lub tymczasowo aresztowane mogą przebywać razem ze swoimi dziećmi w dwóch placówkach penitencjarnych: w Krzywańcu i Grudziądzu. Mają tam zapewnioną specjalistyczną opiekę lekarsko-pielęgniarską i pomoc ze strony funkcjonariuszek. W Krzywańcu może przebywać 19 mam, a w Grudziądzu 26.

Więźniarki do 7 miesiąca ciąży (prawidłowo przebiegającej) pozostają w zwykłej celi z innymi kobietami. Po tym okresie – jeśli nie kończy im się kara – trafiają do Zakładu Karnego nr 1 w Grudziądzu, gdzie mieści się jedyna w kraju więzienna porodówka i oddział ginekologiczno-położniczy. Od 1949 r., czyli od początku istnienia tej placówki, mieszkało w niej ponad 2 tys. dzieci, z których zdecydowana większość urodziła się w tym więzieniu.

Dziecko pozostaje w zakładzie karnym na pisemną prośbę matki, za zgodą ojca (jeśli ma on władzę rodzicielską) i po decyzji sądu rodzinnego. Może tu przebywać do ukończenia trzeciego roku życia. Zdaniem psychologów nie jest ono świadome, że znajduje się w zakładzie karnym. Jest po prostu z matką. Nie jest wskazane przedłużanie tego czasu, gdyż im starsze dziecko, tym bardziej otwiera się na środowisko zewnętrzne i może zauważyć, że w oknach są kraty.

Matki z dziećmi mieszkają w odrębnych pawilonach. Dzieci korzystają z placu zabaw z huśtawkami i zjeżdżalniami. W pokojach są łóżeczka ze szczebelkami, sosnowe mebelki, pluszowe misie, a w oknach kolorowe firany. W Krzywańcu działa przedszkole dla maluchów i starszaków, sala edukacyjna, świetlica, bawialnia.

Kiedy kobieta trafia do domu matki i dziecka, znajdującego się na terenie zakładu karnego, zajmuje się nią zespół opiekuńczo-wychowawczy. Funkcjonariusze wspólnie z matką omawiają jej sytuację prawną, życiową i rodzinną. Jeżeli nie wyjdzie z zakładu z dzieckiem, bo ma długi wyrok, zastanawiają się, kto się nim zajmie? Ojciec, najbliżsi krewni, rodzina zastępcza? Dziecko jest powoli przygotowywane do samodzielnego powrotu. Matka wychodzi z nim na przepustki do domu lub jest ono „urlopowane” na kilka dni do domu osób, z którymi zamieszka.

Skazana decyduje, kiedy jest gotowa na rozstanie z dzieckiem i ustanawia sądownie opiekuna prawnego (przeważnie ojca). Ponieważ na swoją prośbę jest z dzieckiem w więzieniu, sama musi z tego zrezygnować, wszystkie decyzje zapadają w wyrokach sądu rodzinnego. Skazana może starać się o przerwę w karze z uwagi na przekazanie dziecka do domu rodzinnego.

Kiedy dzwoni kobieta i pyta, czy może odbywać wyrok z dzieckiem w więzieniu, staram się jak najdokładniej opisać, jak u nas jest. Czy na pewno chce, żeby jej potomstwo żyło w izolacji? Chodzi o to, by matka rozumiała, iż rodzina jest w domu, a tutaj jest więzienie. Decyzję podejmuje ona sama i ważne, żeby podjęła ją świadomie, najlepiej po konsultacjach z najbliższymi – mówi kierowniczka Domu Matki i Dziecka w Krzywańcu.

Raz, dwa razy w roku zdarza się, że dziecko jest więziennej matce odbierane. Jeśli kobieta je zaniedbuje, naraża na utratę zdrowia, świadomie zostawia bez opieki i nie chce się nim zajmować, personel więzienny zgłasza tę informację do sądu. Sąd wszczyna postępowanie o regulację władzy rodzicielskiej, w konsekwencji ogranicza lub pozbawia matkę tych praw. Maluch wówczas najczęściej jest oddawany do pogotowia rodzinnego, czasami do rodziny zastępczej.

Fotoreportaż powstał w Zakładzie Karnym nr 1 w Grudziądzu. Bohaterki reportażu nie występują na zdjęciach.

Fotografie Sylwia Grochowska

Polityka 5.2014 (2943) z dnia 28.01.2014; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Cele macierzyństwa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mobbing i zachowania niepożądane. Czego w pracy robić nie wolno?

Wszelkie sprawy dotyczące dyskryminacji to mniej niż 1 proc. pozwów związanych z prawem pracy, a te o molestowanie to już zupełny ułamek ułamka.

Ewa Wilk
18.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną